Jakiś czas temu pisałam, że nie mam przekonania do horrorów z Hongkongu. Zdania swego nie zmieniłam po dziś dzień, tyle że dotyczy to głównie filmów grozy, które powstały na przestrzeni lat 80-tych.
Naprawdę uwierzcie, że trochę ich już na swoim koncie mam i żaden, naprawdę żaden horror z tamtych lat nie zainteresował mnie na dłużej. Ot - jeden seans w zupełności wystarczy. Problem polega na tym, że groza z Hong Kongu nie jest w stanie mnie przerazić. Którąkolwiek tematykę by wybrano, zazwyczaj wypada ona w moich oczach z mizernym skutkiem.
