poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Shutter; Indonezja

     Nie lubię ,,odgrzewanych kotletów''. Naprawdę na palcach jednej ręki mogę wymienić remake'i, które by mi się naprawdę spodobały, więc i do indonezyjskiej wersji Shutter'a podchodziłam z dużą dozą sceptycyzmu.
Każdy, kto miał okazję obejrzeć tajski oryginał (recenzja tutaj) z 2004 roku, doskonale zna historię w nim ukazaną. Kiedy cztery lata później ukazał się jego amerykański odpowiednik (recenzja tutaj), a po kolejnych dwóch latach powstał indyjski Click, już wówczas kręciłam nosem, bo nie widziałam sensu w przerabianiu horroru Pisanthanakuna i Wongpooma, nie wnosząc do fabuły niczego nowego. Liczyłam jednak poniekąd na to, że indonezyjska wersja doda coś od siebie lub chociażby tchnie odrobinę świeżości, co spowoduje, że film mi się spodoba. Dałam mu kredyt zaufania. Jako, że film pojawił się na Netflix (niestety nie ma polskiej wersji językowej), postanowiłam więc z czystej ciekawości go obejrzeć i zobaczyć, jak zadaniu sprostał Herwin Novianto.

Darwin, fotograf preferujący aparaty analogowe, zaczyna dostrzegać na swoich zdjęciach tajemniczą kobiecą postać. Gdy zjawa zaczyna manifestować się w rzeczywistości, jego dziewczyna Pia odkrywa powiązania z tragicznie zmarłą studentką i mroczną przeszłością Darwina.

Jak wspomniałam, horror Novianto jest trzecią wersją historii po oryginale z Tajlandii oraz amerykańskim remaku. Od razu więc przychodzi nam do głowy myśl, że Shutter made in Indonesia z góry skazany jest na porażkę, ponieważ znamy już główny wątek fabularny i zakończenie. Wiecie co? To jest dobra myśl. 
Niestety od razu zacznę z grubej rury, bo nie ma co owijać w bawełnę: film okazuje się po prostu bezsensowną powtórką wszystkiego, co już widzieliśmy. Twórcy przerabiają klasykę, swobodnie ignorując potrzebę poszerzania horyzontów narracji lub dodając filmowe poprawki, które mogą reinterpretować znaną historię w sposób zmieniający perspektywę. Dosłownie niemalże wszystko jest tu skopiowane: sposób, w jaki giną poszczególni bohaterowie, a także sekwencje poszczególnych wydarzeń. Dostajemy powtarzalność klatka po klatce, co sprawia, że zastanawiamy się jaki jest sens tego wszystkiego?
Zawsze uważałam, że jeżeli dany reżyser podejmuje się już pracy nad remake'iem, to powinien w nim dodać też nieco od siebie. Tchnąć w znaną już historię odrobinę świeżości, coś, co zachęciłoby widza do ponownego obejrzenia znanej, a jednak nieco unowocześnionej wersji. Tu jednak tak się nie dzieje. Horror Novianto to niemalże ,,kopiuj-wklej'' utartych schematów znanych z oryginału. Niestety, to nie jedyny minus tego filmu.
Moje zastrzeżenia wzbudzają również sami aktorzy. Nie dają rady. Przede wszystkim rzuca się w oczy różnica wieku pomiędzy Darwinem, a Pią, ale to jest drobny mankament, który można pominąć, bo nie wpływa w żaden sposób na fabułę, jednak nie można pominąć faktu, że niemalże wszyscy grają dość ,,płytko''. Żaden z aktorów się nie wyróżnia i nikt nie jest w stanie wywołać w nas jakichkolwiek emocji (pozytywnych lub negatywnych). Nie ma w nich ,,błysku'', który mógłby nas zaintrygować ani odrobiny szaleństwa, co nadałoby im atrakcyjniejszego wizerunku. Są oklepani, a ich zachowanie apatyczne. Robią dokładnie to samo, co robili bohaterowie tajskiego horroru. 
Momenty grozy były w porządku, ale nic poza tym. Duch wygląda całkiem okazale, ale na fanie azjatyckich horrorów, który z długowłosymi zjawami jest ,,za pan brat'', nie zrobi jakiegoś większego wrażenia. 
Film nie jest zbyt straszny, ale ma w sobie emocje. Z drugiej strony, już wiemy, dokąd zmierza, więc to mocno umniejsza jego wartość. Ten wątek już mnie znudził, gdyż wiadomo, że oryginał robi zawsze najbardziej piorunujące wrażenie, a jego indonezyjski odpowiednik nie zrobił nic, aby widza zachęcić czymkolwiek.
Pojawiające się momentami popowe kawałki też potrafiły mnie mocno zirytować. Odniosłam wrażenie, że muzyka nie do końca jest adekwatna do danej sceny, co wydaje mi się dziwne, bo co, jak co, ale odpowiednia oprawa muzyczna to już ,,działka'' montażysty muzycznego i powinien mieć on pojęcie o tym, aby precyzyjnie wstawić muzykę w odpowiednie miejsca w filmie. 

Żeby nie było za nudno, to przyznam, że jest w filmie jednak coś, co mi się podobało. Jest to dosyć dobrze rozwinięty wątek ducha. Tak, ja wiem, że w tajskim horrorze również poznajemy dogłębnie historię Natre, widzimy jakie relacje łączyły ją z Tun'em i co doprowadziło do tego, że skończyła, jak skończyła, ale tu również poznajemy historię Lilies jeszcze za życia, jak i po jej śmierci. Wszystko jest oczywiście podobnie (a jakże!), ale jednak - mimo, iż wiemy jak to się skończy, to jednak historia wciąż chwyta za serce i sprawia, że jest nam kobiety po prostu żal. 

No dobra, nie ma co przeciągać, bo i nie ma co dalej wymyślać. Indonezyjska wersja Shutter to film zdecydowanie na raz. Jeżeli oglądaliście oryginał, to ten horror będzie po prostu przewidywalny i nudny. Może frajdę z jego seansu będą miały osoby, które tą historię obejrzą po raz pierwszy. No, chyba, że - podobnie jak mnie - interesuje Was analiza zmian pomiędzy oryginałem, a remake'iem i lubicie takie przeróbki interpretować, to wtedy pewnie też za niego chwycicie. Jeśli nic z tych rzeczy nie zaprząta Wam głowy, to obejrzyjcie sobie coś innego. 

 MOJA OCENA:
👹👹👹👹👹 5/10

Reżyseria:
Herwin Novianto

Scenariusz:
Banjong Pisanthanakun
Sopon Sukdapisit
Alim Studio

Rok produkcji:
2025

Obsada:
Vino G. Bastian
Anya Geraldine
Niken Anjani
Donny Alamsyah
Andri Mashadi
Rangga Nattra
Nugie
Rukman Rosadi
Dewi Gita
Michelle Tahalea
Agus Mahesa
Iyang Darmawan
Angie Ang
Megarita
Bayu T.
Rinni Ruyono
Gabriella Cecilia
Widyawati