W 1937 roku japońskie wojska dokonały nalotu na chińskie miasto Nankin, aby dokonać zaplanowanej masakry, poddając ponad 300 000 bezbronnych cywilów rozmaitym torturom i okrucieństwom, a następnie wszystkich wymordowały.
Jak wspomniałam, film Tun Fei Mou Black Sun: The Nanking Massacre jest w rzeczywistości czwartym filmem z serii Man Behind the Sun, który szczegółowo opisuje okrucieństwa popełnione na Chińczykach podczas II wojny światowej. Podczas gdy pierwsze kilka części koncentrowało się na szalonych japońskich eksperymentach medycznych przeprowadzanych na chińskich jeńcach wojennych, ten film wynosi horror na zupełnie nowy poziom, ukazując odrażające czyny popełnione na niewinnych chińskich cywilach w Nankinie. Zamiast spokojnego, subtelnego, nastrojowego filmu rozważającego mroczną stronę ludzkiej natury Black Sun... jest tak dosadne, jak to tylko możliwe. W zasadzie dobrze znana scena rozrywania płodu przez bagnety to tylko jedna z wielu brutalnych sekwencji, które koncentrują się głównie na plutonach egzekucyjnych i masowych egzekucjach. Reżyserowi Mou Tun Fei udaje się uniknąć zarówno czystej propagandy, jak i czystej eksploatacji, sprawiając, że Black Sun... wygląda jak autentyczny film antywojenny, ukazujący bezwzględną stronę zmilitaryzowanego podboju.
To, co podoba mi się w tym filmie (jeżeli może się w tak brutalnym obrazie cokolwiek podobać), to fakt, że film łączy elementy rekonstrukcji i archiwalnych materiałów, ukazując tzw. ,,gwałt nankiński'', podczas którego rozproszone grupy japońskich żołnierzy z największym okrucieństwem przystąpiły do niszczenia miasta i eksterminacji jego ludności. Szacuje się, że japońscy żołnierze dopuścili się gwałtów na około 20 tys. kobiet, często na oczach ich rodzin, w większości przypadków później je mordując. Do historii przeszły również urządzone przez japońskich żołnierzy zawody w ścinaniu głów Chińczyków samurajskim mieczem czy ćwiczenie na żywych ludziach umiejętności zakłuwania bagnetem, co Tun Fei również ukazuje w obrazowy sposób w swoim filmie. Czasami nawet ma się wrażenie, że nie oglądamy reżyserowanego filmu, a film dokumentalny.
Black Sun: The Nanking Massacre przekracza granicę między dokładnym i bezkompromisowym przedstawieniem okrucieństw, jakich Japończycy dopuścili się na Chińczykach podczas II wojny światowej, a wykorzystaniem wydarzenia historycznego jako uzasadnienia dla wywyższenia pornografii tortur. Choć film powstał w 1995 roku, wydaje się przestarzały i wykorzystuje materiały dokumentalne oraz fotografie do uwypuklenia niezdarnych scen wyzysku. Wyraźną słabością jest również powolne tempo i brak spójnej narracji. Wiele zdarzeń sprawia wrażenie epizodycznych, a nawet fragmentarycznych, a poza japońskim generałem nie ma tu głównego bohatera (no możemy jeszcze do niego zaliczyć mężczyznę, który próbuje przetrwać i wrócić do swoich dzieci, ukrywających się w mieście podczas jego plądrowania).Bez wątpienia nie jest to film dla ludzi o słabych nerwach, a zwłaszcza na początkowym jego etapie, kiedy nieustająca, bezsensowna przemoc jest przytłaczająca, dopóki nie uświadomimy sobie, że to prawdziwa historia. Czy zapada w pamięć? Bezapelacyjnie tak. Akty przemocy są przedstawione w zaskakująco dojrzały sposób, szybko ucinając sceny po popełnieniu okrucieństwa.
Scenariusz:
Obsada:
Stephen Cecil Thomas
Liang Zhang
Yung Pan
Shao-tien Hsiung
Wen-ting Chiang
.jpg)



