sobota, 10 października 2026

Qorin; Indonezja

    Tytułowy ,,Qorin” w tradycji islamskiej jest duchowym towarzyszem człowieka, często przedstawianym jako dżin, który podąża za nim przez całe życie i może skłaniać go do popełniania złych czynów. W filmie Ginanti Rony motyw ten nie ogranicza się jednak wyłącznie do dosłownej obecności nadprzyrodzonej istoty. Qorin staje się również symbolem ciemnej strony ludzkiej natury – tłumionego gniewu, lęku, zazdrości, poczucia krzywdy oraz pragnień, do których człowiek nie chce, a czasami nawet nie może się przyznać.
Reżyserka wykorzystuje ten motyw, aby opowiedzieć nie tylko o zetknięciu z siłą nadprzyrodzoną, ale również o tym, co dzieje się z człowiekiem poddanym długotrwałej presji, pozbawionym prawa do sprzeciwu i zmuszonym do tłumienia własnych emocji. Qorin od początku zapowiada się więc jako horror, w którym demoniczne zagrożenie splata się z przemocą ukrytą pod pozorami autorytetu, religijności i troski o moralne wychowanie.

Zahra to wzorowa i posłuszna uczennica, która stara się spełniać wszystkie oczekiwania nauczycieli. Jej przeciwieństwem okazuje się Yolanda – nowa dziewczyna, bardziej buntownicza, nieufna i gotowa zadawać niewygodne pytania. Kiedy uczennice zostają zmuszone do udziału w tajemniczym rytuale związanym z przywołaniem qorinów, spokojna dotąd rzeczywistość internatu zaczyna się stopniowo zmieniać.

Samo umiejscowienie akcji buduje atmosferę zamknięcia i niepokoju. Internat staje się osobnym światem, rządzonym przez hierarchię, zakazy oraz religijne rytuały, których znaczenia młode uczennice nie zawsze w pełni rozumieją. Izolacja sprawia, że dziewczęta są niemal całkowicie zależne od dorosłych i pozbawione możliwości skonfrontowania tego, czego doświadczają, z rzeczywistością poza murami szkoły. W takim otoczeniu granica między duchowym przewodnictwem a manipulacją okazuje się niezwykle cienka.
Sam pomysł jest bardzo ciekawy, zwłaszcza że film nie ogranicza się wyłącznie do opowieści o nadprzyrodzonym zagrożeniu. Qorin porusza również temat wykorzystywania religii i autorytetu do kontrolowania innych. Pokazuje świat, w którym posłuszeństwo uznawane jest za cnotę, a sprzeciw wobec osoby sprawującej władzę może zostać potraktowany jako nieposłuszeństwo lub moralne przewinienie.
Najciekawszym elementem filmu jest dla mnie właśnie jego warstwa społeczna. Prawdziwy niepokój nie wynika jedynie z obecności dżinów, lecz z atmosfery panującej w szkole. Dziewczęta są wychowywane w przekonaniu, że powinny być spokojne, uległe i bezwarunkowo słuchać przełożonych. Nawet kiedy czują, że coś jest nie w porządku, trudno im otwarcie zaprotestować.
Film Rony mówi więc o przemocy, nadużywaniu władzy i strachu przed przeciwstawieniem się autorytetowi. Pokazuje również, jak łatwo można manipulować młodymi osobami, wykorzystując ich wiarę, zaufanie oraz potrzebę akceptacji. W tym sensie Qorin jest bardziej przerażający jako historia o człowieku niż jako typowy horror o demonach.

Dużym atutem filmu jest sceneria. Odizolowana szkoła z internatem stanowi idealne miejsce dla opowieści grozy. Długie korytarze, wspólne sypialnie, ciemne pomieszczenia i jednakowe stroje uczennic tworzą atmosferę zamknięcia oraz ciągłej kontroli. Bohaterki wydają się uwięzione nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie i społecznie.
Ginanti Rona potrafi budować napięcie za pomocą obrazu. W wielu scenach wykorzystuje głębię kadru, pozwalając, aby coś niepokojącego pojawiło się w tle, niemal niezauważone przez bohaterki. Najlepiej wypadają właśnie spokojniejsze momenty, w których widz czuje, że w otoczeniu dzieje się coś złego, choć nie potrafi jeszcze dokładnie określić co.

Pierwsza część filmu rozwija się powoli, ale w tym przypadku nie uważam tego za wadę. Reżyserka daje sobie czas na przedstawienie relacji między bohaterkami oraz zasad rządzących szkołą. Dzięki temu pojawiające się później zagrożenie ma mocniejsze podstawy, a widz lepiej rozumie, dlaczego uczennicom tak trudno przeciwstawić się temu, co je spotyka.
Z czasem film staje się jednak coraz bardziej typowym horrorem religijnym. Pojawiają się znane z gatunku obrazy opętania, nienaturalnie wyginające się ciała, krzyki, gwałtowne ruchy i nagłe momenty zaskoczenia. Niektóre sceny są efektowne, ale film wyraźnie czerpie z klasycznych produkcji o egzorcyzmach. Chwilami odniesienia do Egzorcysty Williama Friedkina z 1973 roku są tak widoczne, że osłabiają oryginalność całej opowieści, a szkoda, ponieważ Qorin ma własne, bardzo interesujące zaplecze kulturowe. Motyw dżina-sobowtóra, islamskiej szkoły i konfliktu między religią a przesądem wystarczyłby do stworzenia znacznie bardziej charakterystycznego horroru. Tymczasem twórcy zbyt często sięgają po rozwiązania dobrze znane z zachodniego kina grozy.

Jeżeli chodzi o poziom strachu, to muszę przyznać, że jest on nieco nierówny. Film ma kilka naprawdę udanych i niepokojących scen, szczególnie wtedy, gdy nie pokazuje zagrożenia wprost. Najlepiej działają atmosfera oczekiwania oraz poczucie, że bohaterki są obserwowane. Znacznie słabiej wypadają liczne jump scare’y, które z czasem stają się przewidywalne.
To, co mnie chyba najbardziej przeraziło, to nie qorin ani efekty specjalne, lecz relacja między uczennicami a dyrektorem szkoły. Jego władza, sposób manipulowania dziewczętami i przekonanie o własnej bezkarności wywołują większy niepokój niż najbardziej widowiskowe sceny nadprzyrodzone. To właśnie w tych momentach film najlepiej pokazuje, że człowiek może być znacznie groźniejszy niż demon.

Aktorstwo stoi na dobrym poziomie. Zulfa Maharani przekonująco wypada jako Zahra – dziewczyna podporządkowana zasadom, rozdarta między posłuszeństwem a rosnącym lękiem. Jej bohaterka może chwilami irytować swoją biernością, ale jest to zachowanie wynikające z wychowania oraz wieloletniego podporządkowania. Znacznie więcej energii wnosi Aghniny Haque w roli Yolandy. Jej postać jest bardziej zdecydowana, bezpośrednia i sceptyczna wobec szkolnych reguł. Stanowi wyraźny kontrast dla Zahry i pozwala spojrzeć na wydarzenia z perspektywy osoby, która nie została jeszcze całkowicie ukształtowana przez panujący w internacie system. Najmocniej wyróżnia się jednak Omar Daniel jako Ustaz Jaelani. Aktor bardzo dobrze pokazuje człowieka, który za spokojnym głosem, religijnym autorytetem i pozorną troską ukrywa niepokojące oblicze. Nie musi przesadnie podnosić głosu ani wykonywać gwałtownych gestów, aby wzbudzać niechęć i lęk. Jego postać jest odpychająca właśnie dlatego, że tak dobrze potrafi zachowywać pozory.
Dobrze wypadają również aktorki drugoplanowe, choć część bohaterek została potraktowana zbyt powierzchownie. Nie zawsze mamy okazję lepiej je poznać, dlatego niektóre wydarzenia nie wywołują tak silnych emocji jak powinny. Film ma wyraźnie kobiecą obsadę i mówi o solidarności między kobietami, ale ten motyw nie zawsze zostaje odpowiednio rozwinięty.

Pod względem technicznym Qorin prezentuje się bardzo dobrze. Zdjęcia podkreślają klaustrofobiczną atmosferę internatu, a kostiumy pomagają zaznaczyć różnice między bohaterkami. Białe stroje uczennic symbolizują porządek, czystość i podporządkowanie, podczas gdy osoby wyłamujące się z narzuconych reguł wyróżniają się także wizualnie.
Efekty specjalne są solidne, a sceny przemian i opętania zostały wykonane z dużą starannością. Widać również zaangażowanie aktorek, szczególnie w sekwencjach wymagających pracy ciałem. Nie wszystkie obrazy są jednak równie skuteczne. Tam, gdzie film stawia na przesadę, łatwo traci wcześniejszą subtelność.
Muzyka pełni przede wszystkim funkcję budowania napięcia. Nie jest szczególnie charakterystyczna ani nie pozostaje na długo w pamięci, ale dobrze współpracuje z obrazem. Znacznie ważniejsza okazuje się warstwa dźwiękowa: odgłosy kroków, szepty, trzaski, nagłe uderzenia oraz dźwięki dochodzące z ciemnych korytarzy. Najlepsze momenty filmu wykorzystują ciszę. Kiedy muzyka milknie, a pozostaje jedynie echo pustego budynku, atmosfera staje się naprawdę niepokojąca. Niestety, twórcy zbyt często przerywają tę ciszę gwałtownym dźwiękiem mającym wywołać nagły strach. Po pewnym czasie taki zabieg traci swoją skuteczność.

Największą wadą horroru Ginanti Rony jest nierówny scenariusz. Film porusza wiele ważnych tematów: przemoc wobec kobiet, manipulowanie religią, ślepe posłuszeństwo, wykorzystywanie autorytetu, kobiecą solidarność oraz walkę z własną ciemną stroną. Każdy z tych wątków ma potencjał, lecz ich nagromadzenie sprawia, że nie wszystkie zostają odpowiednio rozwinięte.
W drugiej połowie narracja staje się bardziej chaotyczna, a atmosfera ustępuje miejsca krzykom i widowiskowym scenom grozy. Film próbuje powiedzieć zbyt wiele naraz, przez co jego najważniejsze przesłanie momentami się rozmywa. Mimo to Qorin pozostaje interesującym przykładem indonezyjskiego horroru religijnego. Nie jest szczególnie oryginalny pod względem wykorzystywanych środków straszenia, ale wyróżnia się miejscem akcji, kulturowym tłem oraz społeczną problematyką.
To film bardziej udany jako opowieść o przemocy, manipulacji i strachu przed sprzeciwem niż jako klasyczny horror o dżinach. Najbardziej zapadają w pamięć nie demoniczne obrazy, lecz atmosfera szkoły, w której autorytet jednej osoby może całkowicie zdominować życie młodych kobiet.

Qorin może zainteresować fanów azjatyckich horrorów religijnych, opowieści o dżinach i filmów łączących grozę z komentarzem społecznym. Osoby oczekujące bardzo mocnego strachu mogą poczuć niedosyt, ale warto obejrzeć go dla dobrego aktorstwa, sugestywnej scenerii i tematów, które kryją się pod warstwą nadprzyrodzonego horroru.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹 6/10

Reżyseria:
Ginanti Rona

Scenariusz:
Lele Laila
Ginanti Rona

Rok produkcji:
2022

Obsada:
Zulfa Maharani
Omar Daniel
Aghniny Haque
Dea Annisa
Naimma Aljufri
Yusuf Mahardika
Putri Ayudya
Cindy Nirmala
Alyssa Abidin
Pritt Timothy
Ridwan Roull Rohaz