W 2004 roku Shutter sprawił, że świat dowiedział się o istnieniu tajskiego kina grozy. Sprawił też, że fani horroru, zauważający pewne zmęczenie materiału w japońskich i koreańskich ghost stories zwrócili się z nadzieją w stronę innego azjatyckiego kraju. W następnych latach Tajlandia niestety nie do końca spełniła rozniecone oczekiwania, o ile bowiem tamtejsze gore, jak seria Art of the devil czy tegoroczny Meat grinder należą do światowej czołówki, filmy o duchach rzadko sięgały poprzeczki wyznaczonej przez opowieść o nawiedzonych fotografiach. Co jakiś czas pojawiają się jednak pozycje udowadniające, że w dziedzinie nadprzyrodzonego straszenia Tajowie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
