Do Bloody Smart podchodziłam z naprawdę dużą ciekawością. Już sam pomysł wydawał się ryzykowny, ale jednocześnie bardzo kuszący: zamiast po raz kolejny przenosić na ekran jedno konkretne opowiadanie Junjiego Itō, tajwańscy twórcy postanowili zebrać kilka jego najbardziej charakterystycznych pomysłów, postaci oraz obrazów i umieścić je w obrębie jednej historii. To rozwiązanie od początku budziło moje zainteresowanie, bo proza – a właściwie przede wszystkim wyobraźnia – Itō nie należy przecież do najłatwiejszych do ekranizowania. Jego historie często opierają się na absurdzie, grotesce i niepokojących obrazach, których siła wynika nie tylko z samego pomysłu, lecz także z charakterystycznej kreski autora oraz sposobu stopniowego prowadzenia czytelnika ku coraz większemu szaleństwu. Przeniesienie tego świata na ekran zawsze wiąże się więc z ryzykiem utraty części jego osobliwości.,,Bloody Smart'' rozgrywa się w niewielkim tajwańskim miasteczku, w którym niemal całe życie mieszkańców podporządkowane jest edukacji, wynikom w nauce i dążeniu do doskonałości. W tej pozornie uporządkowanej społeczności pojawia się jednak tajemnicze Drzewo Krwawych Owoców. Jego czerwone owoce rozdaje potrzebującym enigmatyczny chłopiec ubrany na czarno. Ich spożycie wydobywa na powierzchnię skrywane pragnienia, lęki i tłumione emocje, prowadząc do coraz bardziej niepokojących i groteskowych zdarzeń.
Punktem wyjścia jest historia matki i córki przybywających do odizolowanego Chongming, miejscowości słynącej z niezwykłych wyników uczniów. Zhao Jiaqi ma przygotować się tam do kolejnego podejścia do egzaminów, podczas gdy jej matka, He Lifen jest przekonana, że edukacyjny sukces córki wart jest niemal każdego poświęcenia.
Oficjalne materiały wymieniają wśród inspiracji m.in. Tomie, Sōichiego, Slug Girl, The Hanging Balloons, Tomio: Red Turtleneck oraz pięknego chłopca z Lovesickness, a w serialu pojawiają się także motywy związane z krwawymi drzewami i owocami. Nie są to jednak wierne ekranizacje kolejnych historii. Bohaterowie, obrazy i idee zostały wyjęte z pierwotnych kontekstów i podporządkowane zupełnie nowej fabule i właśnie w tym miejscu znajduje się zarówno największa zaleta, jak i największa wada Bloody Smart.
Sam pomysł uważam za naprawdę interesujący. Zamiast próbować imitować Japonię, twórcy osadzili groteskę Itō w realiach tajwańskiej kultury edukacyjnej. Horror zostaje więc związany z presją osiągnięć, rodzicielskimi ambicjami i przekonaniem, że człowiek ma wartość tylko wtedy, kiedy okazuje się wystarczająco dobry. W rezultacie najstraszniejszy potwór w Bloody Smart niekoniecznie ma zdeformowane ciało. Czasem jest nim rodzic wypowiadający spokojnym głosem coś w rodzaju: „robię to przecież dla twojego dobra” i właśnie wtedy serial działa najlepiej.
Pozwólcie, że poniżej króciutko omówię każdy z dziesięciu odcinków, jednak bez większego spoilerowania.
Pierwszy epizod poświęcono przede wszystkim wejściu do świata serialu. Poznajemy Jiaqi, jej relację z matką oraz zasady panujące w Chongming. Pojawiają się szkoła, hierarchia uczniów i przede wszystkim mgła, która od początku staje się jednym z najważniejszych elementów wizualnych produkcji.
Pod względem grozy jest to jeszcze bardziej thriller psychologiczny niż pełnoprawny horror. Serial nie rzuca od razu wszystkich potworów na ekran, tylko próbuje wywołać poczucie, że z tym miejscem jest coś głęboko nie w porządku. I moim zdaniem to dobry wybór. Szkolne korytarze, zamknięte pomieszczenia i dziwnie spokojne zachowanie mieszkańców wypadają momentami bardziej niepokojąco niż późniejsza dosłowna groteska.
Drugi odcinek rozwija tajemnicę miasta i wprowadza mocniej postać chłopca w czerni, wyraźnie inspirowanego pięknym chłopcem z Lovesickness. Zaczyna się również zaznaczać temat ucieczki – zarówno fizycznej, jak i psychicznej – od systemu, który coraz bardziej osacza młodych bohaterów.
Poziom grozy nadal określiłabym jako umiarkowany. Więcej jest atmosfery i niepewności niż makabry. Dobrze pracuje tutaj sceneria: mgła, las i odizolowanie miejscowości tworzą wrażenie pułapki. Trochę gorzej wypada tempo. Serial bardzo długo ustawia pionki na planszy i można zrozumieć widzów, którzy narzekali, że pierwsze trzy odcinki rozwijają się zbyt wolno. Takie opinie rzeczywiście pojawiały się po tajwańskiej premierze.
W trzecim odcinku Bloody Smart zaczyna wreszcie pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Rywalizacja między uczniami staje się coraz bardziej toksyczna, pojawiają się kolejne odniesienia do mang Itō, a do historii wprowadzany jest również Sōichi wraz ze swoim zamiłowaniem do klątw i makabrycznych zabaw.
Groza wyraźnie rośnie, ale jednocześnie zaczyna być widoczny jeden z problemów całego serialu. Twórcy chcą zmieścić bardzo dużo. Mamy główną tajemnicę, szkolną rywalizację, relacje rodzinne, wątki poszczególnych uczniów i jednocześnie kolejne ikoniczne elementy twórczości Itō.
Na poziomie pojedynczych scen potrafi to działać świetnie. Jako większa opowieść zaczyna jednak sprawiać wrażenie horrorowego kolażu.
Czwarty epizod mocniej wykorzystuje motyw Tomie, choć serialowa postać nie jest po prostu kopią bohaterki mangi. Twórcy wykorzystują przede wszystkim temat piękna, narcystycznego pragnienia doskonałości i ciała, które przestaje podlegać normalnym zasadom.
To jeden z momentów, w których Bloody Smart najbliżej podchodzi do klasycznego body horroru Itō. Efekty specjalne zaczynają odgrywać znacznie większą rolę, ale co istotne, twórcy nie polegali wyłącznie na CGI. Przy realizacji deformacji inspirowanych Tomie korzystano z charakteryzacji, fizycznych modeli, skanowania 3D oraz późniejszego komputerowego uzupełniania ruchu, ran i detali. Właśnie takie połączenie praktycznych efektów z cyfrowymi uważam za najlepszą stronę wizualną serialu.
Piąty odcinek kieruje uwagę w stronę jednej z najbardziej rozpoznawalnych historii Itō – „Slug Girl”. Jednocześnie motyw przemiany ciała zostaje tutaj połączony z czymś bardzo przyziemnym: poczuciem własnej niższości, pozycją społeczną i desperacką potrzebą dorównania innym.
To bardzo dobre zestawienie, bo groteska nie pojawia się tylko po to, żeby obrzydzić widza. Fizyczna deformacja staje się materialnym odbiciem tego, co dzieje się wcześniej w psychice bohatera.
Realizacyjnie jest to jeden z ciekawszych fragmentów produkcji. Przy scenach ze ślimakami wykorzystano prawdziwe zwierzęta, modele fizyczne i CGI, a bardziej złożone ujęcia wykonywano cyfrowo. Ekipa przygotowała nawet fizyczne elementy pozwalające aktorom rzeczywiście reagować na coś znajdującego się na planie, zamiast odgrywać kontakt z całkowicie niewidzialnym obiektem.
Poziom grozy zdecydowanie idzie tutaj w górę. Jeśli ktoś czeka przede wszystkim na body horror, okolice piątego i szóstego odcinka powinny być dla niego znacznie ciekawsze niż początek.
Szósty epizod rozwija konsekwencje wcześniejszych pragnień i obsesji. Coraz częściej zaciera się granica pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co może być efektem działania samego Chongming i tutaj szczerze przyznam, że mam mieszane odczucia wobec sposobu wykorzystania Itō.
Jego najlepsze historie są przerażające również dlatego, że często nie próbują wszystkiego wyjaśniać. Absurd pojawia się, istnieje i nie musi posiadać racjonalnej funkcji. Bloody Smart próbuje natomiast połączyć niemal wszystkie anomalie w jeden system. Owszem, zyskuje na tym fabuła, ale traci sama groza.
Kiedy widz zaczyna rozumieć mechanizm działania kolejnych dziwactw, przestają one być całkowicie nieprzewidywalne. Podobny zarzut pojawiał się w tajwańskich dyskusjach – część fanów uważała, że podporządkowanie ikonicznych obrazów konkretnej logice pozbawiło je charakterystycznej dla Itō irracjonalności.
Siódmy odcinek wyraźnie przyciemnia ton i mocniej rozwija motyw zemsty oraz przemiany ofiary w kogoś, kto sam zaczyna przekraczać kolejne granice.
Wizualnie, właśnie druga połowa sezonu ma najwięcej do zaoferowania fanom groteski. Pojawia się więcej organicznych form, krwi, deformacji i przestrzeni, które zaczynają wyglądać tak, jakby natura w Chongming również uległa zakażeniu ludzkimi pragnieniami.
Jednocześnie coraz bardziej odczuwalne jest fabularne przeładowanie. Serial ma dziesięć odcinków, ale chwilami zachowuje się tak, jakby chciał opowiedzieć materiał w kilku oddzielnych miniserialach.
Ósmy epizod jest dla mnie interesujący przede wszystkim ze względu na przesunięcie ciężaru z samego potwora na rodzicielską obsesję.
To właśnie tutaj szczególnie dobrze widać główną myśl serialu: miłość może stać się formą przemocy, kiedy rodzic przestaje widzieć w dziecku autonomicznego człowieka, a zaczyna traktować je jak projekt wymagający doprowadzenia do perfekcji.
Horror cielesny nadal jest obecny, ale bardziej niepokoją mnie sceny, w których dorośli potrafią zaakceptować rzeczy ewidentnie nienormalne, jeśli tylko obiecują one lepszy wynik, wyższą pozycję czy sukces ich dziecka. Pod tym względem Bloody Smart trafia naprawdę celnie.
Przedostatni odcinek przesuwa serial bardziej w stronę thrillera i odsłaniania struktur rządzących Chongming. Groteska schodzi chwilami na drugi plan, a coraz większe znaczenie mają zależności między bohaterami i pytanie, kto właściwie podtrzymuje cały ten system, i tutaj wychodzi słabość scenariusza. Serial bardzo długo buduje tajemnicę, by później stosunkowo dużo tłumaczyć. Horror, który wcześniej funkcjonował jako niejasne zagrożenie, staje się coraz większym elementem konkretnej intrygi.
Nie wszystkim przypadła również do gustu gra aktorska. Szczególnie występ Chen Yan-fei jako Jiaqi podzielił widzów: jedni bronili jej ekspresyjnego sposobu grania, inni krytykowali dykcję i przesadnie intensywne sceny emocjonalne.
Sama powiedziałabym, że problem nie zawsze leży w aktorach. Dialogi bywają bardzo deklaratywne i czasami każą bohaterom wypowiadać na głos coś, co obraz spokojnie mógłby przekazać bez słów.
Finał domyka główne tematy serialu i mocniej niż horror eksponuje społeczną alegorię. Bez zdradzania szczegółów można powiedzieć, że ostatecznie znacznie ważniejsze od odpowiedzi na pytanie „czym jest potwór?” okazuje się pytanie: dlaczego ludzie są gotowi go zaakceptować?
To zakończenie dobrze podsumowuje problematykę Bloody Smart, chociaż mam wrażenie, że pod względem dramaturgicznym serial dociera do mety nieco zbyt szybko. Wcześniej poświęca wiele czasu pobocznym historiom, aby później w stosunkowo krótkim czasie pozamykać najważniejsze kwestie.
Dlatego finał satysfakcjonuje bardziej jako podsumowanie idei niż jako kulminacja horroru.
Jeśli chodzi o grozę w serialu, największym paradoksem Bloody Smart jest to, że potrafi bardzo dokładnie odtworzyć obrazy kojarzone z Junjim Itō, a jednocześnie nie zawsze potrafi odtworzyć towarzyszące im uczucie.
Dwugłowe deformacje, ślimaki, Sōichi, wiszące głowy, chłopiec w czerni, organiczne narośla – rozpoznawanie kolejnych odniesień daje fanowi mang sporo przyjemności. Momentami można potraktować serial niemal jak zabawę w wyszukiwanie ,,cytatów'' z twórczości japońskiego mangaki, tylko że horror Itō nie polega wyłącznie na groteskowym wyglądzie danej postaci. Znacznie ważniejsza jest jego nielogiczność.
Coś pojawia się w zwyczajnym świecie i zachowuje się według reguł, których człowiek nie jest w stanie zrozumieć. Tymczasem Bloody Smart bardzo chce zbudować spójny system. Z punktu widzenia scenariusza ma to sens, ale z punktu widzenia grozy czasami odbiera potworom ich tajemnicę, dlatego najbardziej niepokojące są dla mnie nie wielkie efekty, lecz momenty znacznie prostsze: pusta szkoła, mgła, dziwnie zachowujący się uczeń, rodzic całkowicie przekonany o słuszności własnego postępowania - to tam naprawdę czuć Itō.
Efekty specjalne. Tutaj twórcom zdecydowanie należy się uznanie.
Bloody Smart nie jest produkcją opartą wyłącznie na komputerowych efektach. Ekipa bardzo świadomie mieszała charakteryzację, fizyczne modele, prawdziwe obiekty i CGI. Mgłę wykonywano częściowo na planie, a następnie rozszerzano cyfrowo; przy bardziej złożonych ujęciach stosowano zarówno efekty 2D, jak i symulacje 3D w Houdini.
„Slug Girl” korzysta z prawdziwych ślimaków, modeli i grafiki komputerowej. Deformacje inspirowane Tomie łączą fizyczną charakteryzację z modelami 3D. Z kolei Hanging Balloons zostały ostatecznie wykonane jako pełne modele cyfrowe, ponieważ wcześniejsze próby oparte na materiale z aktorami nie dawały odpowiedniego efektu.
Oczywiście nie wszystko wygląda równie dobrze. Przy bardziej rozbudowanych scenach czasami widać ograniczenia budżetu, o których sami twórcy zresztą otwarcie mówili. Szczególnie Krwawe Drzewo miało początkowo otrzymać znacznie bardziej zdeformowaną, surrealistyczną formę, ale ostatecznie większą część efektu zrealizowano poprzez scenografię i rekwizyty, jednak mimo wszystko jest to chyba najbardziej konsekwentnie dopracowany element całej produkcji.
Warto też wspomnieć o całej scenerii serialu, bo ona potrafi naprawdę niepokoić. Bardzo podoba mi się samo Chongming.
Zdjęcia szkolne realizowano przede wszystkim w budynku szkoły w Wanli, natomiast leśne plenery powstawały m.in. w Wulai i na terenach Yangmingshan. Co ciekawe, scenografia mieszkań została celowo zróżnicowana tak, aby pokazywać status społeczny poszczególnych rodzin – od bardziej komfortowych apartamentów po prowizoryczną zabudowę biedniejszej części miasta. Jest to detal, ale bardzo ważny, bo pokazuje, że scenografia nie jest wyłącznie dekoracją.
Kolejnym bardzo ważnym elementem jest sama mgła, która staje się niemal osobnym bohaterem. Zasłania przestrzeń, odbiera orientację i sprawia, że zwyczajna droga przez las może wyglądać jak przejście do zupełnie innego świata.
Zdjęcia najlepiej wypadają właśnie wtedy, gdy pozwalają przestrzeni mówić. Gorzej, kiedy serial zaczyna mnożyć efektowne zbliżenia i przejścia montażowe. Tego typu zabiegi również znalazły się wśród elementów krytykowanych przez część widzów, którzy zarzucali reżyserii spowalnianie narracji niepotrzebnymi ujęciami.
Widzowie zaznajomieni choć trochę z tajwańskim kinem grozy doskonale wiedzą, że tamtejsze horrory potrafią być bardzo brutalne i krwawe. Nie inaczej jest i w tym wypadku.
Bloody Smart zdecydowanie nie należy do seriali, które oszczędzają widza pod względem brutalności. Twórcy dość chętnie epatują czerwoną posoką, co szczególnie mocno widać w scenach morderstw, samookaleczeń oraz tortur. Te ostatnie nabierają wyjątkowo drastycznego charakteru, zwłaszcza w końcowych odcinkach, kiedy serial wyraźnie podkręca poziom przemocy i coraz śmielej przekracza granicę między groteską a czystym body horrorem. Niektóre obrazy są celowo przesadzone i odpychające, ale dobrze wpisują się w estetykę inspirowaną twórczością Junjiego Itō, w której deformacja ciała, cierpienie i fizyczność grozy odgrywają przecież bardzo istotną rolę.
Aktorstwo. Obsada wywołała po premierze sporo dyskusji i częściowo rozumiem, dlaczego.
Gigi Leung jako He Lifen ma trudne zadanie, ponieważ jej postać balansuje pomiędzy troskliwą matką a osobą coraz bardziej podporządkowującą córkę własnym ambicjom. Najciekawsza jest wtedy, gdy kontrola nie przejawia się krzykiem, lecz spokojnym przekonaniem, że przecież wie najlepiej.
Chen Yan-fei jako Jiaqi wypada najlepiej w cichszych momentach bezradności i obserwacji otaczającego ją szaleństwa. Kiedy scenariusz wymaga kolejnych wybuchów emocjonalnych, jej gra staje się wyraźnie bardziej teatralna. Nie dziwi mnie więc, że właśnie ta rola tak mocno podzieliła widzów, ale za to bardzo dobrze sprawdzają się postacie wyciągnięte bezpośrednio ze świata Itō i tu na szczególną uwagę zasługuje aktorka grająca odpowiednik Tomie, która została wybrana m.in. ze względu na fizyczne podobieństwo do postaci, mimo że wcześniej nie miała doświadczenia aktorskiego. Reżyser zwracał szczególną uwagę na jej spojrzenie i sposób poruszania się. Z kolei przy obsadzaniu Sōichiego ważniejsza od podobieństwa fizycznego okazała się umiejętność oddania jego ekscentrycznej energii.
Warto wspomnieć również o oficjalnym motywie serialu „Am I Not Pretty?” autorstwa Chih Siou, który sam odpowiada za napisanie, skomponowanie i produkcję utworu.
Sam tytuł świetnie współgra z jednym z najważniejszych tematów Bloody Smart: pytaniem o to, jak daleko człowiek jest gotów się posunąć, aby spełnić cudze wyobrażenie o pięknie, inteligencji czy doskonałości.
Powstały również utwory promocyjne odnoszące się do świata serialu, w tym Bloody Smart grupy BOOM! oraz Metamorphosis, których teksty i klimat rozwijają motyw pragnienia prowadzącego do deformacji człowieka i rzeczywiście właśnie te bardziej groteskowe, charakterystyczne role zapadają w pamięć najmocniej.
Najciekawszy jest dla mnie ostatecznie nie sam pomysł zebrania postaci Itō, ale to, po co je tutaj zebrano. Krwawe owoce, deformacje i potwory można czytać jako materializację pragnień.
Chcesz być piękniejsza.
Chcesz być mądrzejszy.
Chcesz dostać się na najlepszą uczelnię.
Chcesz, żeby twoje dziecko osiągnęło więcej niż ty.
Żadne z tych pragnień samo w sobie nie jest czymś potwornym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek uznaje, że dla jego realizacji wolno poświęcić wszystko inne. Wtedy właśnie rodzi się horror. Pod tym względem tajwańskie realia naprawdę dobrze spotykają się ze światem Junjiego Itō. Jego groteskowe potwory bardzo często wyrastają przecież z obsesji – miłości, piękna, zazdrości, samotności, ciekawości czy potrzeby posiadania. Bloody Smart dodaje do tej listy jeszcze jedną: potrzebę sukcesu.
Reasumując. Bloody Smart nie jest adaptacją, którą nazwałabym bezwarunkowym sukcesem. Ma zbyt wiele pomysłów, zbyt wiele postaci i za bardzo chce sprawić, żeby wszystkie elementy świata Junjiego Itō pasowały do jednej układanki. Czasami traci przez to coś bardzo ważnego – absurd, tajemnicę i niewytłumaczalność, które powodują, że najlepsze historie japońskiego mangaki pozostają w głowie długo po przeczytaniu ostatniej strony, ale jednocześnie trudno odmówić twórcom ambicji.
Scenografia jest przemyślana, mglista miejscowość potrafi stworzyć bardzo dobry klimat, body horror ma kilka naprawdę mocnych momentów, a połączenie praktycznych efektów z CGI zasługuje na pochwałę. Podoba mi się również sam pomysł wykorzystania historii Itō do opowiedzenia o presji edukacyjnej, toksycznych oczekiwaniach rodziców i świecie, w którym wartość młodego człowieka zaczyna być mierzona wynikiem egzaminu.
Nie wszystkie elementy tej układanki do siebie pasują. Nie każda historia otrzymała tyle miejsca, ile potrzebowała, a momentami zamiast jednej spójnej opowieści dostajemy coś w rodzaju wystawy największych przebojów Junjiego Itō, ale paradoksalnie właśnie dlatego Bloody Smart jest produkcją, o której warto rozmawiać.
Nie zastąpi oczywiście mang. Nie odtwarza też w pełni tej specyficznej, irracjonalnej grozy, z której Itō jest znany. Jest raczej tajwańską wariacją na jej temat – nierówną, chwilami chaotyczną, czasami zbyt dosłowną, ale mającą własny pomysł na wykorzystanie jego potworów i uważam, że chyba najlepiej oglądać ją właśnie w ten sposób - nie jako wierne przeniesienie Junjiego Itō na ekran, ale jako wyprawę do miejsca, w którym jego koszmary spotkały się z bardzo realnym strachem przed byciem niewystarczająco dobrym.
Co ważne, tym razem również polski widz nie musi ograniczać się do czytania o tej dość nietypowej adaptacji. Bloody Smart jest już dostępny w naszym kraju na CDA Premium, gdzie znajdziemy go pod polskim tytułem Smart: Przeklęta szkoła. Jeśli więc jesteście ciekawi, jak świat Junjiego Itō prezentuje się przepuszczony przez tajwańską wrażliwość i połączony z horrorem o edukacyjnej presji, możecie przekonać się o tym sami.
MOJA OCENA:👹👹👹👹👹👹👹👹👹 9/10
Reżyseria:
Chun-Yi Hsieh
Scenariusz:
Chun-Yi Hsieh
Yu Pei
Zhen Ya-Lan
Na podstawie twórczości: Junji Itō
Rok produkcji:
2026
Obsada:
Gigi Leung
Buffy Chen
Jie-En Yu
Joe Shu-Wei Chang
Yorke Sun
Winston Chao
Hsiu-Fu Liu
Elly Hsu
Tsung Sheng Tang
Wei-Ling Cheng
Wan-Ru Zhan
Devin Pan
Kuo-Feng Huang
Andrew Liu
Tien-Hsin
Wu Yi-Jung
En-yung Wang
Hung Lei