czwartek, 17 września 2026

Death Cult; Japonia

    Japońskie antologie grozy mają w sobie coś szczególnie pociągającego. Krótka forma pozwala twórcom zrezygnować z rozbudowanej ekspozycji, wrzucić widza niemal od razu w sam środek niepokojącego wydarzenia, a później pozostawić go z niedopowiedzeniem, którego pełnometrażowy horror zapewne próbowałby się pozbyć. Death Cult Kazuhiro Tairy korzysta właśnie z takiej konstrukcji. To trzy osobne historie, połączone nie tyle fabularnie, ile zainteresowaniem śmiercią, przemocą oraz cienką granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, czego nie da się już racjonalnie wyjaśnić i od razu warto zaznaczyć jedno: tytuł może być trochę mylący. Kto spodziewa się opowieści o tytułowym kulcie śmierci, może poczuć się zdezorientowany. Również materiały promocyjne sugerujące przede wszystkim krwawą antologię zombie nie do końca oddają charakter filmu. Death Cult jest bowiem mieszanką kilku odmian horroru – historii o duchach, kina zombie oraz opowieści o mordercy – ale bardzo wyraźnie ciąży przy tym w stronę dramatu. Groza nie zawsze znajduje się tutaj na pierwszym planie.

Film składa się z trzech odrębnych, mrocznych segmentów, w których główną rolę (za każdym razem inną postać) gra ta sama aktorka. Choć oficjalne opisy dystrybutorów zapowiadają krwawą opowieść o zombie i gore, film łączy elementy horroru z powolnym dramatem i zacieraniem granic między jawą a snem.

Zanim przejdę do opisywania antologii, warto wyjaśnić pewną nieścisłość dotyczącą datowania filmu. Death Cult funkcjonuje obecnie w zagranicznych bazach przede wszystkim jako produkcja z 2025 roku i pod taką datą można najczęściej na niego trafić. Dostępne informacje dotyczące wydania DVD wskazują jednak, że sam film został wyprodukowany już w 2018 roku, natomiast 2025 jest rokiem jego późniejszej dystrybucji na rynku amerykańskim. Dlatego w dalszej części recenzji posługuję się tytułem Death Cult (2025), zgodnie z datowaniem jego obecnego międzynarodowego wydania, mając jednak na uwadze, że materiał powstał kilka lat wcześniej.

Skoro kwestię powstania i dystrybucji filmu mamy już za sobą, pozwólcie, że krótko omówię każdą część tej antologii.

Pierwszy segment jest chyba najbliższy temu, czego można oczekiwać od klasycznej japońskiej opowieści o zjawiskach nadprzyrodzonych. Pojawia się motyw kontaktu z duchami, ale Taira nie prowadzi narracji w prosty sposób. Zamiast jasno powiedzieć widzowi, co jest rzeczywistością, a co wizją, wspomnieniem czy manifestacją czegoś nadnaturalnego, celowo zaciera granice między poszczególnymi poziomami opowieści.

W centrum wydarzeń znajduje się również dziecko, a jedna ze scen związanych z gorącym olejem należy do tych momentów, które pozostają w pamięci bardziej ze względu na poczucie zagrożenia niż klasycznie rozumiane straszenie. Historia stopniowo prowadzi do zwrotu fabularnego, który ma zmienić sposób postrzegania wcześniejszych wydarzeń.
Problem polega na tym, że pomysł jest ciekawszy od jego realizacji. Niedopowiedzenie może być ogromną zaletą J-horroru, ale istnieje różnica między tajemnicą a zwyczajnym zagubieniem odbiorcy. Tutaj film chwilami nie tyle prowokuje do interpretacji, ile utrudnia ustalenie podstawowych zasad przedstawionej rzeczywistości. Mimo tego właśnie pierwszy segment uważam za najbardziej interesujący koncepcyjnie. Ma w sobie coś z japońskich historii, w których przeszłość nie pozostaje zamknięta, a śmierć nie przecina więzi między ludźmi.

Druga historia zmienia ton i wprowadza zombie. Nie jest to jednak opowieść o epidemii ani walce grupy ocalałych z hordami żywych trupów. Punkt ciężkości ponownie zostaje przesunięty na relacje między bohaterami.

Najciekawszym pomysłem okazuje się tutaj wykorzystanie byłego partnera, który nawet po przemianie w zombie nie zamierza zniknąć z życia kobiety. Śmierć staje się groteskowym przedłużeniem związku, którego jedna ze stron najwyraźniej nie potrafi zakończyć. Nawet przemoc nie rozwiązuje problemu tak łatwo, jak można byłoby przypuszczać i właśnie tutaj dobrze widać specyfikę całego Death Cult. Taira wykorzystuje motyw znany z kina grozy, ale bardziej interesują go emocjonalne konsekwencje sytuacji niż sam potwór. Zombie nie funkcjonuje wyłącznie jako źródło zagrożenia – można potraktować go również jako makabryczną figurę niemożności uwolnienia się od przeszłości i relacji, która powinna już dawno umrzeć.
Brzmi to poważnie, choć sam segment potrafi być znacznie bardziej pulpowo-groteskowy. Problem w tym, że film ponownie stoi trochę w rozkroku między dramatem a horrorem. Zamiast zdecydowanie wykorzystać absurd własnego pomysłu albo przeciwnie – zrobić z niego naprawdę ponurą historię – pozostaje gdzieś pomiędzy.

Ostatni segment odsuwa na bok klasyczne zjawiska paranormalne i zombie, kierując się w stronę historii związanej z mordercą. Teoretycznie oznacza to zejście z obszaru nadnaturalnej grozy do horroru wynikającego bezpośrednio z ludzkiej przemocy.

Także tutaj twórcy nie pozwalają jednak historii zakończyć się dokładnie w momencie, w którym widz spodziewałby się finału. Kiedy wydaje się, że wszystkie elementy znalazły już swoje miejsce, pojawia się kolejny zwrot. Konstrukcyjnie jest to najbardziej przewrotna część antologii, choć jednocześnie pokazuje jedną z jej podstawowych słabości – Taira bardzo lubi komplikować rzeczywistość swoich bohaterów, nie zawsze dając odbiorcy wystarczająco dużo wskazówek, by owe komplikacje rzeczywiście wybrzmiały.

Trzecia historia potwierdza zarazem, że Death Cult nie chce ograniczać się do jednego rodzaju strachu. Duch, zombie i człowiek zdolny do zabijania należą przecież do zupełnie innych porządków horroru. Łączy je natomiast śmierć oraz konsekwencje przemocy – motywy powracające przez cały film.

Co ciekawe, w trzech segmentach pojawia się ta sama aktorka, wcielająca się w różne postacie. Zabieg ten daje antologii pewną wizualną i emocjonalną spójność, nawet jeśli poszczególne historie pozostają odrębne.

I tutaj dochodzę do największego problemu Death Cult. Film nie jest szczególnie straszny. Kto oczekuje intensywnego J-horroru, może być zawiedziony. Niewiele tu również atmosfery charakterystycznej dla najbardziej znanych japońskich historii o duchach – tej ciszy, pustej przestrzeni i powoli narastającego poczucia, że coś znajduje się tuż poza kadrem.
Taira znacznie częściej wybiera melodramat. Bohaterowie, ich relacje, żal, przywiązanie i konsekwencje wcześniejszych decyzji są dla niego ważniejsze od budowania czystego strachu. W najlepszych momentach działa to na korzyść filmu, ponieważ śmierć przestaje być wyłącznie pretekstem do pokazania kolejnego straszydła. W słabszych – horror sprawia wrażenie dodatku do historii, która sama nie wie jeszcze, czy chce wzruszać, szokować, czy straszyć.
Nie pomaga również nierówny poziom aktorstwa i scenariusza. Niektóre dialogi oraz reakcje bohaterów są mało przekonujące, a próby zacierania granicy pomiędzy fantazją a rzeczywistością czasami prowadzą bardziej do dezorientacji niż niepokoju. Film posiada pomysły, które w mocniej dopracowanym scenariuszu mogłyby wybrzmieć znacznie lepiej.

A jednak trudno mi całkowicie Death Cult skreślić. Jest w nim coś sympatycznie nieokrzesanego. To niewielka, daleka od perfekcji produkcja, która zamiast opowiadać trzy warianty tej samej historii próbuje za każdym razem zmienić rodzaj grozy. Dostajemy więc kolejno niesamowitość i duchy, zombie oraz ludzkiego mordercę. Jednocześnie wszystkie trzy części łączy pytanie o to, co pozostaje po śmierci – duch, ciało, wspomnienie, przywiązanie, trauma czy może po prostu następna fala przemocy.

Death Cult nie jest więc antologią, którą stawiałabym obok najważniejszych dokonań japońskiego horroru. Za mało w niej prawdziwego niepokoju, za dużo dramaturgicznych nierówności, a kilka interesujących pomysłów zostaje wykorzystanych jedynie częściowo. Jeżeli jednak potraktować film jako niskobudżetową ciekawostkę i zbiór trzech makabrycznych opowieści, potrafi zainteresować. Tym bardziej że jego największą zaletą pozostaje różnorodność: nigdy do końca nie wiadomo, w którą stronę skręci następna historia.

Paradoksalnie właśnie to najlepiej określa Death Cult. To film mniej o kulcie śmierci, a bardziej o różnych sposobach, na jakie śmierć nie chce zostawić żywych w spokoju.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹 5/10

Reżyseria:
Kazuhiro Taira

Scenariusz:
brak potwierdzonych danych

Rok produkcji:
2018 (wydanie międzynarodowe: 2025)

Obsada:
Yuki Oshiro
Toshihisa Nishihira
Naoyasu Kishimoto
Yuko Deguchi
Tamotsu Oshiro
Misaki Ogawa