Tomie: Another Face to jedna z tych kontynuacji, które z jednej strony trudno nazwać filmem naprawdę dobrym, z drugiej jednak posiadają tak osobliwy urok, że ostatecznie zostają w pamięci znacznie dłużej niż wiele technicznie lepiej zrealizowanych produkcji. Druga odsłona serii o nieśmiertelnej femme fatale stworzonej przez Junji Ito jest bowiem kwintesencją późnych lat 90. w japońskim kinie V-Cinema - tanim, szorstkim, często nieporadnym, ale jednocześnie niezwykle klimatycznym. Film w reżyserii Toshirō Inomata przypomina zapomnianą kasetę VHS odnalezioną gdzieś na dnie zakurzonego pudełka: obraz jest miękki, kolory przygaszone, a całość spowija melancholijna, oniryczna mgiełka, która paradoksalnie działa na korzyść tej historii.
Już sam fakt, że Tomie: Another Face powstało jako trzyodcinkowy serial telewizyjny przeznaczony dla rynku V-Cinema, tłumaczy jego epizodyczną strukturę. Film składa się z trzech krótkich historii połączonych obecnością Tomie - kobiety niemożliwej do zabicia, manipulującej ludźmi poprzez obsesję, pożądanie i toksyczne zauroczenie. Każdy segment eksploruje inny wymiar tej postaci: szkolną zazdrość, obsesję artystyczną oraz destrukcyjną miłość prowadzącą do szaleństwa. Co ciekawe, właśnie taka antologiczna forma okazuje się jednym z największych atutów filmu. Poszczególne opowieści bywają nierówne, czasami wręcz szkicowe, ale dzięki krótkiej długości nie zdążą całkowicie zmęczyć widza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOMIE: INNA TWARZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOMIE: INNA TWARZ. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 czerwca 2026
Subskrybuj:
Posty (Atom)
