Japońskie antologie grozy mają w sobie coś szczególnie pociągającego. Krótka forma pozwala twórcom zrezygnować z rozbudowanej ekspozycji, wrzucić widza niemal od razu w sam środek niepokojącego wydarzenia, a później pozostawić go z niedopowiedzeniem, którego pełnometrażowy horror zapewne próbowałby się pozbyć. Death Cult Kazuhiro Tairy korzysta właśnie z takiej konstrukcji. To trzy osobne historie, połączone nie tyle fabularnie, ile zainteresowaniem śmiercią, przemocą oraz cienką granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, czego nie da się już racjonalnie wyjaśnić i od razu warto zaznaczyć jedno: tytuł może być trochę mylący. Kto spodziewa się opowieści o tytułowym kulcie śmierci, może poczuć się zdezorientowany. Również materiały promocyjne sugerujące przede wszystkim krwawą antologię zombie nie do końca oddają charakter filmu. Death Cult jest bowiem mieszanką kilku odmian horroru – historii o duchach, kina zombie oraz opowieści o mordercy – ale bardzo wyraźnie ciąży przy tym w stronę dramatu. Groza nie zawsze znajduje się tutaj na pierwszym planie.
