piątek, 9 stycznia 2026

Mo Tai (aka Devil Fetus/Diabelski płód); Hongkong

     Wczesny i dość szokujący horror kategorii III w reżyserii Lau Hung-Chuena, otworzył wrota w hongkońskim przemyśle filmowym. Cała masa filmowców zaczęła tworzyć filmy, zgłębiając świat eksploatacji, który już wówczas prężnie działał w Ameryce czy Europie. Oczywiście były wcześniejsze próby nakręcenia filmów grozy traktujących o czarnej magii, jak chociażby filmy braci Shaw w latach 70-tych i początkowych 80-tych. Jednak prawdziwy ,,boom'' na tego rodzaju produkcje nastąpił w latach 90-tych XX wieku. Nie zmienia to jednak faktu, że o  dziwo, ten film okazał się z czasem mniej znanym, niż inne późniejsze horrory kategorii III. Mimo wszystko jednak jest to nadal film, który ma pewien stopień rozgłosu, częściowo z powodu trudności nawet dla oddanych miłośników obrzydliwości. Film oznaczał debiut reżyserski Lau Hung-Chuena, który był znany głównie jako operator przy takich filmach, jak chociażby Xian si jue (pol. ,,Śmiertelny pojedynek'') Siu-Tung Cinga z 1982 roku.

Po zakupieniu dziwnego wazonu na aukcji, kobieta imieniem Suk Jing i jej babcia Cheng, wracają do domu z przedmiotem, który wkrótce wiąże się z tajemniczą śmiercią jej i jej męża. Wiele lat później jej synowie, Kent i Kwo Wei, spotykają się z matką babci Cheng na przyjęciu urodzinowym u Juju, członka rodziny, który u nich mieszka. Po serii dziwnych zdarzeń i oznak opętania przez demony, rodzina zwraca się do taoistycznego kapłana o pomoc w egzorcyzmowaniu istoty, ale wkrótce uświadamia sobie, że mają do czynienia z czymś o wiele bardziej śmiercionośnym.

Zasadniczo film o opętaniu, z czarną magią Gong Tau, taoistycznymi kapłanami to jeden z najbardziej chaotycznych i niespójnych filmów swojego gatunku i epoki. Choć może wydawać się trudne do zrozumienia, jak stworzyć prostą historię o demonie skaczącym z ciała do ciała, Lau Hung-chuen z pewnością daje z siebie wszystko, a film oszałamia całkowitym brakiem spójności i niekiedy logiki. Bardzo rzadko cokolwiek dzieje się w sposób racjonalny, jak chociażby motyw uwięzienia demona w wazonie, czy to, jak uwolnienie stwora wpływa na rodzinę po jego uwolnieniu. To ważne elementy początkowej fabuły, wprowadzające do historii. Czy to przeszkadza? Zagorzałym fanom tego gatunku filmów z pewnością nie będzie to przeszkadzało, ale problem z odbiorem mogą mieć widzowie, którzy po raz pierwszy zaznajamiają się z hongkońskimi filmami grozy tego pokroju. Dlaczego? Ano dlatego, że obraz Hung-Chuena oszałamia...efektami specjalnymi (oczywiście, jak na swoje lata). Wygląda to obrazowo i wręcz obrzydliwie. Jednak ogląda się to naprawdę rewelacyjnie, jak na przykład w scenie, w której widzimy męża Suk Jing drapie swoją twarz, zdzierając skórę, odsłaniając wijące się robaki. To robi wrażenie i uwierzcie, to tylko przedsmak tego, co czeka nas w dalszej części filmu! Późniejsze sceny z latającym kotem zrzucającym człowieka z parapetu balkonu i pogrzebem przerwanym widokiem brzucha kobiety, który puchnie i eksploduje, zmieniając się w gigantyczny, pulsujący płód, stanowią mocny początek fantastycznej serii odrażających ataków. Są też ręce, które wyskakują z ziemi, a potem wyciągają się na kilka metrów, by dusić ofiary, no i śmierć w kuchni. To prawdziwy majstersztyk filmowej magii. Devil Fetus z pewnością nie jest powolny ani nudny, a Lau doskonale rozumie, co sprawia, że ​​szaleństwo oparte na eksploatacji działa, utrzymując akcję w ruchu i nigdy nie dając widzowi szansy na rozmyślanie nad jej licznymi niewiadomymi.

W filmie nie brakuje też scen erotycznych, choć oczywiście utrzymane są one w odpowiednim tonie (jeżeli można tu w ogóle pisać o ,,odpowiednim tonie'', biorąc pod uwagę tematykę filmu). Jest napaść na tle seksualnym, napalone kobiety uprawiające seks z demonem, obrazowo głębokie pocałunki (tzw. pocałunki francuskie) i nekrofilia. Wszystko to nadaje serii szokujących i dość oczywistych wrażeń, że coś się dzieje i stanowi solidną podstawę do bardziej szalonych akcji.

Niestety minusem filmu są sceny uśmiercania zwierząt, jak chociażby wypatroszenie psa czy scena, w której piękny, majestatyczny orzeł zostaje złożony w ofierze. Ciężko się patrzy na te sceny i wielu wrażliwszych widzów, którym los zwierząt nie jest obojętny, z pewnością będzie czuło niesmak lub nawet złość, co też miało miejsce w moim przypadku. Jednak, jakby nie było, to właściwie wszystko, na co można by kręcić tu nosem. Reszta jest absolutnie fantastyczna. Film oferuje mnóstwo dobrej zabawy, równie dużo jak przesadzone elementy: okazałe walki czarodziejów, teleportujące się ciała czy latające meble. W sumie zaskoczona nie jestem, bo filmy z Hongkongu przyzwyczaiły nas już do tego rodzaju scen, a Lau rzuca wszystkim, co się da, o ścianę, żeby zobaczyć, co się przyklei, a dodatkową frajdę sprawia ciekawa ścieżka dźwiękowa 
(odnoszę wrażenie, że troszkę ,,podkradziona'' z The Thing Carpentera).
Ostatnie dwadzieścia minut to kompletny chaos - ostra popijawa, gdzie leje się chyba wszystko co możliwe, a także bierze co tylko się da, jak na przykład kokainę. Kobiety wirują w powietrzu, mężczyzna się topi, a mnich strzela laserami.

To horror kategorii III w najlepszym wydaniu i absolutnie obowiązkowy dla fanów tego gatunku. 

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹 7/10

Reżyseria:
Lau Hung-Chuen

Scenariusz:
Man-Wah Cheng
Ging-Jiu Lo

Rok produkcji:
1983

Obsada:
Eddie Chan
Yung-Chang Chin
Pak-Kwong Ho
Meng-Kuang Hsu
Dan Lau
Sai-gang Lau
Hsiu-Ling Lu
Sha-Fei Ouyang
Shan Liang
Pei-Pei Lu
Kuo-Hua Wen