Godzilla Minus One jest bowiem jednocześnie powrotem do korzeni oraz niezwykle nowoczesnym widowiskiem. Yamazaki nie próbuje konkurować z amerykańskim MonsterVerse liczbą potworów, skalą kolejnych pojedynków czy coraz bardziej fantastycznymi pomysłami. Zamiast tego ponownie czyni z Godzilli katastrofę. Nie superbohatera. Nie antybohatera. Nie jednego z zawodników na gigantycznym ringu. Tutaj pojawienie się monstrum oznacza śmierć, panikę i zniszczenie, a człowiek stojący naprzeciw niego wydaje się zatrważająco mały.
Powojenna Japonia podnosi się ze zgliszcz po kapitulacji w II wojnie światowej. Głównym bohaterem jest Kōichi Shikishima, były pilot kamikaze cierpiący na syndrom ocalałego i poczucie winy z powodu ucieczki przed misją samobójczą. Gdy Japonia znajduje się w punkcie krytycznym ("na zerze"), pojawia się potężna, zmutowana przez testy nuklearne Godzilla, sprowadzając wyniszczony kraj do stanu "minus jeden".
W Godzilli z 1954 roku w reżyserii Ishirō Hondy potwór wyrastał bezpośrednio z powojennych doświadczeń Japonii i strachu przed energią atomową. Godzilla Minus One cofa akcję jeszcze bliżej zakończenia II wojny światowej, do kraju, który właściwie dopiero próbuje podnieść się z ruin. Tytułowe „minus jeden” nabiera dzięki temu wyjątkowo gorzkiego znaczenia – społeczeństwo sprowadzone przez wojnę do punktu zero otrzymuje kolejny cios, który może zepchnąć je jeszcze niżej. Zagraniczni krytycy bardzo często zwracali uwagę właśnie na to świadome nawiązanie do ducha filmu Hondy i ponowne uczynienie z Godzilli symbolu historycznej traumy, a nie wyłącznie efektownego ekranowego monstrum.Oczywiście seria już wcześniej próbowała odzyskiwać powagę. Wystarczy przypomnieć Powrót Godzilli z 1984 roku czy znacznie późniejszą Shin Godzilla (2016) Hideakiego Anno i Shinjiego Higuchiego. Szczególnie ten ostatni film ponownie potraktował atak kaijū jako narodowy kryzys, choć zrobił to w zupełnie inny sposób – poprzez polityczną satyrę, proceduralny chaos i obserwowanie bezradności państwowej machiny. Yamazaki jest zdecydowanie bardziej zainteresowany pojedynczym człowiekiem. Historia wielkiego potwora zostaje tutaj nierozerwalnie związana z losem ludzi, którzy przeżyli wojnę, lecz wcale nie oznacza to, że naprawdę z niej powrócili.
Centralną postacią jest Kōichi Shikishima, były pilot kamikaze, który nosi w sobie ogromne poczucie winy i nieustannie zmaga się z pytaniem, czy człowiek, który ocalał, kiedy inni zginęli, ma prawo po prostu zacząć żyć. Godzilla staje się przez to nie tylko zewnętrznym zagrożeniem, ale niemal materialnym przedłużeniem wojennej traumy. Film ma momentami wyraźnie melodramatyczny charakter, lecz Kamiki potrafi utrzymać tę postać w ryzach. Jego Shikishima jest jednocześnie przestraszony, złamany, pełen gniewu i desperacko poszukujący możliwości odkupienia.
Bardzo dobrze wypada również Minami Hamabe jako Noriko. Jej bohaterka nie jest wyłącznie dodatkiem do historii głównego protagonisty – stanowi część rodzącej się namiastki normalnego życia, którego wojna pozbawiła całe pokolenie. Aktorsko Godzilla Minus One znacznie różni się przez to od wielu widowisk o gigantycznych potworach. Tutaj sceny pozbawione Godzilli nie są przerywnikami, które trzeba przeczekać do kolejnego ataku. To właśnie dzięki nim kolejne sekwencje katastroficzne mają ciężar. Zniszczeniu ulegają miejsca zamieszkane przez ludzi, których zdążyliśmy poznać. Zagrożone zostają relacje, które wcześniej obserwowaliśmy. Filmowi zależy na tym, abyśmy bali się nie tylko potwora, ale przede wszystkim tego, co może zrobić bohaterom, a kiedy Godzilla wreszcie pojawia się na ekranie, Yamazaki absolutnie nie bierze jeńców.
Rozmach filmu robi ogromne wrażenie. Co więcej, nie wynika on z bezustannego zasypywania widza efektami komputerowymi. Reżyser bardzo dobrze rozumie skalę i potrafi ją budować. Godzilla może zajmować ogromną część kadru, ale prawdziwe poczucie jej wielkości pojawia się wtedy, kiedy zestawiona zostaje z pociągiem, okrętem, budynkami czy uciekającym tłumem. Kamera często pozostaje blisko ludzi, dzięki czemu patrzymy na potwora niejako z ich perspektywy. Stajemy przed czymś olbrzymim, czego praktycznie nie da się zatrzymać.
Szczególnie sekwencje rozgrywające się w Tokio pokazują, jak znakomicie Yamazaki potrafi połączyć kino kaijū z klasycznym filmem katastroficznym. Budynki nie rozpadają się tutaj wyłącznie po to, aby zapewnić efektowny obrazek. Czuć masę przewracających się konstrukcji, siłę uderzeń i gwałtowność kolejnych eksplozji. Nawet sposób poruszania się Godzilli ma znaczenie – jest ciężka, brutalna i pozbawiona lekkości, którą potwór posiadał w części starszych produkcji z okresu Shōwa. To nie jest stworzenie, które za chwilę będzie wykonywać efektowne zapasy z innym kaijū. Ono wygląda, jakby samo jego przejście przez miasto stanowiło klęskę żywiołową.
Efekty specjalne zasługują tutaj na szczególne uznanie. Film nie ukrywa cyfrowej natury współczesnej Godzilli, ale jednocześnie zachowuje pewną fizyczność kojarzącą się ze starszymi japońskimi produkcjami. Potwór ma ciężar, fakturę i obecność. Szczególnie imponująco wypadają sceny wodne oraz użycie promienia cieplnego, który Yamazaki zamienia w wydarzenie samo w sobie. Reżyser wie, że im dłużej buduje napięcie przed pokazaniem pełni możliwości Godzilli, tym większe wrażenie robi moment, kiedy wreszcie pozwala jej uderzyć.
Trudno przy tym nie zestawiać Minus One z wielokrotnie droższymi hollywoodzkimi produkcjami. Zagraniczni krytycy podkreślali, jak wiele udało się osiągnąć stosunkowo niewielkiemu zespołowi efektów wizualnych w porównaniu z olbrzymimi ekipami pracującymi przy amerykańskich blockbusterach. Film nie próbuje pokazać cyfrowych cudów w każdej sekundzie. Efekty podporządkowane są inscenizacji, a nie odwrotnie. Dzięki temu nawet w największych scenach destrukcji ekran pozostaje czytelny i wiadomo, gdzie znajdują się bohaterowie oraz skąd nadchodzi niebezpieczeństwo.
Najlepszym potwierdzeniem jakości tej pracy pozostaje Oscar za najlepsze efekty specjalne, którego Godzilla Minus One otrzymała podczas 96. ceremonii rozdania Nagród Akademii w 2024 roku. Statuetkę odebrali Takashi Yamazaki, Kiyoko Shibuya, Masaki Takahashi i Tatsuji Nojima. Był to moment historyczny dla liczącej już siedem dekad franczyzy – Król Potworów, jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów japońskiej popkultury, wreszcie został dostrzeżony przez Akademię. Co najważniejsze, nagroda nie sprawia wrażenia przyznanej z sentymentu. Wystarczy zobaczyć film, aby zrozumieć, za co ją otrzymał.
Nie można przy tym zapominać o muzyce. Naoki Satō stworzył ścieżkę dźwiękową, która potrafi być monumentalna, posępna, a chwilami niemal niepokojąco oszczędna. Kompozytor nie próbuje bezustannie mówić widzowi, co powinien czuć. Muzyka potrafi wycofać się z pierwszego planu, by później gwałtownie powrócić wraz z zagrożeniem. Szczególnie dobrze działają niskie, narastające brzmienia towarzyszące Godzilli, nadające jej pojawieniom niemal apokaliptyczny charakter.
Jeszcze większą siłę mają jednak momenty, w których powracają klasyczne tematy Akiry Ifukube. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów w historii japońskiego kina natychmiast łączy Minus One z filmem Hondy i kilkudziesięcioletnim dziedzictwem całej serii. Yamazaki nie wykorzystuje go jedynie jako nostalgicznego mrugnięcia okiem do fanów. Kiedy charakterystyczny marsz rozbrzmiewa podczas kolejnych scen, trudno nie poczuć, że na ekranie ponownie pojawił się ten sam Król Potworów, który w 1954 roku po raz pierwszy wyszedł z morza.
W czym tkwi największa siła filmu Yamazakiego? Ano w tym, że film ten potrafi być jednocześnie hołdem i czymś samodzielnym. Pamięta o gumowych kostiumach, miniaturowych makietach i charakterystycznej estetyce dawnych produkcji Tōhō, ale nie próbuje ich imitować. Pamięta również, że Godzilla przez lata stał się bohaterem coraz bardziej fantastycznych i rozrywkowych historii – niektórych znakomitych, innych cudownie absurdalnych – lecz świadomie wraca do chwili, kiedy jeszcze przede wszystkim straszył. Nie oznacza to, że Yamazaki odrzuca rozrywkową stronę serii. Wręcz przeciwnie. Godzilla Minus One potrafi być widowiskiem w najbardziej klasycznym znaczeniu tego słowa. Są tu potężne eksplozje, ryczący potwór, desperackie akcje na morzu i sceny destrukcji, podczas których trudno oderwać wzrok od ekranu. Różnica polega na tym, że spektakl ma znaczenie. Godzilla nie pojawia się tylko po to, żeby było efektownie. Po niemal siedemdziesięciu latach ekranowej historii Yamazaki przypomniał coś, o czym łatwo było zapomnieć: Godzilla jest najciekawsza wtedy, gdy ludzie naprawdę się jej boją.
Godzilla Minus One stanowi więc jeden z najlepszych przykładów tego, jak można odświeżyć legendarną serię bez odcinania jej od własnych korzeni. Jest znacznie bardziej widowiskowa niż film Hondy z 1954 roku, bo współczesna technologia pozwala pokazać destrukcję w skali, o której dawni twórcy mogli jedynie marzyć. Jednocześnie duchowo znajduje się zaskakująco blisko pierwowzoru. Za gigantycznym jaszczurem ponownie kryją się wojna, atomowy lęk, strata i społeczeństwo próbujące odbudować swoje życie, a przy tym jest to po prostu kapitalnie zrealizowane kino.
Oscar za efekty wizualne był pięknym zwieńczeniem sukcesu filmu, ale chyba największym osiągnięciem Takashiego Yamazakiego jest coś innego. Po dziesiątkach kontynuacji, restartów, pojedynków z innymi potworami i hollywoodzkich reinterpretacji sprawił, że kiedy Godzilla wyłania się z morza, znów można poczuć przed nią autentyczny respekt.
MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹👹👹 9/10
Reżyseria:
Takashi Yamazaki
Scenariusz:
Takashi Yamazaki
Reżyseria:
Takashi Yamazaki
Scenariusz:
Takashi Yamazaki
Ishirō Honda
Takeo Murata
Rok produkcji:
2023
Obsada:
Ryûnosuke Kamiki
Rok produkcji:
2023
Obsada:
Ryûnosuke Kamiki
Yuki Yamada
Minami Hamabe
Miou Tanaka
Yûya Endô
Kisuke Iida
Minami Hamabe
Miou Tanaka
Yûya Endô
Kisuke Iida
Hidetaka Yoshioka
Sae Nagatani
Munetaka Aoki
Sakura Andō
Kuranosuke Sasaki
Kenji Mizuhashi
Saori
Akihiro Yamamoto
Seiji Okuda
Kentarô Furuyama
Shôhei Abe
Masatoshi Kihara




