poniedziałek, 6 lipca 2026

Dark Water (aka Dark Water - Fatum); USA

     Amerykańskie remaki japońskich horrorów z początku XXI wieku to temat, do którego trudno podejść zupełnie obojętnie. Z jednej strony rozumiem, dlaczego Hollywood tak chętnie sięgało wtedy po azjatyckie historie grozy. Po sukcesie The Ring (2002) widzowie chcieli kolejnych opowieści o klątwach, duchach, nawiedzonych dzieciach i tajemnicach ukrytych pod spokojną powierzchnią codzienności. Z drugiej strony bardzo często te remake’i odbierały oryginałom to, co było w nich najciekawsze: ciszę, kulturowy kontekst i ten szczególny rodzaj niepokoju, który nie musi od pierwszych minut atakować widza.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.

Młoda matka - Dahlia Williams po burzliwym rozstaniu z mężem walczy o opiekę nad 5-letnią córką Ceci i przeprowadza się do ponurego, zniszczonego bloku na Roosevelt Island w Nowym Jorku. W nowym lokalu Dahlii z sufitu nieustannie sączy się mroczna, brudna woda, która zwiastuje nadprzyrodzone zjawiska. Kobieta słyszy niepokojące dźwięki dochodzące z opuszczonego mieszkania znajdującego się piętro wyżej. Rodzina staje się celem ducha dziewczynki o imieniu Natasha, która utonęła w zbiorniku na dachu budynku.

Punktem wyjścia jest historia Dahlii, która w trakcie trudnego rozwodu próbuje rozpocząć z córką nowe życie. Wybór mieszkania na Roosevelt Island nie wynika z marzeń, lecz z konieczności. To miejsce tanie, zaniedbane, niezbyt przyjazne, ale pozornie wystarczające, by matka i dziecko mogły jakoś poukładać codzienność od nowa. Bardzo szybko okazuje się jednak, że budynek ma w sobie coś niepokojącego. W mieszkaniu pojawia się wilgoć, z sufitu zaczyna sączyć się ciemna woda, a córka Dahlii coraz mocniej przywiązuje się do tajemniczej, niewidzialnej przyjaciółki.

To, co w japońskim Dark Water (2002) było przede wszystkim opowieścią o opuszczeniu, samotności i dziecięcej krzywdzie, w amerykańskiej wersji zostaje mocniej połączone z dramatem kobiety pod presją. Dahlia nie walczy wyłącznie z czymś nadprzyrodzonym. Walczy także z byłym mężem, z systemem, z zaniedbanym budynkiem, z obojętnością ludzi wokół niej i z podejrzeniem, że jako matka może zostać uznana za niewystarczająco stabilną. To akurat jeden z ciekawszych elementów remake’u. Film dobrze pokazuje, jak łatwo kobiecy lęk można zlekceważyć, a zmęczenie i bezradność odczytać jako dowód słabości.
Jennifer Connelly gra Dahlię bardzo oszczędnie. Nie jest to rola zbudowana na wielkich wybuchach emocji, tylko raczej na narastającym napięciu, przemęczeniu i poczuciu osaczenia. Momentami działa to naprawdę dobrze, bo jej bohaterka wygląda jak ktoś, kto od dawna próbuje utrzymać się na powierzchni, choć wszystko wokół powoli ją wciąga. Mam jednak wrażenie, że film nie zawsze daje Connelly wystarczająco dużo przestrzeni, by z tej postaci wydobyć coś naprawdę przejmującego. Dahlia bywa wiarygodna jako matka w kryzysie, ale nie zawsze staje się bohaterką, której strach przechodzi na widza.

W Dark Water - Fatum najlepiej wypada atmosfera miejsca. Roosevelt Island w tym filmie nie wygląda jak Nowy Jork z pocztówki. To przestrzeń wilgotna, szara, ponura i odcięta. Budynek, do którego trafiają Dahlia i jej córka, sprawia wrażenie, jakby sam był chory. Ściany, korytarze, pralnia, winda, dach - wszystko tutaj ma w sobie coś nieprzyjemnego, lepkiego, zużytego. Woda nie jest zwykłym elementem scenografii. Staje się znakiem tego, co wypływa spod powierzchni: zaniedbania, winy i samotności.
W porównaniu z japońskim oryginałem amerykańska wersja jest jednak mniej subtelna. U Nakaty groza wyrastała z ciszy i z poczucia, że tragedia dziecka została niemal wchłonięta przez budynek. Tam woda była czymś więcej niż rekwizytem horroru - była pamięcią, śladem krzywdy, znakiem obecności, której nie da się po prostu usunąć mopem, remontem ani racjonalnym wyjaśnieniem. W remake’u ta symbolika nadal istnieje, ale zostaje podana w bardziej dosłowny sposób. Film Sallesa jest ładnie sfotografowany, konsekwentny wizualnie i miejscami naprawdę przygnębiający, ale brakuje mu tej cichej, bolesnej prostoty, którą miał film Nakaty.
Samo nawiedzenie również wypada inaczej. W japońskim oryginale duch nie był tylko elementem grozy. Był obrazem opuszczonego dziecka, ale jednocześnie kimś niepokojącym, zaborczym i trudnym do jednoznacznego oswojenia. Horror japońskiego reżysera potrafił wzbudzić współczucie, nie odbierając przy tym grozy. Amerykański remake mocniej łagodzi ten aspekt. Przez to nadprzyrodzona obecność staje się mniej przerażająca, a bardziej smutna. To nie musi być wada, ale sprawia, że film miejscami traci napięcie. Zamiast lęku pojawia się raczej żal, a finał emocjonalnie działa lepiej niż jako czysta scena grozy.
Warto też zwrócić uwagę na obsadę drugoplanową. John C. Reilly, Tim Roth czy Pete Postlethwaite to nazwiska, które same w sobie budzą oczekiwania. Problem w tym, że film nie zawsze potrafi w pełni wykorzystać ich obecność. Bohaterowie drugiego planu są charakterystyczni, czasem nawet ciekawi, ale niektórzy wyglądają tak, jakby mieli pełnić ważniejszą funkcję, po czym scenariusz nagle odsuwa ich na bok. Najlepiej wypada chyba John C. Reilly jako pośrednik nieruchomości - pozornie sympatyczny, gadatliwy, ale podszyty tym specyficznym rodzajem obojętności, który bywa bardziej irytujący niż otwarta wrogość.

Jako horror Dark Water - Fatum może rozczarować osoby, które oczekują mocnych scen, dynamicznego straszenia i wyraźnych kulminacji. To nie jest film oparty na brutalności ani na nieustannych atakach z ciemności. Salles bardziej interesuje się powolnym rozpadem codzienności niż samym mechanizmem strachu i właśnie dlatego ten remake najlepiej ogląda się nie jako klasyczny horror, lecz jako dramat psychologiczny z elementami opowieści o duchach. Kiedy film skupia się na Dahlii, jej macierzyństwie, lęku przed utratą córki i poczuciu, że nikt naprawdę jej nie słucha, działa zdecydowanie lepiej niż wtedy, gdy próbuje przypomnieć widzowi, że powinien się bać.
Mam więc z Dark Water - Fatum pewien problem. Nie jest to film tak zły, jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza jeśli spojrzeć na niego na tle wielu innych amerykańskich remake’ów azjatyckich horrorów. Ma klimat, solidną realizację, bardzo dobrą obsadę i kilka scen, w których naprawdę czuć ciężar wilgoci, samotności i emocjonalnego wyczerpania. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że w porównaniu z japońskim oryginałem wypada mniej sugestywnie. Tam, gdzie Nakata zostawiał miejsce na niepokój, Salles częściej prowadzi widza za rękę. Tam, gdzie oryginał bolał swoją prostotą, remake bywa zbyt wygładzony. Nie skreślałabym jednak tego filmu całkowicie, gdyż ma w sobie smutek, który potrafi zostać z widzem dłużej niż pojedynczy straszak. To opowieść o matce próbującej ocalić resztki stabilności w świecie, który nieustannie podważa jej wiarygodność. To także historia miejsca, w którym cudza krzywda nie znika, tylko przecieka przez sufit, wraca w plamach, dźwiękach i mokrych śladach. Jako remake film nie dorównuje pierwowzorowi, ale jako osobny, melancholijny thriller psychologiczny ma w sobie coś, czego nie da się zupełnie zignorować.

Dlatego jeśli ktoś zna japoński Dark Water, amerykańska wersja może wydać się zbyt dosłowna i mniej niepokojąca. Jeśli jednak ktoś trafi na nią bez porównania z oryginałem, może zobaczyć w niej całkiem sprawnie zrealizowaną, smutną opowieść o samotności, macierzyństwie i mieszkaniu, które od początku wygląda tak, jakby przechowywało cudzy dramat w swoich ścianach. Dla mnie to film nierówny, ale ciekawszy niż wiele hollywoodzkich przeróbek J-horroru. Nie straszy tak mocno jak powinien, ale potrafi przygnębić - a w przypadku Dark Water to wcale nie jest mało.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹 7/10

Reżyseria:
Walter Salles

Scenariusz:
Kōji Suzuki
Hideo Nakata
Takashige Ichise

Rok produkcji:
2005

Obsada:
Jennifer Connelly
Ariel Gade
John C. Reilly
Tim Roth
Dougray Scott
Pete Postlethwaite
Camryn Manheim
Perla Haney-Jardine
Debra Monk
Linda Emond
Bill Buell
J.R. Horne
Elina Löwensohn
Warren Belle
Alison Sealy-Smith
Kate Hewlett
Simon Reynolds
Jennifer Baxter