sobota, 2 maja 2026

Hei tai yang: Nan Jing da tu sha (aka Black Sun: The Nanking Massacre/Oddział 731 - Masakra w Nankinie); Hongkong

     Wojna. Choć prawdziwe okrucieństwa wojny mogą nigdy nie zostać w pełni zrozumiane przez tych, którzy nigdy nie byli na linii frontu, wiele artystycznych środków wyrazu w muzyce, telewizji i filmie dołożyło wszelkich starań, aby jak najwierniej przedstawić piekło, jakim jest wojna dla ludności cywilnej. Każdy reżyser, chcący ukazać w swoim filmie okropieństwa działań wojennych, robi to na swój własny sposób. Także swój własny sposób na pokazanie brutalności i nieludzkiego traktowania ludności cywilnej w trakcie trwających działań wojennych ma chiński reżyser Tun Fei Mou, o czym mogliśmy się przekonać oglądając jego pierwszą część MBtS z 1988 roku. Nie inaczej ma się rzecz w przypadku czwartej części kontrowersyjnej serii, która - mimo iż nosi tytuł Black Sun - niekiedy określa się również mianem Man Behind the Sun 4. Decyzja o odtworzeniu okrucieństw popełnionych przez japońskich żołnierzy na narodzie chińskim podczas II wojny światowej w hardcorowym filmie splatter jest osobliwa, ale dziwnie satysfakcjonująca.

W 1937 roku japońskie wojska dokonały nalotu na chińskie miasto Nankin, aby dokonać zaplanowanej masakry, poddając ponad 300 000 bezbronnych cywilów rozmaitym torturom i okrucieństwom, a następnie wszystkich wymordowały.

Jak wspomniałam, film Tun Fei Mou Black Sun: The Nanking Massacre jest w rzeczywistości czwartym filmem z serii Man Behind the Sun, który szczegółowo opisuje okrucieństwa popełnione na Chińczykach podczas II wojny światowej. Podczas gdy pierwsze kilka części koncentrowało się na szalonych japońskich eksperymentach medycznych przeprowadzanych na chińskich jeńcach wojennych, ten film wynosi horror na zupełnie nowy poziom, ukazując odrażające czyny popełnione na niewinnych chińskich cywilach w Nankinie. Zamiast spokojnego, subtelnego, nastrojowego filmu rozważającego mroczną stronę ludzkiej natury Black Sun... jest tak dosadne, jak to tylko możliwe. W zasadzie dobrze znana scena rozrywania płodu przez bagnety to tylko jedna z wielu brutalnych sekwencji, które koncentrują się głównie na plutonach egzekucyjnych i masowych egzekucjach. Reżyserowi Mou Tun Fei udaje się uniknąć zarówno czystej propagandy, jak i czystej eksploatacji, sprawiając, że Black Sun... wygląda jak autentyczny film antywojenny, ukazujący bezwzględną stronę zmilitaryzowanego podboju.

To, co podoba mi się w tym filmie (jeżeli może się w tak brutalnym obrazie cokolwiek podobać), to fakt, że film łączy elementy rekonstrukcji i archiwalnych materiałów, ukazując tzw. ,,gwałt nankiński'', podczas którego rozproszone grupy japońskich żołnierzy z największym okrucieństwem przystąpiły do niszczenia miasta i eksterminacji jego ludności. Szacuje się, że japońscy żołnierze dopuścili się gwałtów na około 20 tys. kobiet, często na oczach ich rodzin, w większości przypadków później je mordując. Do historii przeszły również urządzone przez japońskich żołnierzy zawody w ścinaniu głów Chińczyków samurajskim mieczem czy ćwiczenie na żywych ludziach umiejętności zakłuwania bagnetem, co Tun Fei również ukazuje w obrazowy sposób w swoim filmie. Czasami nawet ma się wrażenie, że nie oglądamy reżyserowanego filmu, a film dokumentalny. 

Black Sun: The Nanking Massacre przekracza granicę między dokładnym i bezkompromisowym przedstawieniem okrucieństw, jakich Japończycy dopuścili się na Chińczykach podczas II wojny światowej, a wykorzystaniem wydarzenia historycznego jako uzasadnienia dla wywyższenia pornografii tortur. Choć film powstał w 1995 roku, wydaje się przestarzały i wykorzystuje materiały dokumentalne oraz fotografie do uwypuklenia niezdarnych scen wyzysku. Wyraźną słabością jest również powolne tempo i brak spójnej narracji. Wiele zdarzeń sprawia wrażenie epizodycznych, a nawet fragmentarycznych, a poza japońskim generałem nie ma tu głównego bohatera (no możemy jeszcze do niego zaliczyć mężczyznę, który próbuje przetrwać i wrócić do swoich dzieci, ukrywających się w mieście podczas jego plądrowania).
Bez wątpienia nie jest to film dla ludzi o słabych nerwach, a zwłaszcza na początkowym jego etapie, kiedy nieustająca, bezsensowna przemoc jest przytłaczająca, dopóki nie uświadomimy sobie, że to prawdziwa historia. Czy zapada w pamięć? Bezapelacyjnie tak. Akty przemocy są przedstawione w zaskakująco dojrzały sposób, szybko ucinając sceny po popełnieniu okrucieństwa.

Produkcja ta jest skrajnie drastyczna i zaliczana do kina eksploatacji. Ze względu na niezwykle wysoki poziom przemocy, w tym sceny tortur i gwałtów, film został zakazany w niektórych krajach, m.in. w Singapurze i bez wątpienia naprawił szkody, wyrządzone przez poprzednie części (zwłaszcza drugą i trzecią), ale także podniósł poprzeczkę i stał się najlepszym w serii. Choć dzieła Mou są niezwykle niepokojące, wciąż są niezastąpione w gatunku horroru wojennego ze względu na wierność historyczną i ukazanie mrocznych stron ludzkiej natury. Zainteresowanym innymi dziełami na ten temat gorąco polecam film Jednostka 731 z 2015 roku, który przedstawia dokumenty obozu zagłady z pierwszych trzech dotychczas upublicznionych części, lub dokument z 2011 roku Black Sunshine: Conversations with T.F. Mou, nakręcony wspólnie z reżyserem, z którego możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o badaniach i realizacji filmu.

MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹👹👹 7/10

Reżyseria:
Tun Fei Mou

Scenariusz:
Ho-Shui Li

Rok produkcji:
1995

Obsada:
Stephen Cecil Thomas
Liang Zhang
Yung Pan
Shao-tien Hsiung
Wen-ting Chiang
Wen-tu Pan
Hua Shao
Hsi-ho Chang
Vincent Benziger
Chiu-liang Chen
Liang-Yueh Chen
Ming Chiang
Liang Chou
Kathleen De Boer
Wei-li Chou
Shiao-tan Chu