sobota, 6 października 2018

Gureitofuru Deddo (aka Greatful Dead/Wdzięczna śmierć); Japonia

Japonia to kraj specyficzny. Specyficzna kultura, specyficzny styl życia mieszkańców tego kraju czy też specyficzna kinematografia. Ta ostatnia potrafiła zaskakiwać i szokować niejednokrotnie. Jednak jestem przekonana, że wyjadacza japońskiego kina chyba nic już nie jest w stanie zaszokować, a zwłaszcza w kinie grozy, które potrafi łamać wszelkie bariery przyzwoitości i dobrego smaku. Obrazy makabry, nad wyraz realistycznych i wynaturzonych tortur czy hektolitry krwi zalewającej ekran przy wielkiej uciesze ,,skośnookich'' bohaterów, właściwie już raczej nie dziwią fana japońskiej grozy filmowej. 
Japoński reżyser Eiji Uchida, do tej pory słynął raczej z tworzenia komedii i filmów kryminalnych. Z powodzeniem parał się również dramatem. Jego najnowsze dzieło Greatful Dead z 2013 roku jest właściwie pierwszym tak mocnym i dosadnym obrazem filmowym, który może i z pewnością wielu zaszokuje. 

Nami i jej starsza siostra są całkowicie ignorowane przez swoich rodziców. Ich bogatego ojca interesuje tylko jego żona, zaś ich matka całą swoją uwagę i czas poświęca na pracę, która polega na pomaganiu biednym dzieciom w Afryce. Wszystko to sprawia, że mała Nami jest bardzo nieszczęśliwa. Czarę goryczy przelewa matka dziewczynek, którego pewnego dnia po prostu ich opuszcza i jedzie do Afryki. Wtedy ich zrozpaczony ojciec zupełnie traci sens życia. Sprowadza do domu niejaką Akko-chan, która staje się jego kochanką. Oboje zamykają się na długie godziny w pokoju, do którego Nami nie ma dostępu. Któregoś dnia jej starsza siostra oznajmia, że wyprowadza się do swojego chłopaka. Ostatecznie ojciec Nami popełnia samobójstwo, zaś ona sama popada w dziwną obsesję...

Greatful Dead nie jest jakimś rasowym horrorem, który powali na kolana większość wyjadaczy filmowej grozy. Obraz Uchidy to taki misz-masz: mieszanka czarnej komedii z makabrycznymi i krwistymi scenami przemocy, które - może i robią wrażenie - jednak nijak do gustu mi przypadły.

Każdą recenzję zazwyczaj staram się rozpocząć od plusów filmu, ale kiedy jest ich stosunkowo mało lub nie wzbudzają jakiegoś większego zachwytu, to niestety jestem zmuszona zacząć od jego słabych stron, co też uczynię w tym wypadku.
Zacznijmy jednak od początku. Całą historię Nami poznajemy, kiedy jest jeszcze ona około 10-11- letnią dziewczynką chodzącą do szkoły. Widzimy, jak bardzo brakuje jej rodziców, którzy choć obecni ciałem, w ogóle nieobecni są duchem. Nie zwracają kompletnie uwagi na swoje córki, co Nami bardzo przeżywa. Aby zwrócić na siebie uwagę, dziewczynka zaczyna przejawiać dość agresywne zachowania zarówno w stosunku do członków rodzimy, jak i rówieśników ze szkoły. Na niewiele się to jednak zdaje, gdyż zarówno ojciec jak i matka mają przysłowiowo w nosie to, co Nami wyprawia w szkole i w ogóle jak się zachowuje. Kiedy matka opuszcza rodzinę i wyjeżdża do Afryki, sytuacja tylko się pogarsza. Pozostawiona praktycznie sama sobie Nami zaczyna magazynować w pokoju, w którym spędza większość czasu, najróżniejsze sprzęty zakupione na jednym z kanałów telewizyjnych. Wszędzie otaczające ją kartony są jej towarzyszami i wypełniają jak dotąd zawsze pusty pokój. Po samobójczej śmierci ojca (kiedy porzuca go jego kochanka), Nami swoje życie układa już po swojemu...
Potem widzimy ją już jako nastolatkę która wydaje się wieść całkiem normalne życie. Jest sympatyczna, ciekawa świata i ludzi. Dużo chodzi po mieście i obserwuje ludzi...zwłaszcza tych samotnych.
Po czasie jednak orientujemy się, że z Nami nie do końca jest wszystko w porządku. Dziewczyna jest zachwycona osobami samotnymi, podgląda ich przez lornetkę, śledzi ich życie, każdy krok...prowadzi nawet dziennik, w którym spisuje każdy aspekt ich samotnej egzystencji.
W tym momencie zaczyna się robić nieco ciekawie, gdyż dziewczynę szczególnie interesuje pewien starszy mężczyzna, mieszkający samotnie - Shiomi, którego jedynie od czasu do czasu odwiedza syn, robiąc mu drobne zakupy. Nami jest zafascynowana starszym panem i pragnie się do niego zbliżyć. Cały jej plan jednak ulega zniszczeniu, kiedy do mężczyzny zaczyna przychodzić młoda kobieta imieniem Su Yong, która jest swego rodzaju chrześcijańską misjonarką. Kobieta oświeca pana Shiomi pod kątem religijnym - czyta mu fragmenty Biblii i otwiera oczy na jego do tej pory nudne i monotonne życie.
W tym momencie w Nami rodzi się potężne uczucie nienawiści do tej pary (kobiecie niekiedy towarzyszył młody mężczyzna). Kiedy wchodzi w konszachty z niezbyt normalnym samotnikiem z parku, już widzimy, że może być całkiem ciekawie...i nie mylimy się, gdyż właśnie w tym momencie następuje ta część filmu, na którą czekają fani tego, co krwiste i makabryczne. Para ta zostaje brutalnie zaatakowana, a starszy mężczyzna staje się więźniem Nami i jej niespełna rozumu partnera, którego Nami ostatecznie zabija podczas miłosnej igraszki, na którą Nami ewidentnie ochoty nie miała.
Powiem szczerze, że druga część filmu jest zdecydowanie lepsza, gdyż tu zaczyna się coś dziać. Pewnie, że i tu są momenty, gdzie zaczynamy wywracać oczami, bo ileż czasu można patrzeć na faceta leżącego na ziemi i próbującego się oswobodzić z więzów? No niedługo uwierzcie. Całe apogeum akcji rozpoczyna się w momencie, kiedy starszy pan pod wpływem złości po śmierci swojego syna, rozwiązuje więzy i postanawia wejść na ścieżkę wojenną z Nami. Wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie i brutalnie, choć nie ukrywam, że i w tych momentach pojawiają się subtelne nutki farsy, co z pewnością nie każdemu się spodoba.

Mam wrażenie, że Uchida świadomie zbudował swój film na dwóch różnych filarach. Widoczny jest znaczny kontrast pomiędzy pierwszą a drugą częścią filmu. Nie jestem pewna jednak czemu miał ten zabieg służyć, gdyż niecierpliwy widz mógł się przecież już znudzić na samym początku i nie dobrnąć do końca tej dziwacznej opowieści, gdzie potem robi się coraz to bardziej niesamowicie.
Niestety, brak tu realizmu. Dziewczyna dostaje potężne baty od starszego mężczyzny, ale nie robi to na niej większego wrażenia. Tyczy się to również staruszka, który trzyma się na nogach całkiem nieźle, ale to być może chęć zemsty za śmierć syna dodaje mu witalności i energii w walce z Nami.
Reasumując jednak, Greatful Dead to film, który nie każdemu się spodoba z uwagi na elementy komediowe i wspomniany brak realizmu. Sceny walk są ciekawe i krew poleje się nie raz i nie dwa razy, ale czy to nie za mało - te kilkanaście minut końcowej części filmu w przeciwieństwie do tych niespełna dwóch godzin trwania całości? Dodatkowo nic oprócz tych makabrycznych scen i ciekawego aktorstwa nie skupia na nas zbyt dużej uwagi: muzyka - niezbyt przejmująca, ale jak wspomniałam - aktorstwo jest całkiem dobre. Podobała mi się tu zwłaszcza Kumi Takiuchi, która wcieliła się w postać dorosłej Nami. Ten jej sympatyczny uśmiech i sposób bycia w ogóle, nie zdradzał jej psychopatycznego zachowania, które widzimy w drugiej połowie filmu. Nawet podczas tych makabrycznych scen, potrafiła się przeuroczo uśmiechać i to jest tu plusem największym. Obnaża bowiem jej niezrównoważenie psychiczne, które potrafi doskonale skrywać.
Greatful Dead jest filmem o ciekawie skonstruowanej fabule - typowej dla filmów na przykład innego świetnego japońskiego reżysera, Takashiego Miike. Początkowo wszystko wygląda jak komedia z ekscentryczną Nami w roli głównej. Powoli, lecz nieubłaganie klimat robi się coraz bardziej złowieszczy. aż osiąga apogeum w niekontrolowanych wybuchach przemocy ze strony Nami.

Ogólnie jest to bardzo ciekawa mieszanka gatunków, która wzbudza wielką ciekawość, ja jednak czuję niedosyt po seansie filmu Uchidy. Nie powiem, bo jest dobrze, ale jestem pewna, że mogło być zdecydowanie lepiej. Nie oznacza to jednak, że za film ten nie chwycę ponownie, bo przyznam bez bicia, że jakby nie patrzeć - zabawa z seansu była.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹 7/10

Reżyseria:
Eiji Uchida

Scenariusz:
Etsuo Hiratani
Eiji Uchida

Rok produkcji:
2013

Obsada:
Aira
Itsuji Itao
Kkobi Kim
Kenji Matsuda
Wakana Sakai
Takashi Sasano
Kumi Takiuchi
Taro Yabe
Hôka Kinoshita


5 komentarzy:

dooom pisze...

Bardzo fajny film. Satysfakcjonujący i niejednokrotnie szokujący, ale takie kino japońskie lubię.Główna bohaterka okazała się nieźle obłąkana, choć pozornie nic na to nie wskazywało. Nieprzypadkowe jest chyba porównanie tego filmu do obrazów Mikke, bo Nami bardzo przypominała mi tu Asami z ,,Gry wstępnej'' Miike'go.

Adrian Manilski pisze...

Kawał dobrego filmu. Zwłaszcza druga połowa bardzo mi się podobała, a na szczególna uwagę bez wątpienia zasługuje Kumi Takiuchi, wcielająca się w postać dorosłej Nami. 8/10

Martyna Kazimierczak pisze...

Całkiem fajny film z dość powolnym początkiem, co jednak mi nie przeszkadzało. To nie jest komedia, ale tragikomedia z elementami horroru psychologicznego. W sumie to smutny film o samotności, braku ciepła i stracie najbliższych. Muzyka tu i ówdzie chyba lekko niestosowna, ale typowa dla współczesnego japońskiego filmu.
7/10 jest wystarczające dla tego filmu.

Radek pisze...

Tak na poważnie, to powiem jedno- Japończycy tworzą jedne z najdziwniejszych filmów na świecie… i dzięki Bogu za to. Film jest zabawny, niepokojący, smutny, a potem znowu zabawny. To jak przejażdżka kolejką górską emocji.

Norbert Bajor pisze...

Obejrzałem film całkiem niedawno. W sumie to szału nie robi, ale jak na nudny wieczór to można obejrzeć. Trochę śmiechu, trochę krwawej jatki, czyli dla każdego coś miłego.