Po prostu wszystko opierało się na pierwszym japońskim horrorze, jaki dane mi było obejrzeć i był to Ringu w reżyserii Hideo Nakaty (a jakże!). Od tego czasu pokochałam tego reżysera, a każda nowa produkcja, która trafiła w moje ręce, wywoływała niemal ich drżenie... ;)
Nie często jednak chwytałam za japońskie filmy noir (w dosłownym tłumaczeniu oznacza ''czarny film''). Gdy tylko udało mi się zdobyć Chaos, byłam niemal wniebowzięta, gdyż oto po pierwsze - pojawiła się kolejna produkcja Nakaty i po drugie - z gatunku, który stanowił dla mnie swoiste novum.
