Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TURCJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TURCJA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2026

Büyü (aka Dark Spells/The Spell); Turcja

     Turcja. Turcja to kraj, który tworzy naprawdę świetne horrory. Oczywiście nie wszystkie trzymają jednakowy poziom, ale zazwyczaj gdy tylko wpada mi w ręce jakaś turecka produkcja grozy, to nie torturuję się długo i staram się wykrzesać odrobinę wolnego czasu, aby go poświęcić na zapoznanie się z nowym nabytkiem. Kiedy zupełnym przypadkiem natrafiłam na Büyü w reżyserii Orhana Oğuza, czym prędzej postanowiłam się za niego zabrać. Zaintrygował mnie na początku już sam tytuł. Słowo ,,Büyü'' w języku tureckim oznacza bowiem ,,czar'' lub ,,magię''. Znając zamiłowanie tureckich horrorów do tematyki czarnej magii i bluźnierczych obrzędów, zaczęłam podejrzewać z czym będę miała do czynienia. W kontekście kulturowym słowo to odnosi się do działań mających na celu wywołanie nadprzyrodzonych efektów, często kojarzonych z klątwami. Czy w swoich podejrzeniach się pomyliłam? Absolutnie nie, gdyż już początkowa scena zapowiadała tematykę filmu, opartą na okultyzmie i czarnomagicznych obrzędach.

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Araf (aka The Abortion/Aborcja); Turcja

     Zawsze, kiedy w ręce wpadnie mi jakiś nowy turecki horror, którego jeszcze nie miałam okazji oglądać albo którego nawet nie znam, to niezmiernie się cieszę, gdyż nie raz już zaznaczałam na łamach bloga, że tureckie kino grozy przemawia do mnie w równym stopniu, jak niegdyś japońskie. Pamiętam pierwszy horror, jaki wpadł mi w ręce - Baskin (2015) i którego nie mogłam się doczekać, gdyż dużo szybciej przeczytałam informacje na temat tego filmu, którego fabuła mnie zaintrygowała. Postanowiłam go obejrzeć, jeżeli będzie to tylko możliwe. Na szczęście było. Film Cana Evrenola mnie nie zawiódł, co więcej - dosłownie zmiażdżył! Potem już się posypało lawinowo i za tureckie filmy spod znaku grozy chwytałam, kiedy tylko miałam okazję. Gomeda (2007; reż: Tan Tolga Demirci) czy przecudny Siccîn (2014; reż: Alper Mestçi) już na stałe wpisały się w kanon brutalnego, krwistego i szokującego tureckiego kina grozy, które wśród miłośników najróżniejszych straszydeł na ekranie zyskują coraz to większe uznanie i popularność. Kolejnym nowym ,,nabytkiem'' w mojej domowej wideotece grozy jest Araf Biraya Dalkirana, na który natrafiłam zupełnym przypadkiem. Czy horror podtrzymał znakomitą passę tureckiego kina grozy? O tym poniżej.

piątek, 20 grudnia 2024

Siccin 3: Cürmü Aşk (aka Siccin 3: The Forbidden Love/Księga grzechów 3: Zakazana miłość); Turcja

    Po festiwalowym hicie, jakim był Baskin (2015) w reżyserii Cana Evrenola, swoją passę sukcesu podtrzymuje seria Siccin, która wydaje trzecią odsłonę osławionego horroru (dwie pierwsze części ukazały się w 2014 i 2015 roku). ,,Subtelny'' nie jest słowem, które można zastosować do któregokolwiek z filmów Alpera Mestçi, a biorąc pod uwagę trzecią odsłonę, która od razu przykuła uwagę widzów oraz krytyków, to chyba bardzo dobrze. Splatając ze sobą elementy romantycznego melodramatu wokół duchów, demonów, masowych grobów i wszelkiego rodzaju paskudnych rzeczy, mamy do czynienia z porywającą, pełną przeskoków, wspaniale przesadzoną sprawą. 
Seria Siccin zdobyła moje wielkie uznanie już od samego początku. Ponura sceneria, obrazoburcze tematy podejmowane w dwóch poprzednich częściach sprawiły, że stałam się zagorzałą fanką całej serii. Nie muszę zatem ukrywać, że kiedy tylko ukazała się trzecia część, zasiadłam do niej z wielkimi nadziejami, że i ta część podtrzyma mroczny klimat. Nie zawiodłam się. 

czwartek, 12 grudnia 2024

Yaratilan (aka Creature/Stwór); Turcja [miniserial tv]

    Tureckie horrory na ogół bardzo lubię. Są brutalne, makabryczne, obrazoburcze i niejednokrotnie przerażają widza wydarzeniami, jakie ukazują. Jeżeli zaś chodzi o seriale grozy, to doświadczenia zbyt wielkiego nie mam, bo i do naszego kraju niespecjalnie dużo tego typu produkcji trafia i jeżeli już coś wzbudzi naszą uwagę, to bardzo często znalezienie interesującego nas serialu graniczy z cudem. W przypadku Stwora problemu nie było, gdyż polski widz mógł zapoznać się z tym serialem dzięki platformie Netflix, na której miał on swoją premierę 20 października. 
Pamiętam, że kiedy tylko pojawiło się info o tej produkcji, byłam niezmiernie podekscytowana, gdyż jak wspomniałam - tureckich seriali science-fiction czy grozy u nas ze świeczką szukać. Oczywiście byłam też zachwycona z drugiego powodu: fabuła bowiem opiera się na klasycznym horrorze Mary Shelley Frankenstein, który bardzo sobie cenię od wczesnych lat młodości. Jak wypadła nowa odsłona klasyka grozy? O tym poniżej...

sobota, 19 listopada 2022

Siccîn (aka Księga grzechów); Turcja

     Kiedy na początku mojej fascynacji kinem grozy, ktoś by mi powiedział, że Turcja będzie tworzyła jedne z lepszych horrorów na świecie, to pewnie tym stwierdzeniem wywołałby salwy śmiechu. Fakt - długo, długo nie miałam do czynienia z horrorami z tego właśnie kraju, a jeżeli jakieś sporadycznie wpadały - były to dosłownie pojedyncze produkcje, które - mimo, że się podobały - nie wzbudzały we mnie większych zachwytów. Wszystko diametralnie uległo zmianie w 2015 roku, kiedy w moje łapy wpadł obrazoburczy i szokujący Baskin w reżyserii Can Evrenola. Ten horror powalił mnie dosłownie na gębę. Wtedy też każda turecka produkcja grozy, która wpadła mi w ręce, nie kazała na siebie długo czekać. Kiedy rok temu założyłam sobie konto na platformie Netflix, od razu w oko mi wpadło kilka ciekawych tytułów tureckich, których nie omieszkałam oczywiście obejrzeć. Jednym z pierwszych horrorów był właśnie Siccîn. Horror to niezwykle interesujący, gdyż za kamerą stanął reżyser Alper Mestçi, który na swoim koncie ma już kilka bardzo ciekawych filmów grozy w tym m.in. złowieszczy Musallat (2007 r.) czy Musallat 2: Lanet (2011). Kiedy w 2014 roku ukazał się Siccîn, natychmiast zdobył ogromną popularność i uznanie wśród miłośników gatunku. Nie trzeba było długo czekać, aż zachęcony sukcesem pierwszej części turecki reżyser podejmie się pracy nad kolejnymi. I tak powstały kolejne części (równie dobre, jak i pierwsza), nad którymi pracy podjął się Mestçi. I tak spod jego ręki powstały kolejno: Siccîn 2 (2015 r.), Siccîn 3: Cürmü Ask (2016 r.), Siccîn 4 (2017 r.), Siccîn 5 (2018 r.)Siccîn 6 (2019 r.). 

piątek, 3 września 2021

Siccîn 2 (aka Księga grzechów 2); Turcja

    Tureckie horrory mają to do siebie, że są naprawdę bardzo dosadne. Już kilkanaście lat temu przekonałam się o tym, oglądając dwa rewelacyjne filmy grozy z tego kraju: Gomeda (2007) oraz Baskin (2015). Oba te filmy zrobiły na mnie tak piorunujące wrażenie, że to, co kiedyś wywołałoby uśmiech na mojej twarzy (bo niby tureckie horrory mają być ciekawe?), dziś wzbudza moją ciekawość i szacunek. Krew i makabra wylewa się z każdej możliwej sceny, ale uwierzcie, że w tych tureckich horrorach nie wygląda to przesadnie. To właśnie dzięki temu zdają się one tak interesujące i nad wyraz straszne. Fakt, że bardzo często elementem tematycznym jest czarna magia, również wzbudza niebywałe zainteresowanie. Jak wiadomo w islamie praktykowanie czarnej magii i przywoływanie dżinów są praktykami zakazanymi. Nic więc dziwnego, że bardzo wiele horrorów jest po prostu szokująca nawet dla rodzimych islamczyków. 
Zachodniego miłośnika filmowej makabry cieszy zwłaszcza fakt, że przecież niecodziennie ogląda się tureckie horrory. Dla wielu są one ,,tworem'' orientalnym, nieprzyswajalnym dla każdego odbiorcy, a szkoda, bo są to prawdziwe ,,perełki''.
Dziś chcę Wam przedstawić drugą część horroru Siccîn, którego główną tematyką jest właśnie czarna magia i klątwy. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Semum; Turcja

    Jeżeli chodzi o tureckie horrory, to przyznam się bez bicia, że nie mam zbyt dużego wyobrażenia o nich. Pamiętam, że pierwszym obejrzanym przeze mnie horrorem nakręconym w Turcji był powstały w 2007 roku w reżyserii Tana Tolga Demirci Gomeda. Zrobił na mnie duże wrażenie...na tyle duże, że kiedy w ręce wpadł mi pochodzący z 2015 roku głośny Baskin w reżyserii Cana Evrenola, zasiadłam ochoczo. Mimo, iż ta produkcja też bardzo mi się podobała, to jakoś niespecjalnie często filmy grozy z tego kraju wpadały w moje ręce, czego efektem jest - przyznaję - mizerna znajomość tureckiej grozy filmowej. Podobnie rzecz się miała z obejrzanym wczoraj Semumem. Trafiłam na niego zupełnym przypadkiem i aż wstyd się przyznać, bo film pochodzi z 2008 roku, czyli już taką ,,świeżynką'' nie jest, a ja dopiero wczoraj o nim w ogóle usłyszałam (!). Jak to mówią - lepiej późno, niż wcale - zachęcona pozytywnymi opiniami i recenzjami horroru Hasana Karacadağa, jeszcze w tym samym dniu (mimo świątecznego pędu), zasiadłam wygodnie i postanowiłam go obejrzeć. Chciał - nie chciał - mój seans wzbudził wielkie zainteresowanie o wielu znajomych, czego efektem była prośba o jak najszybszą recenzję. Wielkanocny czas sprzyja takiemu relaksowi, więc spełniając prośbę ziomków - prezentuję Wam dziś ten film.

środa, 31 października 2018

Gomeda; Turcja

    Turecki horror? Jeszcze jakieś 5 lat temu wywołałoby to u mnie uśmiech, bo sami przyznacie, że chyba niewiele można napisać o tamtejszym kinie grozy?
Przynajmniej ja - choćbym chciała - jakoś nie mogę w pamięci poszukać chociażby jednego tytułu horroru z Turcji, która do tej pory kojarzyła mi się głównie z górą Ararat i rzekomą Arką Noego, która ma się tam znajdować ;) Ale kino? I do tego jeszcze grozy? Byłabym na nie, gdyby...
No właśnie...gdyby w moje ręce nie wpadł film dziwacznie brzmiący - Gomeda...

czwartek, 4 października 2018

Baskin; Turcja

    Kiedy w styczniu po raz pierwszy trafił do mnie news z zapowiedzią tego tureckiego horroru, nie mogłam powstrzymać podniecenia i wielkiego zadowolenia, bo oto tureckiej grozy za wiele nie znam, więc informacja o powstaniu mocnego Baskin bardzo mnie rozradowała. Dodatkowym smaczkiem w tej kwestii był bardzo obiecujący trailer, który pojawił się w sieci. Po jego obejrzeniu czułam, że to może być naprawdę mocna rzecz i tylko podsyciłam swój apetyt, licząc przy tym po cichu, że Baskin bardzo szybko będzie dostępny dla polskiego fana kina. 
Z tym ostatnim się nie pomyliłam, bo oto mamy koniec maja, a film zalegał na mojej półce już od jakiegoś miesiąca. Jak widać więc - dość szybko wpadł w ręce wygłodniałych fanów horroru. Czy jednak spełnił oczekiwania, jakie wyrosły na gruncie kampanii reklamowej filmu? No cóż... to już nieco inna bajka...