Był czas, kiedy to hongkońskiej kinematografii grozy dni chwały minęły. Było to głównie w latach 1992-1995, gdzie to wielu reżyserów musiało szukać innego zajęcia, gdyż emanowanie w filmach przemocą oraz przede wszystkim paskudną makabrą zostało zabronione.
Wielu z nich udało się wówczas do Ameryki, gdzie szybko nadarzyła się okazja, aby podszkolić swój warsztat reżyserski. Ci nieco bardziej utalentowani wykorzystali to w mgnieniu oka.
Jednak w rodzimym Hongkongu kino grozy niemal upadło zupełnie.
Dial D for Demons jest jednym z pierwszych filmów, który zaczęto porównywać z wcześniejszymi filmami, jaki ukazywały się w tym kraju. Trzeba przyznać, że horror to zaskakujący, gdyż łączy (sprawnie zresztą) grozę równą Ringowi Nakaty oraz The Sixth Sense Shyamalan'a z odrobiną humoru, nie gorszą od tej znanej z Evil Dead Sam'a Raimi.
