czwartek, 30 lipca 2026
Tetsuo II: Body Hammer; Japonia
Japońskie kino ekstremalne lat dziewięćdziesiątych miało wielu buntowników, ale niewielu twórców potrafiło zamienić industrialny chaos, cielesny horror i cyberpunkową paranoję w coś równie hipnotyzującego jak Tetsuo II: Body Hammer. Reżyser Shinya Tsukamoto po sukcesie kultowego Tetsuo: The Iron Man postanowił nie tyle stworzyć klasyczny sequel, ile rozbudować własny metaliczny koszmar o większy budżet, bardziej narracyjną strukturę i jeszcze brutalniejszą wizję ludzkiego ciała. Efektem jest film agresywny, neurotyczny i momentami wręcz fizycznie wyczerpujący dla widza - doświadczenie audiowizualne, które przypomina gorączkowy sen o człowieku pożeranym przez technologię, gniew i własną traumę.
wtorek, 28 lipca 2026
Tee Yod (aka Death Whisperer/Śmiertelny szept); Tajlandia
Tajski horror Death Whisperer (oryg.,,Tee Yod'') w reżyserii Taweewat Wantha to jedna z największych niespodzianek współczesnego kina grozy z Tajlandii - film, który łączy folkowy horror, brutalne sceny opętania i rodzinny dramat z estetyką przypominającą klasyczne kino spod znaku Evil Dead (1981). Osadzona w realiach wiejskiej Tajlandii lat 70. historia opowiada o rodzinie mieszkającej w odludnej prowincji Kanchanaburi, gdzie seria niewytłumaczalnych zdarzeń i spotkanie z tajemniczą kobietą w czerni stają się początkiem prawdziwego koszmaru.
Wantha buduje atmosferę nieustannego zagrożenia, wykorzystując lokalne wierzenia, mroczne leśne pejzaże i motyw demonicznego szeptu, który stopniowo doprowadza bohaterów do szaleństwa. Jednocześnie film nie rezygnuje z widowiskowości - obok klasycznych jump scare’ów pojawiają się intensywne sceny egzorcyzmów, brutalnej przemocy i walki z nadnaturalnym złem. Dzięki temu Death Whisperer stał się nie tylko wielkim sukcesem frekwencyjnym w Tajlandii, ale również jednym z najgłośniejszych azjatyckich horrorów ostatnich lat, zdobywając uznanie widzów poszukujących kina grozy balansującego między folklorem a brutalnym survival horrorem.
Wantha buduje atmosferę nieustannego zagrożenia, wykorzystując lokalne wierzenia, mroczne leśne pejzaże i motyw demonicznego szeptu, który stopniowo doprowadza bohaterów do szaleństwa. Jednocześnie film nie rezygnuje z widowiskowości - obok klasycznych jump scare’ów pojawiają się intensywne sceny egzorcyzmów, brutalnej przemocy i walki z nadnaturalnym złem. Dzięki temu Death Whisperer stał się nie tylko wielkim sukcesem frekwencyjnym w Tajlandii, ale również jednym z najgłośniejszych azjatyckich horrorów ostatnich lat, zdobywając uznanie widzów poszukujących kina grozy balansującego między folklorem a brutalnym survival horrorem.
niedziela, 12 lipca 2026
Pamyo (aka Exhuma/Ekshumacja); Korea Południowa
Horror azjatycki od lat udowadnia, że nie potrzebuje wyłącznie krwawych scen, żeby skutecznie wystraszyć widza. Znacznie silniej działają atmosfera niepokoju, duchowość zakorzeniona w lokalnych wierzeniach oraz poczucie, że człowiek styka się z czymś starszym i potężniejszym od siebie.
Natomiast koreańskie kino grozy od lat dowodzi, że potrafi łączyć klasyczny horror z dramatem społecznym, folklorem i duchowością w sposób, który zachodni twórcy osiągają niezwykle rzadko. Exhuma z 2024 roku, wyreżyserowana przez Jang Jae-hyun, idealnie wpisuje się w tę tradycję. Twórca znany wcześniej z The Priests (2015) oraz Svaha: The Sixth Finger (2019) ponownie zabiera widza w świat rytuałów, wierzeń i niewytłumaczalnych zjawisk, tworząc dzieło ambitne, niepokojące i momentami wręcz hipnotyzujące. To horror, który nie ogranicza się jedynie do straszenia - próbuje opowiedzieć historię o traumie, historii, duchach przeszłości i sile zakorzenionych od wieków wierzeń.
Natomiast koreańskie kino grozy od lat dowodzi, że potrafi łączyć klasyczny horror z dramatem społecznym, folklorem i duchowością w sposób, który zachodni twórcy osiągają niezwykle rzadko. Exhuma z 2024 roku, wyreżyserowana przez Jang Jae-hyun, idealnie wpisuje się w tę tradycję. Twórca znany wcześniej z The Priests (2015) oraz Svaha: The Sixth Finger (2019) ponownie zabiera widza w świat rytuałów, wierzeń i niewytłumaczalnych zjawisk, tworząc dzieło ambitne, niepokojące i momentami wręcz hipnotyzujące. To horror, który nie ogranicza się jedynie do straszenia - próbuje opowiedzieć historię o traumie, historii, duchach przeszłości i sile zakorzenionych od wieków wierzeń.
piątek, 10 lipca 2026
Tomie: Biginingu (aka Tomie: Beginning); Japonia
Filmowe adaptacje mang Junjiego Ito od lat mają jeden zasadniczy problem: bardzo trudno przełożyć na ekran ten rodzaj grozy, który u Ito rodzi się nie tylko z obrazu, ale z obsesyjnego rytmu powtarzania. Jego horror nie zawsze działa jak klasyczna opowieść z początkiem, rozwinięciem i końcem. Często przypomina infekcję, która pojawia się nagle, rozprzestrzenia się po świecie przedstawionym, po czym zostawia czytelnika z uczuciem niesmaku, fascynacji i bezradności. Tomie jest tego najlepszym przykładem. Nie jest po prostu potworem, duchem ani femme fatale. Jest zjawiskiem. Pragnieniem, które gnije od środka. Pięknem, które doprowadza ludzi do szaleństwa. Ciałem, które nie chce pozostać martwe.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
poniedziałek, 6 lipca 2026
Dark Water (aka Dark Water - Fatum); USA
Amerykańskie remaki japońskich horrorów z początku XXI wieku to temat, do którego trudno podejść zupełnie obojętnie. Z jednej strony rozumiem, dlaczego Hollywood tak chętnie sięgało wtedy po azjatyckie historie grozy. Po sukcesie The Ring (2002) widzowie chcieli kolejnych opowieści o klątwach, duchach, nawiedzonych dzieciach i tajemnicach ukrytych pod spokojną powierzchnią codzienności. Z drugiej strony bardzo często te remake’i odbierały oryginałom to, co było w nich najciekawsze: ciszę, kulturowy kontekst i ten szczególny rodzaj niepokoju, który nie musi od pierwszych minut atakować widza.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




