Trwa noc. Po randce do domu wraca kobieta, gdy nagle na jej drodze staje seryjny morderca Do-shik. Kobieta ostatkiem sił prosi o pomoc przechodzącą obok, niesłyszącą Kyung-mi. Nieświadomie wplątując dziewczynę w niebezpieczną grę. Zaczyna się walka o życie. Kyung wraz z matką uciekają przed mordercą, po drodze spotykając brata zaatakowanej kobiety. Razem starają się pokonać zło i ujść z życiem. Brat staje przed niemoralnym wyborem między życiem siostry a życiem nieznajomej.
Wi Ha-joon jawi się tu jako uprzejmy psychopata z zamiłowaniem do zabijania kobiet. Fakt ten został potwierdzony w scenie otwierającej, w której dokładnie to robi, zwabiając kobietę, która właśnie zakończyła pracę w odosobnionej części miasta, do swojej furgonetki, oferując podwiezienie na główną drogę. Oczywiście nigdy jej się to nie udaje. Sprawy nie układają się jednak po myśli Ha-joon z jego kolejną ofiarą, dziewczyną, którą dźga w brzuch i porzuca w ciemnej uliczce poza zasięgiem wzroku. Jest ona w stanie zebrać siły, by rzucić butami na ulicę w nadziei, że przyciągnie czyjąś uwagę, i to wystarczy, bo tak właśnie się staje.
Jest to historia od początku trzymająca w napięciu, pełna sprzeczności i uniesień. Oh-seung żongluje wieloma wątkami fabularnymi, aby napięcie rosło. Cała akcja zawarta jest w ponad 100-minutowym czasie trwania, a tempo utrzymuje szaleńcza walka Kyung-mi o przetrwanie tej nocy i uniknięciu bezpośredniego ataku ze strony Do-shika. Decyzja o głuchocie głównej bohaterki działa dobrze, a niepełnosprawność sama w sobie nigdy jej nie definiuje w żadnym momencie, zamiast tego jest sprytnie włączona do narracji, aby zbudować poczucie niepokoju. Genialnie wypada scena, w której Kyung-mi próbuje po cichu otworzyć zamknięte drzwi. Dziewczyna jest zupełnie nieświadoma tego, ile tak naprawdę hałasu robi, a my zaczynamy kurczowo ściskać poręcz fotela, gdyż wiemy jak wielkie niebezpieczeństwo ją czeka. Pasek wykrywania dźwięku, zwykle używany do bardziej codziennych zdarzeń, takich jak sygnalizowanie obecności kogoś przy drzwiach, nagle staje się sposobem ostrzegania, że ktoś inny jest w pokoju, a światła w domu włączają się i wyłączają, gdy jest hałas, aby podkręcić napięcie.
O ile poziomy napięcia są satysfakcjonująco podnoszone przez scenariusz rozgrywany na ekranie, o tyle w innych miejscach występuje niestety wiele problemów. Jednym z nich, co do którego mam spore zastrzeżenia, to postać seryjnego mordercy. Do-shik jest seryjnym mordercą, który lubi zabijać...i tyle się o nim dowiadujemy. Tak naprawdę trudno go szczerze nienawidzić, kiedy prawie nic nie wiemy o tym, kim jest. Pierwszą rzeczą, którą widzimy, jest zwabienie ofiary, więc nie poświęca się czasu na ustalenie, dlaczego stał się on zabójcą, poza jednym przelotnym komentarzem, kiedy wspomina na komisariacie, że nie ma rodziców. Chociaż brak rodziców zwykle nie jest powodem, by zostać seryjnym mordercą, istnieje pewien koreański konserwatyzm, który przewija się w filmie i sugerowałby on, że jest to rzeczywiście powód, dla którego oczekuje się, że może prowadzić do takich cech charakteru. Drugim aspektem, na który należy zwrócić uwagę, to uległość kobiet wobec mężczyzn. Widzimy to zwłaszcza w początkowej scenie, w której Jong Tak So krytykuje swoją siostrę za noszenie zbyt krótkiej spódnicy. Dziewczyna idzie na randkę, więc mężczyzna nalega, żeby była w domu o 22:00, co sprawia wrażenie, że jawi się nam on jako facet apodyktyczny, który nie znosi sprzeciwu. Zupełnie tak, jakby miał na myśli, że jeśli nie wróci ona o danej godzinie do domu, to będzie miała kłopoty. Fakt, że tak właśnie się dzieje, sugeruje że Oh-seung mówi nam, że kobiety powinny słuchać mężczyzn i być im posłuszne bez pytania, w przeciwnym razie, jeżeli popadniesz w tarapaty, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina. Podobnie widać to w innej scenie, w której Kyung-mi wpada w ręce mordercy. Kiedy wcześniej widzieliśmy ją jako silną i niezależną kobietę (pomimo swojej niepełnosprawności), tutaj rozkleja się totalnie: płacze żałośnie i błaga Do-shika żeby jej nie zabijał, że nie chce umrzeć, bo pragnie znaleźć dobrego dla niej mężczyznę, którego poślubi i będzie z nim miała dwójkę dzieci. Ten godny pożałowania moment naprawdę zdradza prawdziwą jej postać.
Policja. Policja w filmie to instytucja kompletnie bezużyteczna. Absurdalną sceną jest ta, kiedy morderca wchodzi na komisariat z torbą pełną noży i pił i nikt niczego nie zauważa, nie sprawdza. Policjanci nie zauważają nawet, jak Do-shik wdaje się w bójkę z Jong Tak So, ponieważ są na zewnątrz komisariatu i palą sobie w najlepsze papierosa. Końcowa scena z udziałem policji jest równie żałosna, jak ich działania w tym filmie (a raczej ich brak). Aż ręce opadają...
No dobra, nie będę więcej narzekać. Te drobne minusy na pewno rekompensują szalone piesze pościgi, których jest tu kilka. Mają one miejsce pomiędzy wąskimi ścieżkami i krętymi ulicznymi schodami. Wszystko to skutecznie pompuje w nas adrenalinę. Warto też zauważyć, że w całym filmie nie ma muzyki w tle. Dzięki temu dźwięk skupia się na doświadczeniach zmysłowych bohaterów, wciągając widzów głębiej w świat filmu. Oprócz zamaszystych ujęć kamery, zadyszanym sapaniom Kyung-mi towarzyszy desperackie stukanie jej stopami o chodnik. Zebrane razem zderzenie szybkich cięć wizualnych i dźwiękowych naśladuje niekończący się pościg między Kyung-mi i Do-shikiem.
Reasumując: Północ to film, który zdecydowanie warto obejrzeć. Kwon wykazuje doskonały talent do przesuwania struktur gatunku thriller-horror, gdy tchnie nowe życie w to, co oznacza trzymanie się krawędzi siedzenia. Dawno minęły czasy tanich przerażających jump scare, gore i histerycznych krzyków. Północ nakłada im kaganiec, aby przypomnieć nam, że bez względu na to, jak przerażające lub głośne mogą być krzyki, cisza jest zawsze głośniejsza.




