Odkąd na szerokie wody wypłynął w 1989 roku Tetsuo - The Ironman, w reżyserii Shinya Tsukamoto, kino japońskie coraz częściej zaczęło podejmować tematykę cyberpunkową w swoich filmach. Coraz częściej mieliśmy do czynienia z surrealizmem oraz wizualnym praniem mózgu. Przeglądając początkowo screeny z filmu byłam pewna, że dostanę gore w najwyższym wykonaniu, które wgniecie mnie w fotel. Mimo iż jestem fanką wszelkiej maści dziwacznych poczynań filmowych Japończyków, to MM i owszem - zdobył moje uznanie, jednak miałam nieodparte wrażenie, że jeszcze wiele zabrakło temu filmowi, aby być produkcją znakomitą. Pomysł z pasożytem atakującym ludzi i przemieniających ich w jakieś dziwaczne biomechaniczne istoty jest przecież rewelacyjny.
Meatball Machine nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, jednak nadrabia to olbrzymią ilością przemocy i krwi, jaka leje się litrami zalewając co chwilę ekrany naszego tv.
