Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JAPONIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JAPONIA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Tetsuo II: Body Hammer; Japonia

     Japońskie kino ekstremalne lat dziewięćdziesiątych miało wielu buntowników, ale niewielu twórców potrafiło zamienić industrialny chaos, cielesny horror i cyberpunkową paranoję w coś równie hipnotyzującego jak Tetsuo II: Body Hammer. Reżyser Shinya Tsukamoto po sukcesie kultowego Tetsuo: The Iron Man postanowił nie tyle stworzyć klasyczny sequel, ile rozbudować własny metaliczny koszmar o większy budżet, bardziej narracyjną strukturę i jeszcze brutalniejszą wizję ludzkiego ciała. Efektem jest film agresywny, neurotyczny i momentami wręcz fizycznie wyczerpujący dla widza - doświadczenie audiowizualne, które przypomina gorączkowy sen o człowieku pożeranym przez technologię, gniew i własną traumę.

piątek, 10 lipca 2026

Tomie: Biginingu (aka Tomie: Beginning); Japonia

     Filmowe adaptacje mang Junjiego Ito od lat mają jeden zasadniczy problem: bardzo trudno przełożyć na ekran ten rodzaj grozy, który u Ito rodzi się nie tylko z obrazu, ale z obsesyjnego rytmu powtarzania. Jego horror nie zawsze działa jak klasyczna opowieść z początkiem, rozwinięciem i końcem. Często przypomina infekcję, która pojawia się nagle, rozprzestrzenia się po świecie przedstawionym, po czym zostawia czytelnika z uczuciem niesmaku, fascynacji i bezradności. Tomie jest tego najlepszym przykładem. Nie jest po prostu potworem, duchem ani femme fatale. Jest zjawiskiem. Pragnieniem, które gnije od środka. Pięknem, które doprowadza ludzi do szaleństwa. Ciałem, które nie chce pozostać martwe.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.

piątek, 3 lipca 2026

,,Another'' #3 - Hiro Kiyohara, Yukito Ayatsuji

     Są historie grozy, które straszą nagłymi scenami śmierci, i takie, które powoli budują narastające poczucie niepokoju. Another należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Trzeci tom mangi autorstwa Yukito Ayatsuji jeszcze mocniej zagęszcza atmosferę paranoi i nieuchronnej tragedii, sprawiając, że czytelnik niemal odczuwa ciężar klątwy wiszącej nad klasą 3-3. To moment, w którym seria przestaje jedynie sugerować obecność sił nadprzyrodzonych: horror wreszcie pokazuje swoje prawdziwe oblicze.
Po wydarzeniach z poprzednich tomów tajemnica staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne zgony wywołują nie tylko szok, ale również poczucie bezradności. Granica między rzeczywistością a koszmarem zaczyna się zacierać, a bohaterowie coraz mocniej pogrążają się w świecie pełnym strachu, niedopowiedzeń i śmierci. Czy klątwę można zatrzymać? A może wszyscy są już skazani? Trzeci tom Another nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to oferuje jedną z najbardziej dusznych i wciągających odsłon całej historii.

wtorek, 30 czerwca 2026

Tomie: Saishuu-shō – Kindan no Kajitsu (aka Tomie: The Final Chapter - Forbidden Fruit/Tomie: Zakazany owoc); Japonia

     Japońska seria filmów o Tomie już od końca lat dziewięćdziesiątych przypominała niekończący się koszmar – albo może raczej niekończący się eksperyment, w którym kolejni twórcy próbowali uchwycić magnetyzm bohaterki stworzonej przez mangakę Junji Ito. Jedni stawiali na surrealistyczną grozę, inni na cielesny horror, groteskę albo erotyczną fascynację destrukcyjną kobiecością. Tomie: Forbidden Fruit, długo uznawany za ostatnią odsłonę cyklu, sprawia wrażenie filmu świadomie zamykającego pewien etap – choć robi to bardziej melancholijnie niż widowiskowo. Reżyser Shun Nakahara odchodzi od agresywnej estetyki wcześniejszych części, kierując serię w stronę emocjonalnego dramatu o obsesji, samotności i tłumionym pożądaniu.
To jedna z najbardziej queerowych i zarazem najbardziej ospałych części całej franczyzy – film, który zamiast epatować brutalnością czy szaleństwem, buduje atmosferę smutku i emocjonalnego wyobcowania. Historia relacji pomiędzy bohaterkami nabiera tutaj większego znaczenia niż sama groza, a Tomie staje się nie tylko demoniczną femme fatale, ale również symbolem toksycznego pragnienia i destrukcyjnej fascynacji. Forbidden Fruit nie jest może najbardziej efektownym rozdziałem serii, lecz z pewnością należy do tych najbardziej nietypowych – cichych, dusznych i podszytych melancholią, która pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.

niedziela, 28 czerwca 2026

Tomie: Re-birth (aka Tomie 4: Re-birth/Tomie: Odrodzenie); Japonia

     Seria filmów o Tomie to jeden z tych przypadków, kiedy człowiek wie, że nie dostanie idealnej adaptacji Junjiego Ito, a mimo to i tak ogląda dalej, bo sama postać Tomie Kawakami ma w sobie coś niepokojąco magnetycznego. Jest jak przekleństwo, którego nie da się do końca zrozumieć, ale też nie można oderwać od niego wzroku. Tomie: Re-birth z 2001 roku, wyreżyserowane przez Takashiego Shimizu, jest czwartą odsłoną filmowego cyklu i jedną z ciekawszych, bo czuć w niej już tę specyficzną wrażliwość reżysera, który niedługo później zasłynie serią Ju-On. To nie jest horror, który próbuje straszyć widza nagłymi efektami. To raczej dziwna, duszna, momentami groteskowa opowieść o obsesji, winie, pożądaniu i o kobiecie-potworze, która właściwie nigdy nie umiera.

czwartek, 25 czerwca 2026

Tomie: Anaza feisu (aka Tomie: Another Face/Tomie: Inna twarz); Japonia

     Tomie: Another Face to jedna z tych kontynuacji, które z jednej strony trudno nazwać filmem naprawdę dobrym, z drugiej jednak posiadają tak osobliwy urok, że ostatecznie zostają w pamięci znacznie dłużej niż wiele technicznie lepiej zrealizowanych produkcji. Druga odsłona serii o nieśmiertelnej femme fatale stworzonej przez Junji Ito jest bowiem kwintesencją późnych lat 90. w japońskim kinie V-Cinema - tanim, szorstkim, często nieporadnym, ale jednocześnie niezwykle klimatycznym. Film w reżyserii Toshirō Inomata przypomina zapomnianą kasetę VHS odnalezioną gdzieś na dnie zakurzonego pudełka: obraz jest miękki, kolory przygaszone, a całość spowija melancholijna, oniryczna mgiełka, która paradoksalnie działa na korzyść tej historii.
Już sam fakt, że Tomie: Another Face powstało jako trzyodcinkowy serial telewizyjny przeznaczony dla rynku V-Cinema, tłumaczy jego epizodyczną strukturę. Film składa się z trzech krótkich historii połączonych obecnością Tomie - kobiety niemożliwej do zabicia, manipulującej ludźmi poprzez obsesję, pożądanie i toksyczne zauroczenie. Każdy segment eksploruje inny wymiar tej postaci: szkolną zazdrość, obsesję artystyczną oraz destrukcyjną miłość prowadzącą do szaleństwa. Co ciekawe, właśnie taka antologiczna forma okazuje się jednym z największych atutów filmu. Poszczególne opowieści bywają nierówne, czasami wręcz szkicowe, ale dzięki krótkiej długości nie zdążą całkowicie zmęczyć widza.

czwartek, 18 czerwca 2026

Od Oiwy do Kayako. Kobiecy gniew, przemoc domowa i postać yūrei w serii „Ju-On”.

    W japońskim horrorze kobiecy duch bardzo rzadko jest tylko przerażającym upiorem. Zazwyczaj niesie ze sobą historię przemocy, zdrady, upokorzenia albo krzywdy, której za życia nie dało się wypowiedzieć. Dlatego długie czarne włosy, biała szata i trupia bladość nie są wyłącznie ozdobą gatunkową. To znaki kulturowe, które prowadzą dużo głębiej: do kaidan, teatru kabuki, opowieści o onryō i do postaci kobiety skrzywdzonej, która po śmierci wraca już nie jako bezbronna ofiara, lecz jako siła zdolna naruszyć porządek świata.


Seria Ju-On Takashiego Shimizu wyrasta właśnie z tej tradycji. Kayako Saeki nie pojawia się znikąd. Można ją widzieć jako współczesną krewną Oiwy z Tōkaidō Yotsuya Kaidan, Sadako z Ringu, Okiku z Banchō Sarayashiki i wielu innych kobiecych duchów, które w japońskiej kulturze powracają jako widma przemocy ukrytej w domu, rodzinie, małżeństwie i oczekiwaniach społecznych wobec kobiet.
Shimizu przenosi jednak dawną postać yūrei do zupełnie zwyczajnej, nowoczesnej przestrzeni. W Ju-On nie ma rozpadającej się, ponurej ruiny ani złowrogiego lasu. Jest dom, schody, łazienka, szafa, futon, telefon i telewizor. Wszystko wygląda codziennie, niemal banalnie. I właśnie dlatego groza działa tak mocno. Klątwa rodzi się nie w miejscu „z natury” mrocznym, lecz tam, gdzie powinno być najbezpieczniej.

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Folklore (aka Folklor); Indonezja/Japonia/Korea Południowa/Malezja/Singapur/Tajlandia [serial tv]; Sezon 1

       Antologiczny serial grozy Folklore od HBO Asia to jedna z najciekawszych prób przeniesienia azjatyckich legend, wierzeń i lokalnych demonologii na grunt współczesnego horroru telewizyjnego. Produkcja składająca się z sześciu odcinków zabiera widza do różnych zakątków Azji, takich jak: Indonezji, Japonii, Korei Południowej, Malezji, Singapuru i Tajlandii - tworząc fascynującą mozaikę opowieści o duchach, traumach, obsesjach i ludzkich słabościach. To jednak nie tylko zwykła seria strasznych historii. Folklore jest przede wszystkim kulturową podróżą przez lęki zakorzenione głęboko w tradycjach i mentalności poszczególnych społeczeństw.
Każdy odcinek, stworzony przez reżyserów z różnych krajów regionu, eksploruje inne oblicze strachu – od duchów z malezyjskich legend po przeklęte rytuały i rodzinne tajemnice w japońskim wydaniu. Produkcja HBO Asia nie tylko bawi i przeraża, lecz także w subtelny sposób odsłania społeczne lęki oraz moralne dylematy współczesnych społeczeństw. To serial, który łączy folklor z nowoczesną wrażliwością, tworząc wyjątkową mozaikę azjatyckiego horroru.

środa, 3 czerwca 2026

Shozin Fukui - ,,Moment, w którym umysł przytłacza ciało, jest dla mnie najbardziej interesujący.''

     Shozin Fukui (1961-2026) był japońskim reżyserem i scenarzystą, uznawanym za jednego z kluczowych twórców japońskiego undergroundowego cyberpunku. Jego twórczość charakteryzuje się surową, industrialną estetyką, intensywną pracą kamery oraz eksploracją tematów transformacji ciała, szaleństwa i technologii.
Nawet zagorzałym fanom japońskiego kina undergroundowego nazwisko Shozin Fukui może nie od razu brzmieć znajomo. Może to mieć związek z faktem, że po premierze w 1996 roku jego klaustrofobicznego, ultrabrutalnego Rubber's Lover, Fukui zniknął z pola widzenia na ponad 10 lat.
Pochodził pierwotnie z prefektury Hyogo w prowincji Kansai, przeprowadził się do Tokio w latach 80. i szybko zaangażował się w tamtejszą podziemną scenę filmową. W 1988 roku Fukui pracował nad filmem Shinyi Tsukamoto Tetsuo: The Iron Man (1989), ale w przeciwieństwie do Tsukamoto, który kontynuował eksplorację ciała w swoich kolejnych filmach, Fukui wybrał jeszcze niebezpieczniejszą materię - szarą materię.

piątek, 29 maja 2026

Literacka spuścizna Koji Suzukiego.

    Śmierć Koji Suzuki w maju 2026 roku symbolicznie zamknęła jeden z najważniejszych rozdziałów współczesnej literatury grozy. Autor, który światową sławę zdobył dzięki powieści Ring, pozostawił po sobie znacznie więcej niż jedynie historię przeklętej kasety VHS i Sadako Yamamury. Suzuki stał się jednym z architektów nowoczesnego horroru psychologicznego, twórcą redefiniującym relacje między technologią, lękiem i ludzką samotnością. Jego spuścizna literacka wykracza daleko poza granice Japonii i kina J-horroru, wpływając zarówno na literaturę, jak i kulturę popularną XXI wieku. 

Koji Suzuki urodził się w 1957 roku w Hamamatsu w prefekturze Shizuoka. Studiował literaturę francuską na Uniwersytecie Keiō, co wyraźnie wpłynęło na jego późniejszy styl pisarski - oszczędny, refleksyjny i skupiony bardziej na psychologii niż widowiskowości. Zanim jednak stał się ikoną światowego horroru, dał się poznać jako twórca zainteresowany ludzką psychiką, samotnością i metafizyką codzienności.
Jego debiutancka powieść Rakuen (,,Paradise'', 1990) została wyróżniona podczas Japan Fantasy Novel Awards i już wtedy ujawniła najważniejsze cechy późniejszej twórczości autora. Suzuki od początku fascynował się cienką granicą między rzeczywistością a tym, co niewytłumaczalne. Rakuen nie było jeszcze klasycznym horrorem, ale zawierało atmosferę niepokoju, melancholii i emocjonalnej pustki, które później stały się fundamentem jego literackiego języka.
W przeciwieństwie do wielu autorów horroru Suzuki nie był zainteresowany wyłącznie straszeniem czytelnika. Jego literatura od początku stanowiła próbę zrozumienia współczesnych lęków: alienacji, kryzysu komunikacji oraz poczucia duchowej pustki w nowoczesnym społeczeństwie.


Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 1991 roku wraz z publikacją Ring (,,Ringu''). Powieść ta nie tylko zapoczątkowała jedną z najważniejszych franczyz horroru na świecie, ale również całkowicie odmieniła sposób przedstawiania grozy w kulturze popularnej.
Suzuki odszedł od klasycznego horroru opartego na przemocy, krwi i potworach. Zamiast tego stworzył opowieść o niewidzialnym lęku rozprzestrzeniającym się niczym wirus poprzez media, technologię i ludzką ciekawość. Przeklęta kaseta VHS była czymś więcej niż tylko narzędziem fabularnym - stała się metaforą medialnej infekcji, utraty kontroli nad rzeczywistością oraz strachu przed technologią.
Najważniejszą postacią Ring pozostaje oczywiście Sadako Yamamura - jedna z najbardziej ikonicznych figur współczesnego horroru. W przeciwieństwie do zachodnich slasherowych antagonistów Sadako nie była brutalnym mordercą. Była figurą traumy, społecznego odrzucenia i cierpienia przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Suzuki stworzył ducha, który bardziej niepokoił niż przerażał, a jego groza wynikała z tajemnicy i niedopowiedzenia.
To właśnie dzięki Ring narodził się globalny fenomen J-horroru. Ekranizacja Hideo Nakaty z 1998 roku zapoczątkowała światową fascynację japońską grozą, a amerykański remake The Ring Gore’a Verbinskiego z 2002 roku sprawił, że estetyka azjatyckiego horroru przeniknęła do zachodniej popkultury.

Kontynuacja Ring, czyli Rasen (,,Spiral'', 1995), stanowi jedno z najbardziej zaskakujących rozwinięć horrorowej narracji lat 90. Suzuki porzucił tutaj część klasycznej estetyki ghost story i skierował serię w stronę thrillera medycznego oraz science fiction.
W Rasen motyw klątwy zostaje powiązany z wirusem biologicznym, a sama Sadako zaczyna funkcjonować nie tylko jako duch, lecz także jako forma infekcji. Suzuki bada granice między ciałem, informacją i chorobą, tworząc opowieść o lęku przed epidemią oraz utratą biologicznej autonomii.
To właśnie w tej powieści widać wyraźnie fascynację autora nauką i teoriami dotyczącymi ewolucji człowieka. Horror przestaje być wyłącznie metafizyczny: staje się biologiczny, technologiczny i egzystencjalny. Suzuki sugeruje, że największym zagrożeniem może być sama informacja, zdolna do reprodukowania się niczym wirus.

W 1996 roku Suzuki opublikował zbiór opowiadań Dark Water, który przez wielu krytyków uznawany jest za jego najbardziej dojrzałe osiągnięcie literackie.
Historie zawarte w tym tomie skupiają się na wodzie jako symbolu pamięci, śmierci, rozkładu i emocjonalnego ciężaru. Autor mistrzowsko ukazuje horror ukryty w zwyczajnych przestrzeniach: ciasnych mieszkaniach, wilgotnych korytarzach, miejskich blokowiskach czy rodzinnych traumach.
W przeciwieństwie do widowiskowego horroru zachodniego Suzuki buduje grozę poprzez atmosferę i emocjonalne napięcie. Duchy pojawiające się w Dark Water są często odbiciem samotności bohaterów, ich niespełnionych relacji oraz społecznej izolacji.
Współcześni badacze coraz częściej interpretują ten zbiór jako komentarz do kryzysu ekonomicznego Japonii lat 90. - okresu zwanego „straconymi dekadami”. Poczucie pustki, rozpadu więzi społecznych i psychicznego wyczerpania przenika niemal każde opowiadanie. Suzuki pokazuje, że największy horror rodzi się nie z duchów i innych straszydeł, lecz z codziennego życia i emocjonalnego zaniedbania.


Jednym z najbardziej kontrowersyjnych i ambitnych dzieł Suzukiego pozostaje Loop (1998). Powieść ta radykalnie zmienia charakter całego cyklu Ring, przekształcając go z horroru w filozoficzne science fiction.
Suzuki wykorzystuje tutaj motywy symulacji rzeczywistości, alternatywnych światów i sztucznie wykreowanych systemów istnienia. Loop podważa dotychczasowe rozumienie wydarzeń z poprzednich części i sugeruje, że rzeczywistość bohaterów może być jedynie eksperymentem lub programem.
Dla wielu czytelników była to szokująca zmiana gatunkowa, jednak właśnie dzięki niej Suzuki udowodnił, że horror może funkcjonować jako narzędzie filozoficznej refleksji. Autor porusza pytania o naturę świadomości, granice człowieczeństwa i relację między technologią a rzeczywistością.
W kontekście współczesnych debat o sztucznej inteligencji, wirtualnych światach i symulacji Loop wydaje się dziełem niezwykle proroczym.

Opublikowana w 1999 roku książka Birthday stanowi zbiór opowiadań rozszerzających uniwersum Ring. Książka pełni funkcję zarówno prequela, jak i epilogu dla wcześniejszych wydarzeń.
Najważniejszym aspektem Birthday jest pogłębienie psychologii Sadako. Suzuki odchodzi tutaj od przedstawiania jej wyłącznie jako złowrogiego ducha i ukazuje tragiczny wymiar jej historii. Sadako staje się postacią bardziej ludzką - ofiarą przemocy, wykluczenia i społecznego okrucieństwa.
Dzięki temu autor nadaje całej serii dodatkowy wymiar emocjonalny. Horror przestaje być jedynie opowieścią o klątwie, a staje się historią traumy oraz cierpienia przekazywanego dalej niczym dziedziczna choroba.

Po wielu latach Suzuki powrócił do świata Ring w powieściach S (2012) oraz Tide (2013). Książki te pokazują, jak bardzo zmieniła się zarówno technologia, jak i sposób myślenia autora o horrorze.
W S Suzuki analizuje świat cyfrowych mediów, internetu oraz współczesnych form komunikacji. Groza nie jest już związana z kasetą VHS - przenosi się do sieci, informacji i cyfrowej pamięci. Autor dostrzega, że nowoczesne technologie jeszcze silniej wpływają na ludzką psychikę i relacje społeczne.
Tide natomiast rozwija filozoficzne oraz metafizyczne wątki obecne już w Loop. Powieść koncentruje się na granicach życia i śmierci, pamięci oraz możliwości istnienia poza fizyczną rzeczywistością. Suzuki coraz wyraźniej przesuwa tutaj swoją twórczość w stronę egzystencjalnej refleksji nad człowiekiem w epoce cyfrowej.
Obie książki pokazują, że autor nie próbował jedynie odcinać kuponów od sukcesu Ring. Wręcz przeciwnie - konsekwentnie rozwijał własne idee, dostosowując je do nowych lęków XXI wieku.


Jednym z najważniejszych elementów spuścizny Koji Suzukiego pozostaje jego charakterystyczny styl pisarski. Autor unikał przesadnego dramatyzmu oraz brutalności. Grozę budował poprzez atmosferę, rytm narracji i subtelne poczucie zagrożenia.
Jego bohaterowie byli zwykłymi ludźmi: dziennikarzami, rodzicami, lekarzami czy pracownikami biurowymi. Dzięki temu horror wydawał się bliższy i bardziej realistyczny. Suzuki sugerował, że zło nie ukrywa się w ciemnych i ponurych lasach, lecz w codzienności, technologii i ludzkiej psychice.
Istotnym elementem jego twórczości było także połączenie folkloru z nowoczesnością. Duchy w jego utworach potrafiły funkcjonować w świecie telewizorów, komputerów i internetu. Ta synteza tradycji oraz technologii stała się fundamentem współczesnego J-horroru.

Wpływ Suzukiego na kulturę popularną jest ogromny. Sadako Yamamura stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon światowego horroru, a motyw „technologicznego nawiedzenia” na trwałe wszedł do popkultury.
Bez twórczości Suzukiego prawdopodobnie nie doszłoby do światowego sukcesu takich produkcji jak Ju-on: The Grudge (2003), Pulse (2001), One Missed Call (2003) czy licznych horrorów opowiadających o cyfrowych klątwach i internetowych duchach.
Jego literatura wpłynęła także na rozwój akademickich badań nad horrorem azjatyckim. Ring, Dark Water czy Loop analizowane są dziś w kontekście teorii mediów, posthumanizmu, traumy społecznej oraz lęków związanych z cyfryzacją i utratą tożsamości.
Suzuki często bywał nazywany „japońskim Stephenem Kingiem”, choć określenie to upraszcza wyjątkowość jego twórczości. W przeciwieństwie do Kinga operował minimalizmem, ciszą i emocjonalnym chłodem. Jego horror był bardziej egzystencjalny niż rozrywkowy.
Współcześnie widać wyraźnie, że autor wyprzedził swoje czasy. Tematy obecne w jego książkach: uzależnienie od technologii, alienacja, utrata prywatności czy lęk przed medialną infekcją stały się kluczowymi problemami XXI wieku.

Twórczość Koji Suzukiego na zawsze zmieniła oblicze współczesnej grozy. Autor udowodnił, że horror może być inteligentny, refleksyjny i głęboko emocjonalny. Pokazał również, że najstraszniejsze upiory nie zawsze mają materialną formę, a czasem są po prostu ukryte w pamięci, samotności i technologii, którą sami stworzyliśmy.
Od Rakuen, przez Ring, Rasen, Dark Water i Loop, aż po późne powieści S oraz Tide, Suzuki konsekwentnie badał granice między człowiekiem, technologią i lękiem. Jego literatura pozostaje nie tylko ważnym elementem historii japońskiej grozy, ale także uniwersalnym komentarzem do kondycji współczesnego człowieka.

Koji Suzuki pozostawił po sobie coś więcej niż serię kultowych horrorów. Pozostawił język nowoczesnego lęku.

środa, 20 maja 2026

Inkonpurīto cheāzu (aka Incomplete Chairs/Krzesło tortur); Japonia

     Kenichi Ugana to z pewnością postać doskonale znana miłośnikom japońskiego kina, który obecnie uznawany jest za wschodzącą gwiazdę kina kultowego i gatunkowego. Międzynarodowe uznanie zyskał dzięki swoim unikalnym ,,punkowym'' produkcjom, w których niejednokrotnie łączy elementy horroru, komedii i absurdu. Jego horror The Curse z 2025 roku, który zdobył uznanie na całym świecie, sprawnie łączy elementy satyry mediów społecznościowych z brutalnym kinem grozy. Niestety polski widz do większości produkcji Ugana ma dostęp jedynie poprzez zagraniczne strony internetowe, przez co są mało znane w naszym kraju (no, chyba, że uczestniczycie w zagranicznych festiwalach filmowych, na których też niejednokrotnie najnowsze produkcje tego reżysera są wyświetlane).
Nieco inaczej ma się sprawa z najnowszym horrorem Ugana, zatytułowanym Incomplete Chairs, który można obejrzeć między innymi na CDA czy eKino. Któregoś wieczora postanowiłam więc zasiąść do seansu, a jako, że film ten był pierwszym filmem japońskiego reżysera, który w ogóle obejrzeć miałam, zrobiłam to z niepohamowaną ciekawością.

piątek, 8 maja 2026

Re/Member (aka Remeber Member); Japonia

     Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy kojarzą nazwisko japońskiego reżysera Eiichiro Hasumi, jednak zakładam, że każdy miłośnik japońskiego kina zna jego filmy, takie jak: Oppai Volleyball (2009) czy The Sun Does Not Move (2021). Zaś widzowie, którzy systematycznie zaglądają na platformę Netflix z pewnością zaznajomili się z kolejnym jego filmem, zatytułowanym Re/Member z 2022 roku. Produkcja ta oparta jest na mandze Karada Sagashi autorstwa Welzarda, która z tego co kojarzę dostępna jest w Internecie (sama niestety nie miałam okazji się z nią zapoznać). 
Horror Hasumi opiera się na jednej zabójczej idei: ,,śmierć nie jest końcem, a jedynie przyciskiem resetu'' i pomimo, że traktowany jest jako typowy horror dla nastolatków, to uwierzcie, że mi (a czasy nastoletnie mam już dawno za sobą) oglądało się go całkiem przyjemnie i świetnie się bawiłam podczas seansu. Przede wszystkim spodobała mi się sama, zapętlona w czasie fabuła, która napędza...fabułę całego filmu.

wtorek, 21 kwietnia 2026

Umigari

  Jakoś na początku lutego na platformie Steam pojawiła się japońska gra Umigari. Opisywana jako gra wędkarska, szybko jednak pokazuje nam, że Japończycy nawet z pozornie sielankowej fabuły, potrafią stworzyć coś makabrycznego i przerażająco niepokojącego, a dodatkowo mając na uwadze fakt, że gra ukazała się spod ręki Chilla's Art, to już wiadomo z czym możemy mieć do czynienia...Tak właśnie! Z horrorem!
Dokładnie tak się dzieje z Umigari. Bo pływanie po morzu i łowienie ryb, to w tym wypadku może się okazać faktycznie ,,szkołą przetrwania'' i wcale nie chodzi mi o złe warunki na morzu, sztormy czy wzburzone fale, ale przede wszystkim stwory, jakie dane nam będzie z wody wyławiać i ludzi, których będziemy na swojej drodze napotykać.
Chilla's Art już nas uraczył niejednym horrorem wirtualnym w stylu: chodzisz, coś znajdujesz, uciekasz lub spacer po sklepie, śledzenie, koniec gry. Tutaj mamy jednak nieco inny schemat, ale o tym poniżej...

niedziela, 12 kwietnia 2026

Genki Kawamura - ,,Moim celem było raczej zatarcie granic między grą wideo a filmem i stworzenie zupełnie nowego doświadczenia kinowego.''

     Patrząc na stan wszystkiego, w tej chwili, łatwo uwierzyć, że żyjemy w jakimś czyśćcowym świecie koszmarów. Na szczęście mamy filmowców na pierwszej linii frontu, którzy dostarczają katharsis w formie horrorów, które dokładnie przedstawiają niepokój i klaustrofobię życia w latach dwudziestych XXI wieku. Dokładnie tak jest w przypadku Exit 8, adaptacji gry „symulatora chodzenia” Kotake Create w wykonaniu Genki Kawamury, która była hitem w 2023 roku. Po premierze w Cannes, Exit 8 zgromadził pokaźną sumę box office'u w swojej ojczystej Japonii, a później także na całym świecie.
Poniżej prezentuję Wam wywiad z japońskim reżyserem, który porusza tematy liminalności i ucieczki od klątwy adaptacji gier wideo.

poniedziałek, 30 marca 2026

8-ban deguchi (aka Exit 8/Wyjście nr 8); Japonia

     W lipcu zeszłego roku, miałam okazję zagrać w grę Exit 8. Grę nietypową, która zachwyciła mnie właściwie od razu. Dostała ona ode mnie notę mocnej ,,siódemki'' , gdyż podobało mi się to, że nawet, jeżeli grę ukończymy, to śmiało możemy do niej zasiąść ponownie, gdyż zdajemy sobie sprawę, że natrafimy kolejnym razem na inne anomalie, których nie widzieliśmy podczas poprzedniej rozgrywki. Wiedziałam też, że na podstawie tej gry, japoński reżyser Genki Kawamura planuje nakręcić film. Właściwie w momencie, kiedy grałam w grę, film był praktycznie gotowy, ale na jego seans niestety musiałam jeszcze poczekać. Byłam zniecierpliwiona i jednocześnie bardzo ciekawa, czy film podtrzyma niepokojący klimat gry i będzie w stanie oddać cały zamęt, jaki towarzyszył mi podczas wirtualnej rozrywki. Nie tak dawno w końcu udało mi się znaleźć taką wersję, która by mnie satysfakcjonowała, więc nie czekając długo, pewnego wieczora zasiadłam do seansu: pełna wielkich oczekiwań i nadziei na ekscytujący wieczór filmowy. 

sobota, 21 marca 2026

PiroPito - ,,Film to po prostu „oglądanie”, gra pozwala „eksplorować” świat.''

    Jeśli kiedykolwiek oglądaliście horrory na YouTube, to najprawdopodobniej natrafiliście na filmy tego właśnie twórcy. Jego filmy, to bez wątpienia kawałek starego internetowego horroru. Coś, o czym nastolatkowie szepczą sobie ukradkiem, czy aby przypadkiem to wszystko nie okazało się prawdą. Był to pod wieloma względami początek prawdziwego horroru na YouTube. Jego film My House Walkthrough z 2016 roku sporo namieszał. To niepokojąca wycieczka po domu, która szybko nabiera tempa i pozostawia widza w szoku. Wszystkie filmy znajdziecie na kanale YouTube (szukajcie konta użytkownika o nicku nana825763).

sobota, 28 lutego 2026

My House Walkthrough (aka Mój spacer po domu); Japonia (film krótkometrażowy)

     Każdy, kto śledzi moje pisemne ,,wypociny'' na temat filmów grozy, doskonale wie, jak wielkim sentymentem darzę filmy krótkometrażowe. Już niejednokrotnie zaznaczałam, że zakochałam się w nich na studiach, kiedy wręcz ,,pochłaniałam'' pierwsze filmy Davida Lyncha z lat 60-tych czy 70-tych, takie jak Sześciu mężczyzn, którym robi się niedobrze (1967), Alfabet (1968) czy Babcia (1970). Od tego czasu tzw. ,,shorty'' przyciągały mnie do siebie, jak magnes. Oprócz kilku znanych filmów krótkometrażowych, jak chociażby amerykański Rings (2005), miałam też okazję zapoznać się z kilkoma azjatyckimi niszowymi ,,shortami'' grozy z Japonii czy Malezji. Zwłaszcza tych azjatyckich wyszukuję z wielkim entuzjazmem z wiadomych przyczyn. Jakiś czas temu miałam okazję zapoznać się z kolejną japońską ,,perełką'', którą można obejrzeć na YouTube. Jest to niepokojące dzieło twórcy internetowego PiroPito (w serwisie znanego jako nana825763), który na swoim koncie ma już kilka viralowych filmów - Doll oraz Username 666

niedziela, 22 lutego 2026

Masagoro

     Platforma Steam, o której już niejednokrotnie Wam wspominałam przy okazji newsów czy recenzji (zresztą zapewne sami ją też doskonale znacie), po raz kolejny uraczyła mnie japońskim horrorem, który całkiem przyjemnie umilił mi dzisiejszy wieczór. Jest to gra typowo eksploracyjna z elementami horroru, a co za tym idzie musimy chodzić, szukać, zbierać, rozwiązywać łamigłówki i unikać ducha przemierzającego obskurne lokacje i ciemne korytarze opuszczonego hotelu. Brzmi nieźle? Być może, choć zdaję sobie sprawę z tego, że takie chodzenie tam i z powrotem nie każdemu do gustu przypadnie, bo z reguły gry takie po jakimś czasie jawią się jako nudne, a szukanie potrzebnych przedmiotów niekiedy doprowadza wręcz do szału. Ja jednak lubię taką rozrywkę, więc nie zastanawiając się długo, jak tylko zobaczyłam, że gra jest dostępna na Steam'ie, postanowiłam w nią zagrać i przekonać się na własnej skórze, czy jest faktycznie tak emocjonująca, jak ją co poniektórzy opisują. Zdobyła ona wiele pozytywnych opinii, więc z słuchawkami na uszach i w ciemnym pokoju odpaliłam Masagoro...

piątek, 10 października 2025

Ewolucja klątwy Sadako w „Spirali” Koji Suzukiego.

     Tłumaczenie to zabawna rzecz. Niezależnie od tego, czy chodzi o różne kultury, czy media, każda próba tłumaczenia jest aktem transformacji. Każde dodanie lub pominięcie jest szansą uchwycenia istoty tematu na nowo. Myślę, że adaptacja w różnych mediach jest jedną z najbardziej unikalnych form tłumaczenia, nie tylko ze względu na różne bariery napotykane twórczo podczas przechodzenia z jednej formy sztuki do drugiej. Seria Ringu zawsze była dobra w śledzeniu wpływu ewolucji technologicznej na wzorce konsumpcji i zmaganiu się z ograniczeniami związanymi z walką o dostosowanie się od jednej przestarzałej formy do innej, bardziej aktualnej. W końcu całe założenie Ringu opiera się na tym, aby klątwa była jak najbardziej dostępna, aby mogła rozprzestrzenić się na większość ludzi i kontynuować swój wzrost.


Interesujące jest rozważenie, obok tych wewnętrznych rozmów na temat zmieniających się mediów i sposobów, w jakie rozpowszechniamy historię, rzeczy, które zostają pominięte w tym procesie. Ewolucja od książki do filmu to jedna z potencjalnie najbardziej drastycznych form zmian możliwych do przeprowadzenia w mediach. Czy to z powodu różnego rodzaju regulacji w każdej dziedzinie, różnych interpretacji artystycznych, czy po prostu tego, że pokazanie czegoś w filmie zajmuje znacznie mniej czasu niż opisanie tego w tekście, każdy dokonany wybór  to kolejne ,,zrzucanie skóry''. Widzieliśmy w Ring, że pierwotna podstawowa motywacja literackiej Sadako Koji Suzukiego - że została zabita i wrzucona do studni po odkryciu, że jest interseksualna - nie trafiła do żadnej innej niż jedna zapomniana (choć dostępna na YouTube) wersja filmu. Jednak nadal była atakowana we wszystkich przypadkach i obwiniana za jej eteryczne piękno (coś, co książka podkreśla, jest powszechnie uznawane za wyznacznik androgynii). 

Ringu niemal na każdym kroku opisuje ciało przymiotnikami określającymi płeć, czy też mierzy się z napięciem między pięknem a męskością. Trend ten utrzymuje się również w kontynuacji powieści Suzuki, Spirala, choć w nieco dziwniejszy sposób – przede wszystkim powtarzający się opis jąder zmarłego Ryuji Takayamy jako „słodkich”.

Spirala nabiera tempa, przedstawiając nam doktora Ando, ​​lekarza sądowego, który jest wstrząśnięty śmiercią swojego małego syna i wynikającym z tego rozwodem z żoną. Jest także, jak się okazuje, starym przyjacielem Ryuji Takayamy z college'u, błyskotliwym i upartym profesorem filozofii oraz przyjacielem (lub byłym mężem, w zależności od tego, czy mówimy o książce, czy o filmie) reportera Ringu, Asakawy. Pod koniec Ringu Ryuji umiera niepewny, czy  udało mu się złamać klątwę Sadako z taśmy. W Spiral, dr Ando zostaje zwerbowany do przeprowadzenia sekcji zwłok Ryuji i wkrótce zostaje pochłonięty tajemnicą i przekonany, że jego stary kochający szyfry przyjaciel próbuje porozumieć się z nim spoza grobu. To, co się rozwija, to mroczny zwrot w dążeniu Sadako do zemsty i jeszcze mroczniejsze spojrzenie na niepowstrzymaną moc wirusowości. 


Od Ringu do Spirali odchodzimy od idei przenoszenia wirusa drogą komunikacji i szybko przechodzimy do sfery dosłownej wirusowości w miarę rozprzestrzeniania się chorobyOglądanie taśmy Sadako to nie tylko szeptany wyrok śmierci i klątwa przypominająca kolczugę. To prawdziwy wirus – zmutowana wersja ospy, dawno wyrżnięta i zmartwychwstająca, by domagać się nowego życia. To przybliża nas o krok do tragicznego końca Sadako, ponieważ w powieści została zgwałcona i zamordowana przez ostatnią znaną ofiarę ospy. To, że powiedziano nam, że struktura wirusa przypomina kształt obrączki ślubnej, jest kolejnym złowrogim zwrotem akcji - dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Różnica między książką a filmem Spirala jest intrygująca ze względu na wszystkie jej wybory. Byłaby to trudna książka do samodzielnej adaptacji dzięki wszystkim wątkom, które próbuje z powodzeniem zrównoważyć w nowej formie. Od osobistej traumy dr Ando i jego wpływu na rozprzestrzenianie się klątwy, roli Ryuji i znaczenia łamania szyfrów, nowej roli Sadako jako posiadaczki, która stała się uwodzicielką, po dyskusję na temat różnic między VHS a nowatorskie rozprzestrzenianie się – nie wspominając o nacisku na medyczne i naukowe badania dosłownej manifestacji klątwy – Suzuki stawia wiele nowych warstw na to, jak niebezpieczna jest klątwa Sadako i jak bardzo jest zdeterminowana, by przetrwać. Próba skutecznego wrzucenia tego wszystkiego do jednego filmu byłaby co najmniej przytłaczająca. 

Chociaż każdy element jest sugerowany w różnym stopniu, tylko kilka z nich jest szczegółowo omawianych w adaptacji filmowej: walka Ando z osobistą stratą, komunikacja Ryuji i odkrycie klątwy jako zmutowanej ospy oraz wersja skomplikowanej historii Ando, rodzącego się uczucia do pogrążonej w żałobie dziewczyny Ryuji, Mai. Wszystkie dopracowane elementy współgrają ze sobą wystarczająco dobrze, ale czytanie Spirali zwraca uwagę na to, jak wiele elementów zostało pominiętych w filmie. W rezultacie budowanie napięcia zabiera dużo czasu.

Dwa z najlepszych elementów, na których opiera się książka, które zostały prawie odrzucone w filmie z 1998 roku, to ciągła rola interseksualności Sadako w klątwie i jej kontynuacja oraz ostateczna forma, jaką klątwa przybiera, by rozprzestrzenić się na szerszą publiczność. Film Spirala całkowicie usuwa gwałt Sadako jako element historii. Samo w sobie byłoby w porządku, gdyby oryginalny film nie uczynił z niego punktu fabularnego, który oznaczał ziarno największego wybuchu jej wściekłości. Zamiast tego skupia się na relacjach Sadako z rodziną, przypisując jej śmierć z rąk jej ojca, który odkrywa siłę i intensywność jej mocy. W międzyczasie powieść oczywiście zachowuje jej interseksualność (choć wciąż nieco zgorszona) i pierwotne okoliczności jej śmierci jako istotne elementy wyjaśniające jej wściekłość i jej przetrwanie. Wie, że jest potężna i o to właśnie chodzi.


Jednym z moich ulubionych wątków w 
Spirali jest nowa ścieżka, którą klątwa rozprzestrzenia się wykładniczo, i wynikająca z tego wina publiczności. Zauważając, że kasety VHS można po prostu zniszczyć, a zatem odciąć metodę transmisji Sadako. Ando we fragmencie powieści, spędza czas na tym, aby spróbować wymyślić następną mutację, którą może przyjąć. Bo jak to jest, że ludzie, którzy nigdy nie widzieli taśmy, wciąż umierają?

Odpowiedzią, ku mojej wielkiej radości, są...książki!

Na początku dokładnie udokumentowany dziennik Asakawy z całego jego doświadczenia aż do końca jest tylko w formie rękopisu i znajduje się w rękach lekarzy próbujących rozwiązać zagadkę zarówno tego, jak dostał się tam, gdzie jest, jak i tego, jak przeżył, choć w śpiączce, do tego momentu. Ando odkrywa, że członek rodziny planuje opublikować fabularyzowaną wersję relacji jako powieść. I tak oto wracamy do żarłocznej potrzeby ludzkości konsumowania skandalu i strachu w możliwie najsmaczniejszej formie. O wiele trudniej jest zniszczyć bestsellerową powieść, która ma tysiące egzemplarzy na całym świecie, jednym drukiem, niż zniszczyć kilka kaset wideo. 

To jest genialne z wielu powodów, o których mogłabym opowiadać przez cały dzień. Ale co najważniejsze, gra w te same karty, co niedostrzegalny przez wielu oryginał dostępny na YouTube na końcu, pokazując nam pełną zawartość taśmy i nagłe zakończenie. Zapisując ujawnienie powieści jako nową metodę transmisji na koniec samej powieści, zamienia pracę, którą konsumowaliśmy przez cały czas, w przeklęty przedmiot, czyniąc nas jako czytelników zarówno winnymi rozpowszechniania, jak i potencjalnymi ofiarami przekleństwa. 
Nasza wyobraźnia staje się nowym placem zabaw Sadako. Powodem, dla którego nowe ofiary umierają i że Asakawa był w stanie przeżyć, mimo że nie dostarczył kopii taśmy, jest to, że spisał swoje doświadczenie, a inni je wykorzystali. Praca, którą przeczytali, była tak szczegółowa i żywa, że mieli wrażenie, że taśma Sadako odtwarzana jest w ich głowach w czasie rzeczywistym. W Spirali powieści uważa się za niebezpiecznie i potężne artefakty, a naszą własną wyobraźnię za naszych największych wrogów. Pytanie tylko brzmi, jak ponadczasowo trwałe to jest? 

Autor: Agnieszka Kijewska

źródła:

Książki:
Suzuki K; Ring; 2004; Znak
Suzuki K.; Spiral; 2005; Harper Collins

Filmy:
1. Ringu, reż. Hideo Nakata, Japonia 1998
2. Spiral, reż. Jôji Iida, Japonia 1998
3. Ringu 2, reż. Hideo Nakata, Japonia 1999

,,Portus'' - Jun Abe

      Kiedy już ,,przemaglowałam'' wszystkie mangi Junji Ito, jakie ukazały się na polskim rynku wydawniczym, postanowiłam rzecz jasna chwycić także za innych twórców, parających się mangową grozą. Trochę tego jest do wyboru, więc na brak lektury narzekać nie mogłam. Padło na mangę zatytułowaną Portus autorstwa chyba dość mało znanego Juna Abe. Na tą mangę zresztą sama trafiłam przypadkiem, kiedy pewnego dnia przeglądałam jakiś zagraniczny portal, na którym właśnie była mowa o tejże mandze. Ku mojej uciesze, była ona dostępna w języku polskim, więc długo się nie zastanawiając, czym prędzej ją zakupiłam. Z reguły nie sugeruję się opinią innych użytkowników, bo wychodzę z założenia, że sama muszę ocenić czy manga/książka/film mi do gustu przypadły czy też nie. Na temat Portus opnie były podzielone. Jedni uważali, że to całkiem fajna i rzeczowa manga, a inni wręcz przeciwnie, że słaba, z nieciekawą kreską i nieoryginalną fabułą. Ja jednak uważam, że moim obowiązkiem wręcz jest zaznajomienie się z każdą dostępną mi horrorową mangą i wyrobienie sobie na jej temat własnej opinii. Tak też się stało...