piątek, 24 kwietnia 2026

Hei tai yang 731 si wang lie che (aka Men Behind the Sun 3: A Narrow Escape/Maruta 3: Destroy All Evidence/Men Behind the Sun 3: Ucieczka w ostatniej chwili); Hongkong

   W dzisiejszych czasach, gdy jakość serii spada, twórcy natychmiast szukają nowego reżysera, aby odbudować jej reputację. Jednak w przypadku serii Men Behind the Sun reżyser poprzedniej części pozostał ten sam, więc od razu można było założyć, że powiewem świeżości pachnieć tu nie będzie. Tak niestety się stało.
Już w przypadku poprzedniej odsłony, obserwowaliśmy oznaki spadku jakości, ale jak widać spłynęło to po Godfrey'u Ho, jak po gumowej kaczce i nie musieliśmy długo czekać, aż dostaliśmy sequel zatytułowany MBtS: Narrow Escape, w którym Ho wyrzucił niemal wszystko, co sprawdziło się w poprzednich częściach, a zamiast tego otrzymaliśmy prosty film, doprawiony głupią, banalną fabułą i drobnymi morderstwami. Ale czego można oczekiwać od filmu, który zaczyna się od piosenki przewodniej Supermana w pierwszych 30 sekundach?

Ostatnie dni działalności japońskiej Jednostki 731 w Mandżurii pod koniec II wojny światowej. Dowództwo nakazuje zniszczenie obozu i wszystkich dowodów zbrodni. Podczas ewakuacji jeden z żołnierzy zostaje zarażony śmiertelnym wirusem wyhodowanym w laboratorium i wsiada do pociągu jadącego do Japonii, stając się biologiczną "tykającą bombą".

Okej, nie zamierzać owijać w bawełnę i przyznam bez ogródek, że ta część jest jeszcze bardziej toporna, niż druga. Właściwie próżno tu szukać jakiegokolwiek drastycznego horroru, jak to miało miejsce w przypadku pierwszego Men Behind the Sun (1988). Tu raczej mamy do czynienia z dramatem wojennym i nie bez powodu krytycy czepiają się, że nie ma tu krzty oryginalności, a sama fabuła nadmiernie wykorzystuje sceny gore z poprzednich części. Oprócz tego mamy tu wiele scen retrospekcji, które również wpływają na brak świeżości i w gruncie rzeczy otrzymujemy tzw. ,,odgrzewany kotlet''.
Tu nie ma już najmniejszego śladu po surowej brutalności typowej dla dwóch pierwszych części, a twórcy nie zawracali sobie głowy nawet wymyślaniem okrutnych morderstw, skoro kontynuują serię MBtS. Mamy jednak mnóstwo powtarzających się elementów, i to nie tylko w dobrym tego słowa znaczeniu: choć pod tytułem głównym nadal widzimy sceny z II wojny światowej, 93-minutowy czas trwania filmu nie wnosi wiele nowego. Poza kilkoma dodatkowymi informacjami, widzimy bardzo niewiele morderstw, a nawet te są jedynie skopiowane, przedstawione bez cienia brutalności i oglądając je, odnosimy wrażenie, że już wszystko to widzieliśmy wcześniej. Nie ma „nowych” elementów, takich jak masowe mordy, pochówki, dźgnięcia w brzuch i tym podobne, jeśli widzimy je tylko przez chwilę, z powodu beznadziejnej pracy kamery. Z drugiej strony piękne krajobrazy, ujęcia lotnicze i zróżnicowane lokalizacje wyraźnie pokazują, że zespołowi udało się nakręcić film przy większym budżecie niż w poprzednich częściach. Cieszące oko widoki nie ratują jednak filmu, od którego oczekujemy poziomu zbliżonego do oryginału, brutalnego, szokującego, ze scenami, które zapadną nam w pamięć na długi długi czas. Nic z tych rzeczy. MBtS 3 nie dorównał oczekiwanemu poziomowi. Nie ratują też filmu ukazane sceny walki (tak charakterystyczne dla Ho), gdyż i te były już obecne w drugiej części, więc nie widzę sensu, aby miały się i tu pojawiać, bo i po co? No, ale stało się inaczej i sceny walk są i owszem i to nawet w większej ilości, niż w swojej poprzedniej części. Jednak, jak można było się spodziewać, sceny te są tak głupie i pozbawione logicznego sensu, że stają się po prostu wręcz śmieszne. 

Możemy podziękować Andrew Yu i Gong Zhu za powracających aktorów w rolach dowódców obozów, a oprócz nich pojawiają się na ekranie zupełnie nowe twarze, grające odrażające postacie. Nie nazwalibyśmy żadnego z nich sympatycznymi, wręcz przeciwnie – irytującymi: ich gra aktorska jest gorsza nawet od ról, które odtwarzają. Ich ruchy przypominają ruchy marionetek, ich mowa ciała jest zerowa i być może tylko w młodej pielęgniarce dostrzegamy jakiś stopień umiejętności aktorskich. Cała reszta jest po prostu żenująca i nie widzę praktycznie nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób ,,podbudować'' tą część i jakoś specjalnie Was do niej zachęcić, jeśli jeszcze nie mieliście jej okazji obejrzeć (a nie macie czego żałować). 

MBtS 3 popełniła błąd, chcąc odświeżyć serię, nadać jej inny kierunek, ale ta część okazała się dość słaba nie tylko dla serii, ale także dla gatunku horroru. Nic dziwnego, że twórca pierwszej części MBtS, Tun Fei Mou, przejął stery i przywrócił wszystko, co kochaliśmy w serii w czwartej części, ale o tym następnym razem...

MOJA OCENA:
👹👹👹👹 4/10

Reżyseria:
Godfrey Ho

Scenariusz:
Sai Yin Fong

Rok produkcji:
1994

Obsada:
Te-Lo Mai
Andrew Yu
Gong Zhu