Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TAJWAN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TAJWAN. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2026

Pagui

     Pagui to tajwańska gra przygodowa, która łączy w sobie elementy horroru, lokalnego folkloru opartego na wierzeniach w istoty nadprzyrodzone i eksploracji. Kiedy gra tylko wpadła mi w ręce i miałam sposobność w nią zagrać, nie torturowałam się zbyt długo ciekawością, gdyż chciałam też przede wszystkim zobaczyć, jak w wirtualnej grozie radzą sobie Tajwańczycy i wiecie co? Nie wyszło to jakoś tragicznie. Nie dość, że gra podejmuje ciekawą tematykę eksploracji nawiedzonego miasta, w którym będziemy mieli możliwość walczyć z różnej maści duchami, to dodatkowo nasze oczy cieszy całkiem ładna grafika, a uszy pieści spokojna muzyka, która jednak doskonale wpisuje się w cały ton gry i wydarzenia, jakie akurat mamy okazję oglądać na ekranie.
Cała akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku i początkowo to, co wzbudzało moje obawy, szybko okazało się atutem tej gry, gdyż tytuł ten mocno czerpie z lokalnego folkloru, wierzeń religijnych oraz prawdziwych wydarzeń historycznych z tamtego okresu.

sobota, 16 maja 2026

Ni Wa Wa (aka Mudborn); Tajwan

     Azjatycki horror już od dawien dawna ,,karmi'' nas historiami, których podstawa tkwi w lokalnych legendach i ludowych podaniach. Zazwyczaj głównym bohaterem jest duch skrzywdzonej i zmarłej w gniewie lub w żalu kobiety, która w późniejszym czasie mści się na każdym, kto ma lub miał z nią jakąkolwiek styczność: może to być przejęcie jakiegoś przedmiotu należącego do ducha lub odwiedzenie miejsca, w którym doznał on szczególnego bólu. Podobnie ma się sprawa z najnowszym tajwańskim horrorem w reżyserii Shieh Meng-ju Mudborn, który od marca tego roku dostępny jest na platformie streamingowej Netflix.
Początkowo obawiałam się, że będę miała do czynienia z mdłym i oklepanym kinem grozy (choć Tajwan raczej mnie nie zraził swoimi horrorami jak do tej pory), ale wiecie co? Na szczęście się myliłam, gdyż film Meng-ju okazał się prawdziwą niespodzianką. To solidny i przede wszystkim efektowny horror, łączący w sobie niepokojące tradycje ludowe z cyfrowymi koszmarami.

poniedziałek, 5 stycznia 2026

The Boba Teashop

       Nie ma co ukrywać, że w pracy spędzamy większość dnia (niektórzy niemal prawie cały). Jest to ważny element naszego życia, gdyż pozwala nam zaspokajać codzienne potrzeby materialne, ale też budować stosunki międzyludzkie. Jedni mają mniej stresującą pracę, inni bardziej, co w krajach azjatyckich jest dosyć sporym problemem, gdyż w dużej mierze często gęsto prowadzi to do licznych samobójstw. Właśnie w tym zakątku naszego globu istnieje wiele legend i podań o kobietach, które pod wpływem stresu skaczą z dachów budynków swoich biurowców (choć to nie reguła) albo wieszają się, nawiedzając potem swoje miejsca pracy. Dziwne dźwięki, tajemnicze cienie czy niewytłumaczalne zjawiska towarzyszą wówczas innym pracownikom takiego nawiedzonego budynku. 
W podobnym tonie utrzymana jest gra The Boba Teashop, co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu ,,Herbaciarnię Boba''. Owszem, to nie biurowiec, ale grając w tą grę, od razu czujemy, że coś nie w porządku jest z tym miejscem...

czwartek, 11 kwietnia 2024

Zhou (aka Incantation/Powrót klątwy); Tajwan

    ,,Czy wierzysz w takie rzeczy, jak błogosławieństwa?'' - otwierająca narrację bohaterka Powrotu klątwy pyta publiczność. Tajwański horror wyreżyserowany przez Kevina Ko jest nakręcony w stylu ,,znalezionego materiału filmowego''. Z reguły są one zaprojektowane tak, aby były bardziej niepokojące niż przerażające. Biorąc pod uwagę ich skłonność do prezentowania okropnych obrazów w (miejmy nadzieję) realistyczny sposób, urzekają, ułatwiając widzom pozbycia się uczucia niedowierzania. Powrót klątwy, który obecnie można obejrzeć w serwisie Netflix, wykonuje swoje zadanie w bardzo przyzwoity sposób. Jego niesamowita atmosfera i przekonująca gra aktorska podnoszą jego walory na gruncie grozy filmowej i sprawiają, że nie jest to kolejny banalny found footage, które nas w ostatnim czasie masowo zalewają. Horror ten wykorzystuje swoje założenie okultystyczne i dodaje do gatunku oryginalnego aspektu. Demonologia wokół danej istoty jest tak szczegółowa i graficzna, że może przyprawić o dreszcze każdego widza, a nieliczne emocjonalne momenty są tak silne, że potrafią zrównoważyć ogólny przygnębiający i niepokojący charakter tej niesamowitej, nowoczesnej opowieści o duchach.

czwartek, 25 stycznia 2024

Ku bei (aka The Sadness/Smutek); Tajwan

     Obecnie Tajwan, podobnie jak Indonezja kilka lat wcześniej coraz prężniej się rozwija na gruncie filmowej grozy. Niegdyś na palcach jednej ręki można było wymienić horrory powstałe w tym azjatyckim kraju, a to i tak z nielicznymi wyjątkami z reguły nie było to nic interesującego. Ewidentnie tajwański horror filmowy zaczyna ewoluować, czego przykładem zdecydowanie jest największy fenomen w ostatnim czasie, jaki pojawił się na rynku filmowej grozy. Chodzi mianowicie o debiut fabularny kanadyjskiego reżysera i scenarzysty Roba Jabbaza, który jest dosłownie przesiąknięty wiadrami poczerniałej krwi. Film zainspirowany niezachwianą graficzną serią komiksów Gartha Ennisa Crossed, w podobny sposób zachwyca najokrutniejszymi aktami przemocy, jakie ludzie są w stanie wyrządzić sobie nawzajem. Głównym założeniem filmu jest na pewno rozprzestrzeniająca się pandemia - temat tak bardzo na czasie w teraźniejszym życiu. Wprawdzie nawiązania do COVID nie są aż tak bardzo jawne, jednak za sprawą swojej brutalności i niesamowicie krwawych scen pokazuje nam każde tabu, a jednocześnie dokładnie prezentuje, jak szybko rozpadające się społeczeństwo jest się w stanie unicestwić. 

piątek, 2 listopada 2018

Zhaibian (aka The Heirloom/Dziedzictwo); Tajwan

    Mam wrażenie, że przy tej produkcji zmarnowano olbrzymi potencjał, bo pomysł z ponurym domostwem i potężną klątwą był naprawdę niczego sobie. Jednak w całości produkcji okazała się to zupełnie inna bajka i aż dziw bierze, że krytycy filmowi na całym świecie okrzyknęli go jednym z najlepszych chińskich horrorów ostatnich lat (!!!) Może ja się nie znam...może oglądanie już tyle lat azjatyckich horrorów ,,przeżarło'' mój umysł na tyle, że niekiedy nie jestem w stanie wykrzesać niczego konkretnego z filmu, który dla mnie wydaje się przeciętny, ale innym bardzo się podoba. Nie wiem, nie mnie to oceniać. Oglądam i omawiam film pod swoim kątem, a wiadomo - są gusta i guściki, a o tych się nie dyskutuje. Nie znajdzie się dwóch takich samych opinii, więc jak świat długi i szeroki - noty recenzenckie mogą być najróżniejsze i tak też się dzieje w tym przypadku. 

czwartek, 1 listopada 2018

Xiong mei (aka Good Will Evil); Tajwan

    Film ten generalnie przyjmuje się jako horror, jednak prawda jest taka, że zamiast horroru dane jest nam oglądać całkiem przyzwoity dramat. Może i bym skłamała, gdybym napisała, że nie wieje od niego dreszczykiem i owszem - niektóre sceny są całkiem ''groźne'' i czujemy od nich coś złowrogiego, jednak końcówka filmu ukazuje nam, że przez  cały seans nie mieliśmy do czynienia z żadnym złym duchem, a jedynie z duchem opiekuńczym, co diametralnie zmienia całą otoczkę Good Will Evil. Wiem, że nie wszystkim taki tok sprawy się spodoba i pewnie już wielu na początku skreśli ten tytuł, ale powiem Wam - powoli...nie spieszcie się tak z jego negatywną oceną, bo w gruncie rzeczy film Lin i Wanga to obraz całkiem udany i zakładam, że podczas seansu wciągniecie się w niego nieco.

niedziela, 14 października 2018

Jue ming pai dui (aka Invitation Only); Tajwan

    Kto by pomyślał, że tajwański horror może być równie ''porąbany'' co zachodnie produkcje? Film chory i zdeprawowany - nie gorszy od znanych filmów grozy, takich jak HostelPiła czy kultowa japońska seria Guinea Pig. Tortury i porno są tu ukazane jako makabryczna forma rozrywki, za którą stoją znudzeni życiem, ale kosmicznie bogaci ludzie, gotowi zapłacić każdą cenę za przeżycie odrobiny emocji i dreszczyku. Brzmi nieźle, prawda? Owszem, ale tylko brzmi, bo już całościowo od razu nie przypadło mi do gustu i to wcale nie dlatego, że nie jestem jakąś zagorzałą fanką takich brutalnych obrazów. Powodem są strasznie długie początkowe partie filmu, które właściwie już ''na dzień dobry'' wprawiają w znużenie. Końcówka się rozkręca, ale czy warto oglądać nudnawy film tylko dla kilku końcowych chwil?

wtorek, 9 października 2018

Gui si (aka Silk); Tajwan

    Przyznam, że tajwańskie kino grozy nie jest przeze mnie jakość dobrze znane. Tak naprawdę to chyba przysłowiowo ,,na palcach jednej ręki'' mogę wymienić tytuły, które oglądałam i które jakoś zapadły mi w pamięć. Jednak skłamię też jeżeli napiszę, że jest ich dużo. Nie. Tajwańskie horrory jak do tej pory jakoś nie potrafiły do mnie przemówić. Obejrzałam, niby ciekawe itp., ale jakoś nie zapadły mi w pamięć. Przykładowo Good Will Evil (aka Xiong mei; 2008) w reżyserii Lin Yu-fena i Wang Ming-chana, to nieco nudnawy i pełen sentymentalnych obrazów film, który etykietkę ,,horroru'' dostał nieco na przyrost. 
Kiedy kilka lat temu w moje ręce wpadł Silk - nie byłam przekonana co do tego obrazu i jakoś niespecjalnie spieszyło mi się, aby zasiąść do seansu (mając w pamięci wcześniejsze rozczarowania filmową grozą z Tajwanu). Kiedy jednak to nastąpiło, początkowe znudzenie i niepewność szybko zostały zastąpione miłym zaskoczeniem i zaciekawieniem.

środa, 3 października 2018

Hong Yi Xiao Nu Hai (aka The Tag-Along); Tajwan

    Tajwan, to kolejny azjatycki kraj, w którym groza filmowa ma się całkiem nieźle. Przykładem może być chociażby rewelacyjny Double Vision z 2002 roku w reżyserii Chen Kuo-Fu. 
Do tej pory tajwańskie kino kojarzyło się zazwyczaj większości widzom z tandetnymi podróbkami zachodnich produkcji. Z czasem jednak zaczęło się to stopniowo zmieniać i dziś już nie można powiedzieć, że takie podróbki mają miejsce w tajwańskim kinie. Można powiedzieć, że dziś produkcje filmowe z tego zakątka Azji są w miarę regularnie nagradzane na międzynarodowych festiwalach filmowych. Krytycy filmowi i recenzenci podkreślają na każdym kroku, że tajwańskie kino uważane jest za specyficzne i oryginalne. Ba! Nawet artystyczne! Niestety po seansie wielu innych gatunków filmowych, mogę stwierdzić, że te artystyczne dzieła filmowe, to jedynie niewielki fragment szerokiego światka filmowego Tajwanu, w którym tworzy się zarówno komedie, thrillery czy horrory.
Jak nie trudno ukryć, mnie najbardziej interesuje ten ostatni gatunek filmowy i muszę przyznać, że dla horroru, tajwański światek filmowy nie ma zbyt wiele miejsca. Jednak, jakby nie było, jeżeli już się ,,narodzi'' jakiś horror, to zazwyczaj jest on całkiem konkretnym straszakiem, czego przykładem jest właśnie nie tak stary The Tag-Along w reżyserii Wei-hao Chenga.

wtorek, 2 października 2018

Chung Sang 3D (aka Chong Sheng 3D/The Second Coming 3D); Hongkong/Singapur/Tajwan

         Opętania to temat w horrorach, który bardzo lubię. Wszystko się oczywiście zaczęło od obrazoburczego Egzorcysty Williama Friedkina (1973 r.), który nie tylko na mnie wywarł piorunujące wrażenie, ale na każdym odbiorcy, który miał okazję się z filmem zapoznać. Trzeba jednak przyznać, że w dobie całej masy komputerowych efektów, jakie stosuje się we współczesnych filmach, obecne produkcje grozy, traktujące o wszelkiej maści opętaniach są już nieco przesadzone, a co gorsza - nawet nie robią takiego wrażenia, jak film z 1973 roku, gdyż na skutek wspomnianych efektów komputerowych, całość nie wygląda zbyt naturalnie i przede wszystkim mało przekonująco. Tak ma się rzecz z zachodnimi produkcjami, czego doskonałym przykładem mogą być chociażby takie horrory, jak: Exorcismus: Opętanie Amy Evans (reż. Manuel Carballo; 2010 r.), Grace: Opętanie (reż. Jeff Chan; 2014 r.) czy też The Exorcism of Molly Hartley (reż. Steven R. Monroe; 2015 r.). Wszystkie akurat tu trzy wymienione przeze mnie horrory o opętaniu nie różnią się zbytnio od siebie i można by rzec - napisać - zrobione są ,,na jedno kopyto''. 
Dziś chciałabym Wam zaprezentować kolejny horror o tematyce opętania, jednak tym razem nie będę się rozwodzić nad zachodnimi produkcjami, a temat będzie dotyczył hongkondzkiej produkcji grozy w reżyserii Tin Chi Ng oraz Hermana Yau.