czwartek, 1 października 2026

Gojira no Gyakushū (aka Godzilla Raids Again/Godzilla kontratakuje); Japonia

     Godzilla Raids Again z 1955 roku to film bardzo szczególny w historii kaiju eiga, bo to właśnie tutaj Godzilla po raz pierwszy wraca na ekran. Nie jako pojedynczy potwór, który raz wstrząsnął Japonią i zniknął, ale jako początek dłuższej filmowej mitologii i już z tego powodu trudno patrzeć na tę produkcję jak na zwykłą kontynuację. To film nakręcony szybko, wyraźnie pod presją sukcesu pierwszej Godzilli, ale jednocześnie niepozbawiony własnego charakteru, własnego ciężaru i kilku naprawdę ciekawych pomysłów.
Nie da się jednak ukryć, że cień filmu Ishirō Hondy jest tu ogromny. Godzilla z 1954 roku była czymś więcej niż widowiskiem o potworze. Była filmowym obrazem nuklearnego lęku, zagłady i poczucia, że człowiek stworzył siłę, nad którą nie potrafi już zapanować.

Dwaj piloci dostrzegają na bezludnej wyspie drugiego Godzillę (pierwszy zginął w poprzednim filmie) walczącego z nowym potworem – przypominającym dinozaura Anguirusem. Bestie przenoszą swój brutalny pojedynek do Osaki, obracając miasto w ruinę.

Godzilla Raids Again nie ma takiej samej siły rażenia, jak poprzednik z 1954 roku. Nie uderza tak mocno, nie zostawia po sobie aż takiego chłodu i nie ma tej samej elegii katastrofy. Ale nie znaczy to, że jest pustym, czysto komercyjnym sequelem. Wręcz przeciwnie - pod warstwą walki gigantycznych stworzeń kryje się opowieść o Japonii, która próbuje podnieść się po zniszczeniu, żyć dalej i odbudować codzienność mimo świadomości, że dawne lęki wcale nie zniknęły.

Obecność w filmie nowego potwora - Anguirusa całkowicie zmienia dynamikę filmu. To właśnie Godzilla Raids Again wprowadza do serii motyw pojedynku kaiju, który później stanie się jednym z najważniejszych znaków rozpoznawczych całego cyklu. Dziś może wydawać się to oczywiste, ale w 1955 roku musiało mieć w sobie coś świeżego: Godzilla nie jest już tylko niszczycielską siłą nacierającą na ludzi, lecz częścią większego, potwornego świata.
Najbardziej podoba mi się w tym filmie jego surowy, powojenny klimat. Motoyoshi Oda nie buduje grozy tak konsekwentnie jak Honda, ale potrafi uchwycić atmosferę napięcia, oczekiwania i niepewności. Są tu sceny, w których nie sam widok potworów działa najmocniej, lecz reakcje ludzi: nasłuchiwanie komunikatów, oczekiwanie na katastrofę, świadomość, że zagrożenie może nadejść z każdej strony. Film ma w sobie coś z opowieści o kraju, który dopiero zaczyna oddychać po wojnie, a już znów musi patrzeć na zniszczenie. To nie jest tak przejmujące jak w pierwszej Godzilli, ale nadal potrafi wybrzmieć.
W warstwie problematyki Godzilla Raids Again wydaje mi się ciekawszy, niż często się o nim mówi. Można go oczywiście oglądać jako film o dwóch gigantycznych potworach, które sieją spustoszenie, ale pod spodem widać wyraźny temat odbudowy, pamięci i życia po katastrofie. Godzilla nie jest tu już dokładnie tym samym symbolem, którym była w filmie Hondy. Jej obecność bardziej przypomina powracający ciężar historii - coś, czego nie da się po prostu zamknąć w przeszłości. Anguirus natomiast wnosi do filmu agresję bardziej fizyczną, instynktowną, niemal zwierzęcą. Starcie tych dwóch stworzeń można odczytywać jako widowiskowy pojedynek, ale też jako obraz wewnętrznego konfliktu powojennej Japonii: między przemocą, pamięcią i próbą zbudowania nowego życia.

Efekty specjalne Eijiego Tsuburayi mają dziś oczywiście swój wiek i nie zawsze bronią się tak samo dobrze. Widać ograniczenia produkcyjne, widać pośpiech, widać też, że twórcy dopiero sprawdzali, jak pokazać na ekranie walkę dwóch gigantycznych stworzeń. Niektóre ujęcia mogą dziś wywołać uśmiech, zwłaszcza gdy kostiumy i miniatury zdradzają swoją materialność, ale dla mnie właśnie w tym tkwi spora część uroku tego kina. Miniaturowe miasto, zawalające się konstrukcje, ciężar kroków, dym, ogień, cienie potworów - to wszystko nadal ma ręcznie robioną, namacalną energię. Nie jest idealnie, ale jest filmowo. Przede wszystkim czuć pracę ludzi, którzy budowali ten świat fizycznie, kawałek po kawałku, a potem pozwalali mu runąć przed kamerą.
Sam Anguirus wypada bardzo dobrze. Jako przeciwnik Godzilli jest bardziej dziki, niższy, czworonożny, atakuje inaczej, przez co sceny walki mają ciekawą dynamikę. Nie jest to jeszcze ten typ potwornego spektaklu, do którego seria przyzwyczai później widzów, ale właśnie tutaj rodzi się pewna formuła: kaiju jako rywale, jako siły natury, jako istoty posiadające własny ekranowy temperament. Godzilla nadal pozostaje centrum filmu, ale Anguirus sprawia, że całość nabiera nowej energii.

Niestety słabiej wypadają postacie ludzkie. Nie są irytujące, nie psują filmu, ale trudno powiedzieć, żeby były szczególnie mocno wyeksponowane. Shoichi Tsukioka i Koji Kobayashi mają swoje momenty, a Hiroshi Koizumi i Minoru Chiaki starają się nadać im ciepło oraz zwyczajność, jednak scenariusz nie daje im tyle głębi, ile mógłby. Najciekawsze jest nie tyle to, kim są jako jednostki, ile to, co reprezentują: ludzi próbujących normalnie pracować, kochać, planować przyszłość i odbudowywać życie mimo katastrofy. W tym sensie ich codzienność ma znaczenie, nawet jeśli same charaktery mogłyby być wyraźniejsze.
Setsuko Wakayama jako Hidemi wnosi do filmu delikatność i emocjonalny spokój. To postać, która mogła zostać potraktowana wyłącznie jako narzeczona głównego bohatera, ale w kilku scenach jej milczenie i reakcje mówią więcej niż dialogi. Lubię takie momenty w starszym kinie kaiju kiedy na chwilę oddalamy się od huku potworów i zostajemy z człowiekiem patrzącym na konsekwencje zniszczenia. Wtedy film przypomina sobie, że katastrofa nie kończy się na efektownym obrazie walących się budynków. Ona zostaje w tych, którzy muszą żyć dalej.

Muzyka Masaru Satō jest solidna, choć nie ma tej samej monumentalnej siły, jaką kojarzymy z kompozycjami Akiry Ifukube z pierwszej Godzilli. Satō buduje napięcie bardziej oszczędnie, czasem dramatycznie, czasem niemal przygodowo. Nie zawsze podbija sceny tak mocno, jak mogłaby, zwłaszcza podczas starć potworów, ale ma kilka bardzo udanych fragmentów. Najlepiej działa wtedy, gdy nie próbuje przykryć obrazu, tylko pozwala wybrzmieć niepokojowi, ciszy albo melancholii. Dzięki temu film nie zamienia się całkowicie w widowisko akcji, ale nadal pozostaje w nim ślad powojennego smutku.

Widać też, że film Ody powstał szybko; nie ma tak precyzyjnej reżyserii ani tak mocnego scenariusza jak oryginał. Tempo bywa nierówne, ludzkie wątki nie zawsze angażują, a niektóre efekty specjalne bardziej dziś rozczulają, niż przerażają. Mimo to trudno mi ten film zlekceważyć. To ważny etap w rozwoju serii, ale też produkcja ciekawsza, niż sugerowałaby łatka „pospiesznej kontynuacji”. Ma atmosferę, kilka pięknych obrazów, pierwszy wielki pojedynek kaiju i ma podskórny temat kraju, który próbuje odbudować się po traumie. Nie dorównuje filmowi Hondy i chyba nawet nie próbuje być tak wielkim, bolesnym filmem. Jest skromniejszy, bardziej surowy, chwilami mniej dopracowany, ale właśnie przez tę surowość ma swój osobny urok. To Godzilla jeszcze przed pełnym wejściem w kolorową, widowiskową mitologię, którą seria rozwinie w kolejnych dekadach. Nadal czarno-biała, nadal poważna, nadal podszyta wojennym lękiem, ale już kierująca się ku formule, która uczyni z niej popkulturową legendę.

Dla fanów kaiju to pozycja obowiązkowa. Dla widzów szukających drugiego filmu równie mocnego jak Godzilla z 1954 roku - może być lekkim rozczarowaniem, ale jeśli spojrzeć na Godzilla Raids Again jako na film przejściowy, zawieszony między traumą oryginału a przyszłą widowiskowością serii, okazuje się naprawdę interesujący. Może nie jest arcydziełem, ale jest ważnym, klimatycznym i wciąż angażującym rozdziałem w historii najsłynniejszego potwora japońskiego kina.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹 7/10

Reżyseria:
Motoyoshi Oda
Ishirō Honda

Scenariusz:
Takeo Murata
Shigeaki Hidaka
Shigeru Kayama

Rok produkcji:
1955

Obsada:
Hiroshi Koizumi
Setsuko Wakayama
Minoru Chiaki
Takashi Shimura
Masao Shimizu
Seijirō Onda
Sônosuke Sawamura
Yoshio Tsuchiya
Minosuke Yamada
Mayuri Mokushô
Yukio Kasama
Senkichi Ōmura
Ren Yamamoto
Shin Ôtomo
Shirô Tsuchiya
Takeo Oikawa
Shôichi Hirose
Sôkichi Maki