piątek, 11 września 2026

D@bbe 5: Zehr-i Cin (aka Dabbe 5: Curse of the Jinn); Turcja

     Tureckie kino grozy wciąż nie jest u nas tak rozpoznawalne, jak japońskie, koreańskie czy tajskie horrory. A szkoda, bo Turcja ma w tym temacie naprawdę sporo do powiedzenia. Szczególnie wtedy, gdy zamiast kopiować zachodnie schematy, sięga po własne lęki, wierzenia i religijne wyobrażenia zła. I właśnie dlatego seria Dabbe jest tak ciekawym przypadkiem. To cykl nierówny, miejscami przesadzony, czasem zbyt długi, ale jednocześnie bardzo charakterystyczny. Ma w sobie coś, co odróżnia go od wielu zachodnich historii o opętaniu.
Tym bardziej cieszy, że Dabbe 5 jest dostępne dla polskiego widza dzięki CDA Premium. Przy tureckich horrorach, które wciąż rzadko trafiają do naszej oficjalnej dystrybucji, to naprawdę miła niespodzianka.

Dilek i Ömer są młodym małżeństwem. Ich spokojne życie zamienia się w koszmar, gdy Dilek zaczyna odczuwać obecność nadprzyrodzonych i złowrogich sił w jednym z pokoi ich domu. Mąż początkowo ignoruje te sygnały, przypisując je problemom psychicznym i stresowi. Sytuacja drastycznie się pogarsza, gdy staje się jasne, że kobieta została opętana przez potężne dżinny z najbardziej niebezpiecznego plemienia. W poszukiwaniu ratunku para zwraca się do Belkıs – kobiety potrafiącej komunikować się z duchami. Wspólnie odkrywają mroczne sekrety i klątwę z przeszłości Dilek, sięgającą wydarzeń sprzed trzydziestu lat.

To, że zaczęłam serię od piątej odsłony, wcale mnie nie martwi, gdyż można ją śmiało oglądać bez znajomości poprzednich części, co jest dużym plusem. Nie trzeba nadrabiać całej serii, żeby wejść w tę historię.
Początkowo można mieć wrażenie, że to kolejna opowieść o nawiedzonym domu, małżeństwie wystawionym na próbę i złu, które powoli zaciska pętlę wokół bohaterki, ale nie zniechęcajcie się już na starcie, gdyż turecki kontekst robi tu swoje. Zamiast demona znanego z katolickich egzorcyzmów mamy dżinna, a wraz z nim cały zestaw lęków związanych z klątwą, grzechem, winą, religią i tym, co ukryte pod powierzchnią rodzinnych relacji.
Dużym plusem tego horroru jest to, że nie straszy on wyłącznie samym opętaniem. Tu przede wszystkim pojawia się pytanie: skąd bierze się zło i dlaczego wraca akurat do tej konkretnej osoby? Film Hasana Karacadağa pokazuje grozę jako coś, co nie pojawia się znikąd. Jest ona związana z przeszłością, zatajoną prawdą, niedopowiedzeniem i konsekwencjami decyzji, których nie da się już cofnąć. To horror religijny, ale też horror winy, czyli taki, w którym nadprzyrodzone nie jest tylko atrakcją dla widza, lecz częścią większego porządku moralnego. 

Ok, to teraz zadajmy sobie pytanie: czy ten horror jest straszny? Moim zdaniem na swój sposób tak, choć nie zawsze w sposób subtelny. Film bardzo często korzysta z głośnych dźwięków, nagłych uderzeń montażowych, rozmazanych obrazów, migotliwego światła i nerwowej pracy kamery. Nie każdemu to podejdzie, bo momentami można odnieść wrażenie, że reżyser aż za bardzo chce nas przycisnąć do fotela. Są sceny, w których groza działa świetnie, ale są też takie, gdzie natłok efektów trochę odbiera im siłę. Mimo to film ma kilka naprawdę nieprzyjemnych, dusznych momentów. Szczególnie wtedy, gdy nie pokazuje wszystkiego wprost, tylko pozwala, by niepokój narastał razem z bezradnością głównej bohaterki.
Wizualnie też wszystko wygląda świetnie. Uważam, że to jedna z mocniejszych stron filmu. Widać, że turecki reżyser lubi eksperymentować z obrazem: odbiciami, lustrami, zdeformowanymi twarzami, ciasnymi kadrami i scenami, które wyglądają, jakby rzeczywistość na chwilę zaczynała się psuć. Nie wszystko wypada idealnie, bo efekty specjalne bywają nierówne. Czasem robią wrażenie, a czasem zdradzają swoje ograniczenia, ale nawet wtedy widać ambicję. To nie jest horror nakręcony zupełnie bez pomysłu. On chce mieć własny styl, nawet jeśli czasami przesadza z formą.
Największym problemem filmu jest jego długość, ponieważ uważam, że ponad dwie godziny to naprawdę sporo jak na historię, która miejscami aż prosi się o skrócenie. W kilku momentach czuć powtarzalność: Dilek się boi, Omer nie wierzy, sytuacja się pogarsza, napięcie znów wraca do punktu wyjścia - ten schemat potrafi zmęczyć, zwłaszcza że mąż bohaterki jest postacią wyjątkowo irytującą. Jego upór, chłodny racjonalizm i lekceważenie lęku żony mogą działać na nerwy. Z jednej strony to oczywiście znany motyw horroru: bohaterka widzi zagrożenie, a otoczenie próbuje jej wmówić, że przesadza. Z drugiej jednak strony tutaj ten motyw jest przeciągnięty tak długo, że chwilami spowalnia akcję.
Na szczęście aktorstwo wypada całkiem dobrze, przede wszystkim po stronie postaci Dilek. To ona niesie emocjonalny ciężar filmu. Jej strach, narastająca niepewność i poczucie osaczenia sprawiają, że łatwo wejść w tę historię mimo jej wad. Omer, choć irytujący, też pełni określoną funkcję: jest ucieleśnieniem niedowierzania, które w horrorach bywa równie frustrujące jak samo zło. Problem w tym, że film czasami zbyt długo opiera się właśnie na jego oporze, zamiast szybciej popychać opowieść do przodu.
Mimo tych zastrzeżeń Dabbe 5 bardzo dobrze się ogląda. Film bez wątpienia ma klimat, kilka mocnych scen, ciekawy turecki kontekst i finał, który nie próbuje na siłę pocieszać widza. To nie jest kino eleganckie ani oszczędne, to horror głośny, intensywny, chwilami przeładowany, ale też szczery w swojej potrzebie straszenia. Karacadağ nie bawi się w półśrodki. Kiedy wprowadza dżinny, rytuały, klątwy i rodzinne sekrety, robi to z pełnym przekonaniem.
Na końcu film wyraźnie przyspiesza. Pojawiają się wyjaśnienia, retrospekcje i mocne akcenty, które składają historię w całość. Bez zdradzania szczegółów mogę powiedzieć, że finał sugeruje, iż w świecie Dabbe 5 zło nie jest przypadkowym chaosem - ono ma swoje źródło, swoją logikę i swoje żądanie zapłaty. Końcówkę można odczytać jako ponurą opowieść o konsekwencjach winy, której nie da się po prostu zakopać w przeszłości. To zakończenie pesymistyczne, ale pasujące do całego filmu.

Dabbe 5: Zehr-i Cin nie jest horrorem bez wad. Jest za długi, miejscami zbyt hałaśliwy, a niektóre efekty specjalne mogłyby być lepsze, ale ma w sobie coś, czego często szukam w kinie grozy: atmosferę, lokalny koloryt, religijny niepokój i poczucie, że za strachem stoi coś więcej niż tylko kolejny wyskakujący z ciemności duch. Jeśli chcecie sprawdzić tureckie horrory i zobaczyć, jak motyw opętania może wyglądać poza zachodnim schematem, warto dać mu szansę.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹👹 8/10

Reżyseria:
Hasan Karacadağ

Scenariusz:
Hasan Karacadağ

Rok produkcji:
2014

Obsada:
Nil Günal
Ümit Bülent Dinçer
Ömer Duran
Pelin Acar
Dilek Karacay
Sultan Köroglu Kiliç
Murat Sevis
Salih Saygi
Özbek Yildiz