No cóż - początek był taki, że spojrzałam na tytuł i pomyślałam co to ma być za cudo, którego tytuł właściwie niewiele mi mówi? Angielskie tłumaczenie pozwoliło stwierdzić, że rzecz się będzie miała w temacie opętania, no ale ba...ile to już rzekomo wspaniałych horrorów o opętaniu się ukazało, a tak naprawdę były jednymi wielkimi klapami. W wypadku tajskiego P rzecz się miała zgoła troszkę inaczej.
Tajskie kino grozy niejednokrotnie mnie już zaskakiwało. Zazwyczaj była to fabuła, efekty specjalne bądź gore...makabryczne wydarzenia. Ta produkcja również zaskakuje i z pewnością spodoba się męskiej części publiczności, gdyż oto mamy okazję podziwiać piękne kobiety w niesamowicie zmysłowym tańcu...
