Horror azjatycki od lat udowadnia, że nie potrzebuje wyłącznie krwawych scen, żeby skutecznie wystraszyć widza. Znacznie silniej działają atmosfera niepokoju, duchowość zakorzeniona w lokalnych wierzeniach oraz poczucie, że człowiek styka się z czymś starszym i potężniejszym od siebie.
Natomiast koreańskie kino grozy od lat dowodzi, że potrafi łączyć klasyczny horror z dramatem społecznym, folklorem i duchowością w sposób, który zachodni twórcy osiągają niezwykle rzadko. Exhuma z 2024 roku, wyreżyserowana przez Jang Jae-hyun, idealnie wpisuje się w tę tradycję. Twórca znany wcześniej z The Priests (2015) oraz Svaha: The Sixth Finger (2019) ponownie zabiera widza w świat rytuałów, wierzeń i niewytłumaczalnych zjawisk, tworząc dzieło ambitne, niepokojące i momentami wręcz hipnotyzujące. To horror, który nie ogranicza się jedynie do straszenia - próbuje opowiedzieć historię o traumie, historii, duchach przeszłości i sile zakorzenionych od wieków wierzeń.
niedziela, 12 lipca 2026
piątek, 10 lipca 2026
Tomie: Biginingu (aka Tomie: Beginning); Japonia
Filmowe adaptacje mang Junjiego Ito od lat mają jeden zasadniczy problem: bardzo trudno przełożyć na ekran ten rodzaj grozy, który u Ito rodzi się nie tylko z obrazu, ale z obsesyjnego rytmu powtarzania. Jego horror nie zawsze działa jak klasyczna opowieść z początkiem, rozwinięciem i końcem. Często przypomina infekcję, która pojawia się nagle, rozprzestrzenia się po świecie przedstawionym, po czym zostawia czytelnika z uczuciem niesmaku, fascynacji i bezradności. Tomie jest tego najlepszym przykładem. Nie jest po prostu potworem, duchem ani femme fatale. Jest zjawiskiem. Pragnieniem, które gnije od środka. Pięknem, które doprowadza ludzi do szaleństwa. Ciałem, które nie chce pozostać martwe.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
poniedziałek, 6 lipca 2026
Dark Water (aka Dark Water - Fatum); USA
Amerykańskie remaki japońskich horrorów z początku XXI wieku to temat, do którego trudno podejść zupełnie obojętnie. Z jednej strony rozumiem, dlaczego Hollywood tak chętnie sięgało wtedy po azjatyckie historie grozy. Po sukcesie The Ring (2002) widzowie chcieli kolejnych opowieści o klątwach, duchach, nawiedzonych dzieciach i tajemnicach ukrytych pod spokojną powierzchnią codzienności. Z drugiej strony bardzo często te remake’i odbierały oryginałom to, co było w nich najciekawsze: ciszę, kulturowy kontekst i ten szczególny rodzaj niepokoju, który nie musi od pierwszych minut atakować widza.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
piątek, 3 lipca 2026
,,Another'' #3 - Hiro Kiyohara, Yukito Ayatsuji
Są historie grozy, które straszą nagłymi scenami śmierci, i takie, które powoli budują narastające poczucie niepokoju. Another należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Trzeci tom mangi autorstwa Yukito Ayatsuji jeszcze mocniej zagęszcza atmosferę paranoi i nieuchronnej tragedii, sprawiając, że czytelnik niemal odczuwa ciężar klątwy wiszącej nad klasą 3-3. To moment, w którym seria przestaje jedynie sugerować obecność sił nadprzyrodzonych: horror wreszcie pokazuje swoje prawdziwe oblicze.
Po wydarzeniach z poprzednich tomów tajemnica staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne zgony wywołują nie tylko szok, ale również poczucie bezradności. Granica między rzeczywistością a koszmarem zaczyna się zacierać, a bohaterowie coraz mocniej pogrążają się w świecie pełnym strachu, niedopowiedzeń i śmierci. Czy klątwę można zatrzymać? A może wszyscy są już skazani? Trzeci tom Another nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to oferuje jedną z najbardziej dusznych i wciągających odsłon całej historii.
Po wydarzeniach z poprzednich tomów tajemnica staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne zgony wywołują nie tylko szok, ale również poczucie bezradności. Granica między rzeczywistością a koszmarem zaczyna się zacierać, a bohaterowie coraz mocniej pogrążają się w świecie pełnym strachu, niedopowiedzeń i śmierci. Czy klątwę można zatrzymać? A może wszyscy są już skazani? Trzeci tom Another nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to oferuje jedną z najbardziej dusznych i wciągających odsłon całej historii.
wtorek, 30 czerwca 2026
Tomie: Saishuu-shō – Kindan no Kajitsu (aka Tomie: The Final Chapter - Forbidden Fruit/Tomie: Zakazany owoc); Japonia
Japońska seria filmów o Tomie już od końca lat dziewięćdziesiątych przypominała niekończący się koszmar – albo może raczej niekończący się eksperyment, w którym kolejni twórcy próbowali uchwycić magnetyzm bohaterki stworzonej przez mangakę Junji Ito. Jedni stawiali na surrealistyczną grozę, inni na cielesny horror, groteskę albo erotyczną fascynację destrukcyjną kobiecością. Tomie: Forbidden Fruit, długo uznawany za ostatnią odsłonę cyklu, sprawia wrażenie filmu świadomie zamykającego pewien etap – choć robi to bardziej melancholijnie niż widowiskowo. Reżyser Shun Nakahara odchodzi od agresywnej estetyki wcześniejszych części, kierując serię w stronę emocjonalnego dramatu o obsesji, samotności i tłumionym pożądaniu.
To jedna z najbardziej queerowych i zarazem najbardziej ospałych części całej franczyzy – film, który zamiast epatować brutalnością czy szaleństwem, buduje atmosferę smutku i emocjonalnego wyobcowania. Historia relacji pomiędzy bohaterkami nabiera tutaj większego znaczenia niż sama groza, a Tomie staje się nie tylko demoniczną femme fatale, ale również symbolem toksycznego pragnienia i destrukcyjnej fascynacji. Forbidden Fruit nie jest może najbardziej efektownym rozdziałem serii, lecz z pewnością należy do tych najbardziej nietypowych – cichych, dusznych i podszytych melancholią, która pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.
To jedna z najbardziej queerowych i zarazem najbardziej ospałych części całej franczyzy – film, który zamiast epatować brutalnością czy szaleństwem, buduje atmosferę smutku i emocjonalnego wyobcowania. Historia relacji pomiędzy bohaterkami nabiera tutaj większego znaczenia niż sama groza, a Tomie staje się nie tylko demoniczną femme fatale, ale również symbolem toksycznego pragnienia i destrukcyjnej fascynacji. Forbidden Fruit nie jest może najbardziej efektownym rozdziałem serii, lecz z pewnością należy do tych najbardziej nietypowych – cichych, dusznych i podszytych melancholią, która pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




