Japoński cyberpunk przez lata wypracował własny język szaleństwa: lepki, neurotyczny i agresywnie cielesny. Wystarczy wspomnieć Tetsuo: The Iron Man (1989) czy późniejsze eksperymenty spod znaku industrialnego horroru, by zauważyć, że tamtejsi twórcy traktowali ciało jak pole bitwy między technologią, seksualnością i rozpadem tożsamości. Na tym tle 964 Pinocchio pozostaje jednym z najbardziej skrajnych i bezkompromisowych doświadczeń audiowizualnych, jakie wydało kino undergroundowe. To film nie tyle opowiadający historię, ile atakujący widza serią obrazów przypominających narkotyczny koszmar, industrialny performance i psychotyczny teledysk jednocześnie.
Fukui, czerpiąc z estetyki industrialnego cyberpunku i biologicznego horroru, tworzy wizję Tokio jako chaotycznego, dusznego labiryntu pełnego ludzkiego cierpienia, mechanicznej przemocy i emocjonalnego rozkładu. Porównywany bardzo często do obrazu Shinya Tsukamoto, szybko okazuje się dziełem znacznie bardziej anarchicznym, brudnym i desperackim: filmem, który nie tyle opowiada historię, co wręcz wciąga widza w obłęd bohaterów. To kino ekstremalne, momentami odpychające, ale jednocześnie hipnotyzujące swoją bezkompromisową formą i emocjonalną intensywnością.
Fukui, czerpiąc z estetyki industrialnego cyberpunku i biologicznego horroru, tworzy wizję Tokio jako chaotycznego, dusznego labiryntu pełnego ludzkiego cierpienia, mechanicznej przemocy i emocjonalnego rozkładu. Porównywany bardzo często do obrazu Shinya Tsukamoto, szybko okazuje się dziełem znacznie bardziej anarchicznym, brudnym i desperackim: filmem, który nie tyle opowiada historię, co wręcz wciąga widza w obłęd bohaterów. To kino ekstremalne, momentami odpychające, ale jednocześnie hipnotyzujące swoją bezkompromisową formą i emocjonalną intensywnością.
To historia cybernetycznego niewolnika seksualnego o numerze 964, który zostaje porzucony przez swoich właścicieli po tym, jak okazuje się „wadliwy” - nie potrafi spełniać oczekiwań klientów i traci pamięć. Bezradny, niemy i zdezorientowany błąka się po ulicach Tokio, gdzie doświadcza przemocy, upokorzeń i całkowitego wyobcowania.
Jego życie zmienia się, gdy spotyka Himiko - młodą kobietę cierpiącą na amnezję i problemy psychiczne. Dziewczyna zabiera go do swojego mieszkania i próbuje nauczyć go podstaw funkcjonowania: mówienia, jedzenia czy kontaktu z drugim człowiekiem. Między dwojgiem outsiderów rodzi się nietypowa więź oparta na samotności i wzajemnym zrozumieniu.Tymczasem organizacja odpowiedzialna za stworzenie 964 zaczyna go ścigać, obawiając się ujawnienia swoich eksperymentów.
Już pierwsze minuty ujawniają, że Shozin Fukui nie zamierza prowadzić widza za rękę. Otwierająca scena seksu pozbawionego erotyzmu, brutalne przebitki z ogromnym wiertłem i głosy mówiące o utracie pamięci tworzą atmosferę całkowitej dezorientacji. Tytułowy Pinokio – niesprawny niewolnik seksualny – zostaje wyrzucony przez właściciela niczym zużyty produkt. Nie potrafi mówić, nie pamięta własnej przeszłości i błąka się po Tokio jak istota wyrwana z rzeczywistości. Kiedy trafia na Himiko, kobietę cierpiącą na amnezję, film na chwilę zwalnia i zaczyna przypominać groteskową wariację na temat relacji dwojga zagubionych ludzi. Himiko myje go, ubiera, próbuje nauczyć mówić, a nawet nadaje mu imię po odkryciu tatuażu na jego plecach. Są w tych scenach momenty zaskakująco ciepłe i absurdalnie zabawne – jak sekwencja w supermarkecie czy próby nauki słowa „Pinokio” przy pomocy kawałka suszonego mięsa i drewnianej łyżki.
Ta pozorna niewinność szybko jednak zamienia się w delirium. 964 Pinocchio jest filmem mokrym, brudnym i fizycznie odpychającym niemal w każdej scenie. Żółta maź wypływająca z głowy bohatera, owsiankowe wymiociny Himiko, ślina, krew i nieokreślone płyny ustrojowe tworzą estetykę cielesnego rozpadu. Fukui obsesyjnie skupia kamerę na twarzach, ustach, oczach i drgających mięśniach, jakby chciał zniszczyć granicę między widzem a ekranem. To kino niemal agresywne sensorycznie – pełne wrzasków, gwałtownych ruchów kamery, montażowych ataków i ekstremalnych zbliżeń. Chwilami przypomina to bardziej zapis ulicznego performance’u niż klasyczną narrację filmową.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że mimo całego chaosu film nie sprawia wrażenia pustej prowokacji. Pod warstwą szaleństwa kryje się historia o uprzedmiotowieniu człowieka i utracie tożsamości. Pinokio jest produktem – seksualnym odpadem korporacyjnego świata – ale jednocześnie pozostaje kimś tragicznym i rozpaczliwie ludzkim. Szef organizacji odpowiedzialnej za produkcję niewolników seksualnych mówi wprost, że są oni ludźmi, co jeszcze bardziej komplikuje pytanie o naturę głównego bohatera. Czy jest cyborgiem? Zmutowanym człowiekiem? Ofiarą eksperymentów? Fukui nie daje odpowiedzi, pozostawiając widza w stanie permanentnej niepewności.
Równie niejednoznaczna pozostaje Himiko. Początkowo wydaje się delikatną outsiderką, tworzącą mapy dla osób cierpiących na amnezję, by mogły odnaleźć drogę w miejskim labiryncie. Później jednak jej osobowość gwałtownie się zmienia. Retrospekcje sugerują związki z organizacją produkującą niewolników seksualnych, a jej relacja z Pinokiem staje się coraz bardziej brutalna i destrukcyjna. Kulminacyjna scena, w której Himiko odrywa sobie twarz, odsłaniając kamienną głowę, należy do najbardziej surrealistycznych momentów w historii cyberpunkowego horroru. To obraz, którego nie sposób wyrzucić z pamięci.
Ogromną siłą filmu jest aktorstwo. Onn-Chan jako Himiko daje występ absolutnie bezkompromisowy – dziki, histeryczny i fizycznie wyczerpujący. Jej słynna scena wymiotów w przejściu podziemnym przywodzi na myśl Opętanie Andrzeja Żuławskiego (1981) i legendarną kreację Isabelle Adjani, ale jednocześnie idzie jeszcze dalej w stronę performatywnego szaleństwa. Co ważne, wiele scen kręcono partyzancko w prawdziwych przestrzeniach Tokio, pośród autentycznie zdezorientowanych przechodniów. Dzięki temu film zyskuje dokumentalną energię i wrażenie niekontrolowanego chaosu.
Wizualnie 964 Pinocchio wygląda jak sen nakręcony na zużytej taśmie VHS. Niski budżet paradoksalnie działa na korzyść filmu. Brudna fotografia, ziarnistość obrazu i tandetne efekty specjalne budują atmosferę industrialnego koszmaru bardziej skutecznie niż cyfrowa perfekcja współczesnego kina. Gdy bohaterowie eksplodują kolorowymi płynami albo wiją się w spazmach, całość przypomina połączenie mangowego body horroru z punkowym koncertem. Fukui nie próbuje być elegancki ani subtelny – jego film krzyczy widzowi prosto w twarz.
Nie oznacza to jednak, że 964 Pinocchio jest dziełem łatwym do pokochania. To film wyczerpujący, momentami wręcz odpychający. Trzyminutowa scena wymiotów czy ciągłe ataki histerii mogą skutecznie odstraszyć większość widzów. Narracja bywa zagmatwana do granic frustracji, a wiele symboli wydaje się celowo nieczytelnych. Czasami odnosi się wrażenie, że Fukui bardziej interesuje się wywoływaniem emocjonalnego przeciążenia niż opowiadaniem spójnej historii. A jednak właśnie w tej bezkompromisowości tkwi siła filmu.
964 Pinocchio nie jest horrorem, który ogląda się dla przyjemności. To raczej doświadczenie – intensywna podróż przez świat cielesnego rozpadu, miejskiej paranoi i psychicznej dezintegracji. Film pozostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi, ale właśnie dlatego zostaje w głowie na długo. Można go odrzucić jako pretensjonalny chaos albo uznać za jedno z najbardziej radykalnych osiągnięć japońskiego cyberpunku. Niezależnie od interpretacji trudno zaprzeczyć, że Shozin Fukui stworzył coś absolutnie wyjątkowego.
Dla jednych będzie to nieznośny, chaotyczny bełkot pełen obrzydliwości. Dla innych – hipnotyczne arcydzieło undergroundowego horroru. Jedno jest pewne: o 964 Pinocchio nie daje się zapomnieć.
MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹👹 8/10
Reżyseria:
Shozin Fukui
Scenariusz:
Shozin Fukui
Makoto Hamaguchi
Naoshi Goda
Rok produkcji:
1991
Obsada:
Haji Suzuki
Onn-chan
Kôji Ôtsubo
Kyoko Hara
Rakumaro San'yûtei
Kôta Mori
Tomio Watanabe
Anri Hayashi
Kyôko Irohani
Michiko Harada
Yûko Fujiwara
Naoshi Gôda
Yoshimitsu Takada
Takahiro Hosoya
Ranko
Kôji Kita




