Azjatycki horror już od dawien dawna ,,karmi'' nas historiami, których podstawa tkwi w lokalnych legendach i ludowych podaniach. Zazwyczaj głównym bohaterem jest duch skrzywdzonej i zmarłej w gniewie lub w żalu kobiety, która w późniejszym czasie mści się na każdym, kto ma lub miał z nią jakąkolwiek styczność: może to być przejęcie jakiegoś przedmiotu należącego do ducha lub odwiedzenie miejsca, w którym doznał on szczególnego bólu. Podobnie ma się sprawa z najnowszym tajwańskim horrorem w reżyserii Shieh Meng-ju Mudborn, który od marca tego roku dostępny jest na platformie streamingowej Netflix.
Początkowo obawiałam się, że będę miała do czynienia z mdłym i oklepanym kinem grozy (choć Tajwan raczej mnie nie zraził swoimi horrorami jak do tej pory), ale wiecie co? Na szczęście się myliłam, gdyż film Meng-ju okazał się prawdziwą niespodzianką. To solidny i przede wszystkim efektowny horror, łączący w sobie niepokojące tradycje ludowe z cyfrowymi koszmarami.
sobota, 16 maja 2026
wtorek, 12 maja 2026
Grimm Kumikyoku (aka The Grimm Variations/Baśnie braci Grimm: Wariacje); Japonia [serial tv]
Dokładnie 17 kwietnia 2024 roku, Netflix rozpoczął emisję serialu antologicznego zatytułowanego Grimm Kumikyoku, czyli w polskim tłumaczeniu Baśnie braci Grimm: Wariacje. Jak sam tytuł wskazuje, są to poszczególne historie braci Grimm, ukazane w nieco inny - od tradycyjnego - sposób. Cała ta niesamowita antologia powstała dzięki kreatywnej wiedzy Michiko Yokote, niekwestionowanemu talentowi artystycznemu grupy CLAMP do projektowania postaci oraz doskonałości animacji WIT Studio. Każdy odcinek zanurza widzów we wszechświecie, w którym dramat, horror, fantasy i animacja łączą się, oferując wyjątkowe wrażenia.
Nie ukrywam, że jestem zagorzałą fanką mrocznych historii braci Jacoba i Wilhelma Grimmów. Znałam je (jak większość z nas) już od czasów dzieciństwa, ale to właśnie podczas studiów na jednych z zajęć, zajmowałam się ich interpretacją pod tym nieco mroczniejszym kątem. Wtedy pochłonęły mnie bezgranicznie. Wiadomo nie od dziś, że baśnie te są mrocznymi ludowymi opowieściami, pełnymi strachu i okrucieństwa, dlatego też z wielką ciekawością zasiadłam do seansu japońskiej interpretacji poszczególnych baśni.
Nie ukrywam, że jestem zagorzałą fanką mrocznych historii braci Jacoba i Wilhelma Grimmów. Znałam je (jak większość z nas) już od czasów dzieciństwa, ale to właśnie podczas studiów na jednych z zajęć, zajmowałam się ich interpretacją pod tym nieco mroczniejszym kątem. Wtedy pochłonęły mnie bezgranicznie. Wiadomo nie od dziś, że baśnie te są mrocznymi ludowymi opowieściami, pełnymi strachu i okrucieństwa, dlatego też z wielką ciekawością zasiadłam do seansu japońskiej interpretacji poszczególnych baśni.
piątek, 8 maja 2026
Re/Member (aka Remeber Member); Japonia
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy kojarzą nazwisko japońskiego reżysera Eiichiro Hasumi, jednak zakładam, że każdy miłośnik japońskiego kina zna jego filmy, takie jak: Oppai Volleyball (2009) czy The Sun Does Not Move (2021). Zaś widzowie, którzy systematycznie zaglądają na platformę Netflix z pewnością zaznajomili się z kolejnym jego filmem, zatytułowanym Re/Member z 2022 roku. Produkcja ta oparta jest na mandze Karada Sagashi autorstwa Welzarda, która z tego co kojarzę dostępna jest w Internecie (sama niestety nie miałam okazji się z nią zapoznać).
Horror Hasumi opiera się na jednej zabójczej idei: ,,śmierć nie jest końcem, a jedynie przyciskiem resetu'' i pomimo, że traktowany jest jako typowy horror dla nastolatków, to uwierzcie, że mi (a czasy nastoletnie mam już dawno za sobą) oglądało się go całkiem przyjemnie i świetnie się bawiłam podczas seansu. Przede wszystkim spodobała mi się sama, zapętlona w czasie fabuła, która napędza...fabułę całego filmu.
sobota, 2 maja 2026
Hei tai yang: Nan Jing da tu sha (aka Black Sun: The Nanking Massacre/Oddział 731 - Masakra w Nankinie); Hongkong
Wojna. Choć prawdziwe okrucieństwa wojny mogą nigdy nie zostać w pełni zrozumiane przez tych, którzy nigdy nie byli na linii frontu, wiele artystycznych środków wyrazu w muzyce, telewizji i filmie dołożyło wszelkich starań, aby jak najwierniej przedstawić piekło, jakim jest wojna dla ludności cywilnej. Każdy reżyser, chcący ukazać w swoim filmie okropieństwa działań wojennych, robi to na swój własny sposób. Także swój własny sposób na pokazanie brutalności i nieludzkiego traktowania ludności cywilnej w trakcie trwających działań wojennych ma chiński reżyser Tun Fei Mou, o czym mogliśmy się przekonać oglądając jego pierwszą część MBtS z 1988 roku. Nie inaczej ma się rzecz w przypadku czwartej części kontrowersyjnej serii, która - mimo iż nosi tytuł Black Sun - niekiedy określa się również mianem Man Behind the Sun 4. Decyzja o odtworzeniu okrucieństw popełnionych przez japońskich żołnierzy na narodzie chińskim podczas II wojny światowej w hardcorowym filmie splatter jest osobliwa, ale dziwnie satysfakcjonująca.
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Shutter; Indonezja
Nie lubię ,,odgrzewanych kotletów''. Naprawdę na palcach jednej ręki mogę wymienić remake'i, które by mi się naprawdę spodobały, więc i do indonezyjskiej wersji Shutter'a podchodziłam z dużą dozą sceptycyzmu.
Każdy, kto miał okazję obejrzeć tajski oryginał (recenzja tutaj) z 2004 roku, doskonale zna historię w nim ukazaną. Kiedy cztery lata później ukazał się jego amerykański odpowiednik (recenzja tutaj), a po kolejnych dwóch latach powstał indyjski Click, już wówczas kręciłam nosem, bo nie widziałam sensu w przerabianiu horroru Pisanthanakuna i Wongpooma, nie wnosząc do fabuły niczego nowego. Liczyłam jednak poniekąd na to, że indonezyjska wersja doda coś od siebie lub chociażby tchnie odrobinę świeżości, co spowoduje, że film mi się spodoba. Dałam mu kredyt zaufania. Jako, że film pojawił się na Netflix (niestety nie ma polskiej wersji językowej), postanowiłam więc z czystej ciekawości go obejrzeć i zobaczyć, jak zadaniu sprostał Herwin Novianto.
Każdy, kto miał okazję obejrzeć tajski oryginał (recenzja tutaj) z 2004 roku, doskonale zna historię w nim ukazaną. Kiedy cztery lata później ukazał się jego amerykański odpowiednik (recenzja tutaj), a po kolejnych dwóch latach powstał indyjski Click, już wówczas kręciłam nosem, bo nie widziałam sensu w przerabianiu horroru Pisanthanakuna i Wongpooma, nie wnosząc do fabuły niczego nowego. Liczyłam jednak poniekąd na to, że indonezyjska wersja doda coś od siebie lub chociażby tchnie odrobinę świeżości, co spowoduje, że film mi się spodoba. Dałam mu kredyt zaufania. Jako, że film pojawił się na Netflix (niestety nie ma polskiej wersji językowej), postanowiłam więc z czystej ciekawości go obejrzeć i zobaczyć, jak zadaniu sprostał Herwin Novianto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)
.jpg)