Przyznam się bez bicia, że tajskie kino fantasy wpadło mi w ręce po raz pierwszy. Zresztą wychowana na kinie fantasy - w tym gatunku najbardziej znane mi są jedynie produkcje amerykańskie czy niemieckie - jednak z azjatyckim fantasy mam do czynienia stosunkowo rzadko. Szkoda, bo mam na swoim koncie kilka tego typu produkcji, jak chociażby japoński Ashura, który okazał się kinem bardzo efektownym i przyciągającym uwagę. Tym razem padło na Tajlandię i zasiadła do seansu Opapatika. Czy film również wzbudził mój zachwyt, jak jego japoński poprzednik? O tym już za chwilę...
