Od czasu do czasu łapię się na tym, że chyba powoli czuję już przesyt azjatyckimi filmami o zombie. Może jest to spowodowane tym, że ,,nieumarli'' jakoś nigdy nie należeli do moich ulubionych bohaterów grozy. Oczywiście czuję wielki zachwyt oglądając (gdy tylko nadarzy się okazja) Noc żywych trupów (1968; reż. George A. Romero) czy chociażby dużo nowszy koreański Zombie express (2016; reż. Sang-ho Yeon), które - pomimo iż dzieli różnica prawie 50 lat, to oba są zrobione z rozmachem i przy każdym seansie robią piorunujące wrażenie.
Obejrzana ledwie kilka dni temu (aż wstyd, że tak późno) japońska komedia grozy One Cut of the Dead, mimo iż zawiera wiele akcentów humorystycznych, wprawiła mnie w naprawdę znakomity nastrój. Nie bez przyczyny, gdzieś w głowie świtała mi myśl, że oto ten właśnie film zdobył kilka nagród publiczności na festiwalach filmowych. Jeśli uwielbiacie podgatunek horror-komedia, to naprawdę powinniście się nim cieszyć. Bardzo! Musicie po prostu przebrnąć przez pierwszą część filmu, która nie jest dobra… ale o to właśnie chodzi. To w rzeczywistości dzieło czystej genialności!
