Kiedyś, kiedyś dawno temu, bo pod koniec 2009 roku, miałam okazję obejrzeć po raz pierwszy ten japoński horror w reżyserii Ataru Oikawy. Pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie, pomimo tego że do japońskiego horroru nie wnosił praktycznie niczego nowego.
Kiedy przymierzałam się do zrecenzowania tej produkcji, siłą rzeczy musiałam sobie ten obraz ponownie przypomnieć, gdyż w pamięci pozostały jedynie strzępki obrazów, jakie zarejestrował mój mózg i zakodowała pamięć.
Już od pierwszej sceny, kiedy ginie młoda dziewczyna imieniem Sayaka, wiedziałam, że mimo upływu lat od pierwszego seansu - ponowna jego powtórka będzie równie udana. Mamy tu bowiem do czynienia z niezwykle ,,wściekłym'' duchem młodej kobiety, która wcale nie ma zamiaru przestać straszyć naszych bohaterów, ale mniejsza ze straszeniem, najpierw trzeba zacząć od początku...
