Bez wątpienia wszystko zaczęło się od ogromnego zainteresowania japońskim Ringu Hideo Nakaty. Film z 1998 roku, a później jego kontynuacje, pokazały, że horror może straszyć inaczej niż zachodnie kino grozy. Nie musiał opierać się na przerażającym monstrum, krwawej jatce czy efektownym wyskakiwaniu zza rogu. Wystarczyła przeklęta kaseta, atmosfera narastającego niepokoju, sugestia i poczucie, że zło istnieje gdzieś bardzo blisko, ale nie daje się łatwo nazwać. Amerykanie bardzo szybko dostrzegli w tym potencjał. Jak zauważono w jednej z recenzji Filmwebu, na początku lat dwutysięcznych hollywoodzcy producenci zobaczyli, że w azjatyckich horrorach tkwi ogromna siła, a filmem, który zapoczątkował tę modę, był The Ring Gore’a Verbinskiego [3].
I tu pojawia się pierwsza odpowiedź: Amerykanie kręcą remaki, bo widzą w nich potencjał komercyjny. Skoro dana historia sprawdziła się w Japonii, Korei, Hongkongu czy Tajlandii, można było spróbować przenieść ją na rynek zachodni. The Ring z 2002 roku był właśnie takim przypadkiem. Amerykańska wersja miała wykorzystać sukces japońskiego pierwowzoru, ale jednocześnie podać tę historię widzowi przyzwyczajonemu do innego języka filmowego, innego tempa i innych środków grozy. W tym sensie remake stawał się nie tylko powtórzeniem, ale też produktem przygotowanym pod konkretną publiczność.
Bardzo trafnie ujął to Krzysztof Gonerski w rozmowie opublikowanej na łamach ArtPapieru. Stwierdził, że „Amerykanie wolą zrobić remake zagranicznego filmu, niż wyświetlać oryginał z napisami” [1]. To zdanie dobrze pokazuje praktyczną stronę całego zjawiska. Nie chodzi wyłącznie o zachwyt nad azjatyckim horrorem, lecz także o przekonanie, że zachodni widz chętniej obejrzy historię opowiedzianą po angielsku, z rozpoznawalnymi aktorami i w realiach, które wydają mu się bliższe.
Problem polega jednak na tym, że azjatyckiego horroru nie da się tak po prostu przenieść z jednej kultury do drugiej, bez utraty części jego znaczeń. Właśnie tutaj zaczynają się największe spory między fanami oryginałów a widzami, którzy poznali te historie dopiero przez amerykańskie wersje. Japońskie Ringu działało przede wszystkim niedopowiedzeniem. Nie wszystko było w nim wyłożone wprost. Widz musiał sam dopowiadać sobie część sensów i właśnie to budowało niepokój. W amerykańskich remake’ach bardzo często pojawia się natomiast potrzeba wyjaśnienia wszystkiego do końca. Tajemnica zostaje uporządkowana, historia ducha dostaje więcej szczegółów, a lęk zostaje ubrany w bardziej hollywoodzką formę. Nie znaczy to oczywiście, że każdy remake należy z góry skreślać. Sama również, mimo sceptycznego nastawienia, często po nie sięgam, właśnie po to, żeby móc porównać je z pierwowzorami. The Ring Verbinskiego jest jednym z tych przykładów, które do dziś wzbudzają różne opinie. Jedni uznają go za udaną amerykańską wersję, inni widzą w nim osłabienie tego, co w filmie Nakaty było najbardziej niepokojące. W kolejnej recenzji znajdującej się na Filmwebie pojawia się zarzut, że remake jest „pozbawiony specyficznego, mrocznego klimatu” [4]. I właśnie o ten klimat najczęściej rozbija się cała dyskusja.Podobny problem pojawia się przy kolejnych tytułach. Po sukcesie The Ring zaczęły powstawać następne „zamerykanizowane” wersje azjatyckich horrorów. Dark Water (2002) Hideo Nakaty doczekało się amerykańskiej wersji w 2005 roku, z Jennifer Connelly w roli głównej. Film próbował zachować melancholijny, ponury ton oryginału, ale w odbiorze wielu widzów stracił tę nieuchwytną tajemnicę, która tak mocno działała w japońskiej ,,Ciemnej wodzie''. W jednej z opinii o amerykańskim Dark Water pada krótkie zdanie: „Mało w nim strachu, więcej dramatu” [8]. I choć jest to tylko jedna opinia, dobrze oddaje częsty zarzut wobec takich remake’ów: zamiast grozy zostaje poprawnie zrealizowany dramat z elementami horroru.
Druga część amerykańskiej Klątwy z 2006 roku pokazała jednak, jak łatwo ten mechanizm zaczyna się wyczerpywać. Po raz kolejny przywołam tu cytat z jednej recenzji znajdującej się na Filmwebie, w której napisano, że „sprawdzony zespół tym razem jednak nie stanął na wysokości zadania” [7]. I znów wracamy do tego samego problemu: kiedy remake albo kontynuacja zaczyna istnieć głównie dlatego, że poprzedni film zarobił pieniądze, bardzo łatwo zgubić to, co w oryginale było najważniejsze. W przypadku Ju-On była to przecież nie tylko sama postać Kayako, ale też specyficzna konstrukcja klątwy, domu, powracającej traumy i śmierci, która nie daje się zamknąć w prostym, logicznym porządku.
Jeszcze ostrzej wypadły reakcje na remake tajskiego Shuttera. Oryginał z 2004 roku był jednym z tych filmów, które potrafiły naprawdę mocno przerazić widza. Amerykańska wersja (recenzja tutaj) z 2008 roku nie spotkała się już z takim entuzjazmem. Na Filmwebie napisano wręcz, że remake „kompletnie rujnuje magię tego obrazu” [5]. To mocne stwierdzenie, ale dobrze pokazuje emocje, jakie często budzą zachodnie przeróbki azjatyckich horrorów. Fani oryginałów mają poczucie, że Hollywood bierze sam pomysł, ale zostawia za sobą jego ducha.
Podobnie można spojrzeć na The Eye. Film braci Pang z 2002 roku miał w sobie coś, czego nie dało się łatwo przełożyć na bardziej gładką, zachodnią narrację. Historia kobiety, która po przeszczepie rogówki zaczyna widzieć zmarłych, opierała się nie tylko na samym pomyśle fabularnym, ale też na relacji między światem żywych i światem duchów. W jednej z recenzji amerykańskiego Oka (2008) pojawia się co prawda opinia, że remake jest dobrym horrorem, ale jednocześnie autor przyznaje: „Brakowało mi czegoś” [9]. I chyba właśnie to „coś” najczęściej ginie po drodze.
Dlaczego więc Amerykanie kręcą remaki azjatyckich horrorów? Po pierwsze, dlatego, że oryginały odniosły sukces i zwróciły uwagę producentów. Po drugie dlatego, że hollywoodzki rynek woli ukazać zagraniczną historię w oswojonej, anglojęzycznej formie. Po trzecie, dlatego, że remake pozwala wykorzystać gotowy pomysł, znaną legendę albo sprawdzony motyw, a jednocześnie sprzedać go nowej publiczności. Nie można też zapominać o zwykłym rachunku ekonomicznym. Jeśli film z Azji budzi zainteresowanie, a jego amerykańska wersja może przyciągnąć do kin więcej widzów, producenci bardzo chętnie po niego sięgają.
Tyle że w horrorze azjatyckim bardzo ważne jest nie tylko „co” się opowiada, ale także „skąd” ta historia wyrasta. Duch w japońskim, koreańskim, tajlandzkim czy hongkońskim kinie grozy często nie jest wyłącznie ozdobą fabuły. Wiąże się z tradycją, religią, dawnymi wierzeniami, poczuciem winy, pamięcią o zmarłych albo lękiem przed tym, co wraca z przeszłości. W tekście o tradycji J-horroru bardzo dobrze ujęto to zdaniem, że amerykańskie remake’i często zachowują jedynie „atrakcję”, a nie „treść” [2]. I chyba trudno lepiej nazwać to, co dzieje się z wieloma takimi produkcjami.W azjatyckich horrorach ogromną rolę odgrywa tajemnica. Włosy, woda, stara kaseta, szkoła, mieszkanie, klątwa, zdjęcie albo oko nie są tylko rekwizytami. One niosą ze sobą znaczenia, które dla zachodniego widza nie zawsze są od razu czytelne, ale właśnie dlatego potrafią działać tak mocno. Amerykański remake bardzo często próbuje te elementy uprościć, wyjaśnić albo zamienić w efektowną scenę grozy. W rezultacie zostaje obraz, ale traci się głębię. Zostaje duch, ale znika część kulturowego ciężaru, który sprawiał, że pierwowzór był tak niepokojący.
Nie chcę przez to powiedzieć, że wszystkie amerykańskie remaki są sobie równe i wszystkie należy wrzucić do jednego worka. Są filmy lepsze i gorsze, są też takie, które mimo zmian potrafią zachować coś z pierwotnego klimatu. Jednak patrząc na całe zjawisko, trudno nie zauważyć, że Hollywood najczęściej interesuje się azjatyckim horrorem wtedy, gdy można go przerobić na produkt bardziej przystępny dla własnej publiczności. I właśnie w tym tkwi największy paradoks. Amerykanie sięgają po te historie dlatego, że są inne, ale później często odbierają im tę inność, żeby stały się łatwiejsze do sprzedania.
Dlatego, jeżeli ktoś naprawdę interesuje się azjatycką grozą, powinien sięgać przede wszystkim po oryginały. To w nich najlepiej widać, czym różni się wschodnie myślenie o strachu od zachodniego. Remake może być ciekawostką, punktem porównania albo próbą przełożenia jednej wrażliwości na drugą. Jednak to pierwowzory pokazują, dlaczego Ringu, Ju-On, Dark Water, Shutter czy The Eye zapisały się w historii kina grozy tak mocno. I chyba właśnie dlatego, mimo całej hollywoodzkiej machiny, do tych oryginałów wciąż chce się wracać.
Autor: Agnieszka Kijewska
Źródła online:
[1] ArtPapier - „horror jako dzieło sztuki” - https://artpapier.com/index.php?artykul=3107&page=artykul&wydanie=145
[2] Strach ma skośne oczy - „J-Horror: tradycja i nowoczesność na przykładzie The Ring-Krąg, cz. I” - https://strachmaskosneoczy.blogspot.com/2014/12/j-horror-tradycja-i-nowoczesnosc-na.html
[3] Filmweb - recenzja „Wyjątkowo udany remake”, The Ring (2002) - https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-The+Ring-16807
[4] Filmweb - recenzja The Ring (2002) - https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-The+Ring-491
[5] Filmweb - recenzja „Widmo, czyli cień dobrego kina”, Shutter – Widmo (2008) - https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Shutter+Widmo-7965
[6] Filmweb - pressbook Grudge – Klątwa 2 (2006) - https://www.filmweb.pl/film/Grudge+Kl%C4%85twa+2-2006-190316/pressbook
[7] Filmweb - recenzja Grudge – Klątwa 2 (2006) - https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Grudge+Kl%C4%85twa+2-4089
[8] Filmweb - Dark Water – Fatum (2005), opinie użytkowników. - https://www.filmweb.pl/film/Dark%2BWater%2BFatum-2005-124124
[9] Filmweb - recenzja „Rozmazany świat”, Oko (2008) - https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Oko-7895
Filmy:
1. Ringu, reż. Hideo Nakata, Japonia 1998
2. Ringu 2, reż. Hideo Nakata, Japonia 1999
3. Dark Water, reż. Hideo Nakata, Japonia 2002
4. Shutter, reż. Banjong Pisanthanakun, Parkpoom Wongpoom, Tajlandia 2004
5. Ju-On: The Grudge, reż. Takashi Shimizu, Japonia 2003
6. Ju-On: The Grudge 2, reż. Takashi Shimizu, Japonia 2003
7. The Eye, reż. Oxide Pang Chun, Danny Pang, Hongkong 2002
8. The Ring, reż. Gore Verbinski, USA 2002
9. The Ring 2, reż. Hideo Nakata, USA 2005
10. Dark Water, reż. Walter Salles, USA 2005
11. Shutter, reż. Masayuki Ochiai, USA 2008
12. The Grudge, reż. Takashi Shimizu, USA 2004
13. The Grudge 2, reż. Takashi Shimizu, USA 2006
14. The Eye, reż. David Moreau, Xavier Palud, USA 2008

