wtorek, 13 października 2026

Klong Phi Suam Winyan (aka Ghost Board/Przeklęta gra); Tajlandia

     Gra planszowa znaleziona w opuszczonej świątyni, tajemnicza kostka uruchamiająca nadprzyrodzoną rozgrywkę i grupa nastolatków, która musi dotrwać do świtu, zanim stanie się kolejną ofiarą przywołanych mocy. Trudno zaprzeczyć, że punkt wyjścia Ghost Board natychmiast przywołuje skojarzenia z Jumanji w reżyserii Joego Johnston (1995). Chanathip Wongpoltree nie próbuje jednak ukrywać inspiracji zachodnim kinem przygodowym ani udawać, że korzysta z całkowicie oryginalnego pomysłu. Zamiast tego świadomie przejmuje znany schemat i nadaje mu wyraźnie tajski charakter, zamieniając niewinną z pozoru zabawę w serię spotkań z duchami, klątwami oraz istotami zakorzenionymi w lokalnych wierzeniach.
Każdy kolejny rzut kostką staje się zaproszeniem dla nowego nadprzyrodzonego gościa, a plansza przestaje być zwykłym przedmiotem i zaczyna przypominać portal łączący świat żywych z rzeczywistością zamieszkaną przez niespokojne dusze. Bohaterowie szybko przekonują się, że rozpoczętej gry nie można przerwać według własnego uznania. Muszą przestrzegać jej reguł, mierzyć się z konsekwencjami kolejnych ruchów i przetrwać do świtu, choć z każdą rundą stawka rośnie, a granica między zabawą i śmiertelnym zagrożeniem coraz bardziej się zaciera.

Bohaterami filmu są uczniowie przyłapani na wagarach. W ramach kary zostają wysłani do położonej na uboczu leśnej świątyni, gdzie mają pomagać w porządkach i uczestniczyć w medytacji. W jednym z opuszczonych budynków odnajdują starą grę planszową ukrytą pod podstawą posągu Buddy. Gdy kostka zostaje rzucona, rozgrywka rozpoczyna się automatycznie. Nie można jej przerwać ani po prostu odejść od planszy. Gracze muszą doprowadzić partię do końca przed nastaniem świtu, a każdy kolejny ruch przywołuje inną nadprzyrodzoną istotę.

Wszystko wskazuje na to, że sama gra nie jest autentycznym tajskim rytuałem ani ekranizacją konkretnej tradycyjnej zabawy. To wymyślony na potrzeby filmu mechanizm fabularny, łączący zasady Jumanji z azjatyckimi opowieściami o przeklętych przedmiotach, miejscach i duchach przywiązanych do natury. Plansza pełni właściwie funkcję nadprzyrodzonego więzienia, a rzut kostką decyduje, która zamknięta w niej istota pojawi się jako następna i właśnie tutaj Ghost Board pokazuje swój największy atut. Zamiast ograniczyć historię do jednego demona, twórcy sięgają po pięć postaci wywodzących się z tajskiego folkloru: Nang Tani, Nang Takian, Krahang, Kong Koi oraz ducha pozbawionego głowy. Reżyser określił nawet film mianem „bufetu duchów”, ponieważ każde spotkanie ma nieco inny charakter, rytm i estetykę. Wongpoltree podkreślał również, że projekty stworzeń zostały unowocześnione, ale zachowano elementy pozwalające rozpoznać ich kulturowe korzenie.
Najciekawiej wypadają Nang Tani i Nang Takian – kobiece duchy związane z drzewami. Pierwsza według tajskich wierzeń zamieszkuje kępy dzikich bananowców i bywa ukazywana jako młoda kobieta ubrana na zielono. Druga związana jest z potężnymi drzewami takian oraz drewnem pochodzącym z ich pni. Obie należą do szerokiej grupy żeńskich istot określanych jako Nang Mai, czyli duchy lub opiekunki drzew. Ich obecność przypomina, jak silnie tajskie historie niesamowite łączą buddyzm z wcześniejszymi wierzeniami animistycznymi, według których duch może zamieszkiwać drzewo, las, dom, świątynię albo konkretny przedmiot.
Krahang to z kolei męski nocny duch, tradycyjnie przedstawiany jako człowiek latający dzięki skrzydłom przypominającym kosze do przesiewania ryżu. Filmowa wersja rozwija ten osobliwy wizerunek, próbując nadać mu bardziej agresywny i współczesny charakter. Kong Koi należy natomiast do istot zamieszkujących lasy. Dzięki takim postaciom Ghost Board nie jest wyłącznie tajską kopią amerykańskiego filmu. Zachodni szkielet został tu wypełniony bardzo lokalną demonologią.

Pomysł jest naprawdę świetny, ponieważ plansza pozwala zmieniać rodzaj zagrożenia niemal co kilkanaście minut. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny rzut i jakie zasady będą obowiązywały podczas następnego spotkania. Chwilami film przypomina młodzieżową przygodę w rodzaju Stranger Things albo To, innym razem przechodzi w komedię, kino potworów lub krwawą groteskę. Nie wszystkie składniki pasują do siebie idealnie, ale trudno odmówić twórcom ambicji.
Niestety, ta sama konstrukcja, która początkowo wydaje się największą zaletą filmu, stopniowo zaczyna mu ciążyć. Ghost Board trwa około 125 minut i zdecydowanie nie potrzebował aż tyle czasu. Każde nowe stworzenie otrzymuje własną sekwencję, konflikt, dramatyczne wyjaśnienie albo dodatkowy problem związany z jednym z bohaterów. Po pewnym czasie można odnieść wrażenie, że oglądamy kolejne poziomy gry komputerowej: rzut kostką, pojawienie się ducha, ucieczkę, konfrontację i powrót do planszy.
Gdyby twórcy ograniczyli liczbę pobocznych dramatów i skrócili kilka scen, historia zyskałaby znacznie lepsze tempo. Niektóre starcia są przeciągane długo po tym, jak widz zdążył już zrozumieć ich zasady. Zamiast pogłębiać opowieść, dodatkowe retrospekcje i emocjonalne rozmowy niekiedy tylko zatrzymują akcję. Film chce jednocześnie opowiedzieć o rodzinnych problemach, przyjaźni, poczuciu odrzucenia, dorastaniu i odpowiedzialności. Każdy z tych tematów ma swoje uzasadnienie, ale zgromadzone razem zaczynają konkurować z główną historią.

Bohaterowie zostali zbudowani z dość łatwo rozpoznawalnych typów: jest lider, osoba bardziej ostrożna, ktoś porywczy, ktoś uparty i ktoś, kto najczęściej pada ofiarą niefortunnych zdarzeń. Nie są to szczególnie pogłębione portrety psychologiczne, ale grupa ma wystarczająco dużo energii, aby można było przejąć się jej losem. Panisara Rikulsurakan, Win Sakulsaengprapha, Neennara Boonnithipaisit, Pawat Ketsrisakda i Nattawat Sumploy tworzą zgrany młodzieżowy zespół, którego naturalna chemia często ratuje słabsze fragmenty scenariusza.
Aktorzy najlepiej wypadają w scenach zbiorowych, gdy mogą się przekrzykiwać, reagować na kolejne niebezpieczeństwa i wspólnie próbować zrozumieć reguły gry. Gorzej radzą sobie z najbardziej melodramatycznymi dialogami. Niektóre rozmowy brzmią tak, jakby zostały przeniesione z familijnego serialu, a reakcje postaci bywają odrobinę opóźnione w stosunku do tego, co właśnie dzieje się na ekranie. Trudno nie pomyśleć czasami: naprawdę chcecie dyskutować właśnie teraz? Mimo to bohaterowie pozostają sympatyczni, a film nie traktuje ich wyłącznie jako kolejnych ciał przeznaczonych do efektownego usunięcia z planszy. Dzięki temu poszczególne konfrontacje mają większą stawkę emocjonalną. Nawet kiedy decyzje nastolatków irytują, nadal chce się im kibicować.

Pod względem atmosfery Ghost Board potrafi pozytywnie zaskoczyć. Stara świątynia, ciemne korytarze, zarośnięte otoczenie i światło latarek tworzą odpowiednie poczucie izolacji. Bohaterowie znajdują się w miejscu, które powinno kojarzyć się z bezpieczeństwem i duchowym spokojem, lecz po zmroku zamienia się ono w zamkniętą przestrzeń rządzoną przez reguły przeklętej gry. Kamera często podąża za postaciami przez ciasne przejścia, przez co widz ma wrażenie, jakby sam poruszał się po świątynnym terenie.
Najlepszym technicznym elementem filmu jest jednak udźwiękowienie. Szepty dobiegające z nieokreślonego kierunku, odgłosy kroków, szelesty oraz nagłe wyciszenia skuteczniej budują napięcie niż wiele dosłownych obrazów. Czasami oczekiwanie na pojawienie się ducha okazuje się bardziej niepokojące niż samo spotkanie. Muzyka jest zazwyczaj stosowana rozsądnie, chociaż w kilku momentach staje się zbyt głośna i niepotrzebnie próbuje wymusić emocje. Promocyjną piosenkę „Not That Bad” nagrał tajski zespół T-popowy DICE.

Znacznie bardziej nierówno wypadają efekty specjalne. Projekty duchów bywają pomysłowe, szczególnie kiedy łączą komputerowe deformacje z charakteryzacją i elementami tradycyjnych wyobrażeń. Widać, że twórcom zależało na pokazaniu istot, które nie przypominają kolejnej bladej kobiety z długimi włosami. Każdy przeciwnik otrzymał własną sylwetkę, sposób poruszania się i wizualny motyw.
Problem pojawia się wtedy, gdy film zbyt mocno polega na CGI. Część efektów wygląda topornie, niektóre postacie sprawiają wrażenie niedokładnie połączonych z otoczeniem, a komputerowe animacje potrafią osłabić napięcie. Zdarzają się sceny, które miały być przerażające, lecz przez sztuczność obrazu stają się mimowolnie zabawne. Na szczęście Ghost Board od początku pozostaje horrorem świadomym własnej rozrywkowej natury, dlatego niedoskonałości techniczne nie niszczą całego seansu.

Film zdecydowanie nie chce być kolejnym ponurym studium ludzkich dramatów, w którym każda scena musi kończyć się metaforą cierpienia. Groza regularnie przeplata się tutaj z humorem, młodzieżową przygodą i widowiskową walką o przetrwanie. Są krzyki, chaotyczne ucieczki, absurdalne pomysły i sytuacje, podczas których można jednocześnie się bać i śmiać. Pod tym względem Ghost Board przypomina seans przygotowany dla widowni reagującej wspólnie – krzyczącej, komentującej decyzje bohaterów i śmiejącej się z bardziej szalonych fragmentów.

Czy jest strasznie? Niekoniecznie przez cały czas. Film ma kilka udanych momentów, dobre projekty stworzeń i skuteczne wykorzystanie dźwięku, ale jego podstawowym celem pozostaje zabawa. To nadprzyrodzona kolejka górska, a nie horror, po którym przez tydzień będziemy zasypiać przy zapalonym świetle. Największą zaletą Ghost Board jest połączenie przeklętej planszówki z galerią tajskich duchów. Największą wadą zaś brak umiaru. Film nie wie, kiedy zakończyć kolejną sekwencję, zrezygnować z dodatkowego dramatycznego wyjaśnienia albo pozwolić historii ruszyć dalej. Jest zbyt długi, nierówny i miejscami przesadnie melodramatyczny. Jego CGI również pozostawia sporo do życzenia, a jednak trudno całkowicie się na niego złościć. Chanathip Wongpoltree stworzył barwny, energiczny i chwilami naprawdę pomysłowy horror przygodowy, który próbuje zrobić coś więcej niż po raz kolejny opowiedzieć historię jednego mściwego ducha. Ghost Board ma swoje wyraźne niedoskonałości, ale ma też osobowość. To tajskie Jumanji przyprawione lokalnymi legendami, młodzieżową energią i sporą porcją nadprzyrodzonego chaosu.

Nie jest to rozgrywka idealnie zaprojektowana. Kilka pól można było spokojnie usunąć z planszy, a partię zakończyć przynajmniej pół godziny wcześniej. Mimo wszystko rzucenie kostką okazuje się całkiem przyjemne – oczywiście pod warunkiem, że to ktoś inny będzie musiał zmierzyć się z tym, co wypadnie.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹 5/10

Reżyseria:
Chanathip Wongpoltree

Scenariusz:
Phuwanit Pholdee

Rok produkcji:
2026

Obsada:
Win Sakulsaengprapha
Panisara Rikulsurakan
Ongart Cheamcharoenpornkul
Neennara Boonnithipaisit
Natee Ngamnaewprom
Nuttawat Sumploy