Oczywiście pojawiają się też niekiedy innowacje i odstępstwa od tej tematyki, ale trzeba przyznać, że od czasu, kiedy na ekrany wszedł Ring Hideo Nakaty, tematyka mściwego ducha pojawia się w co drugiej produkcji grozy z Azji.
Cello też jest taką innowacją, gdyż nie tyle ukazuje zemstę zza grobu, co ciemne uczynki głównej bohaterki z przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć.
Mi-ju, spokojna nauczycielka muzyki przeżyła makabryczny wypadek samochodowy, w którym zginęła jej najlepsza przyjaciółka. Wspomnienia tego wydarzenia zamiast z czasem blaknąć powracają i uporządkowane życie młodej kobiety zamienia się w koszmar. Co gorsza wygląda na to, że mroczna i zła siła obrała jej rodzinę za swój cel. Dopóki Mi-ju nie znajdzie sposobu, żeby ją powstrzymać, nikt nie jest bezpieczny...
To, co uderza niemal od razu to wszechogarniający, gotycki klimat filmu. Bardzo przypomina w tym inne znakomite koreańskie horrory, takie jak A Tale of Two Sisters czy chociażby Ryeong, które dziś są niemal legendą kina grozy z tego kraju.
Korzyścią dla filmu, o której bez wątpienia należy powiedzieć, to także efekty specjalne oraz wizualne, które wypadają naprawdę całkiem nieźle. W całości wypada to niesamowicie mrocznie pod kątem całości atmosfery filmu.
Istnieje także kilka znakomitych scen, które są bardzo charakterystyczne dla koreańskiej grozy. Niektóre faktycznie zapadają w pamięć i podobnie jest z filmem Lee Woo-cheol'a. Niestety, pojawia się też kilka scen, które do filmu nie wnoszą nic nowego i są niemal powieleniem z innych j-horrorów czy k-horrorów, jak chociażby ze wspomnianego już Tale of Two Sisters czy Ju-On.
Na uwagę zasługuje także aktorstwo. Wprawdzie bohaterka - Mi-ju jest postacią, którą ciężko polubić lub też nie, co tylko wskazuje na pozytywne zagranie postaci przez aktorkę Hyeon-a Seong. Wcieliła się ona w swoją bohaterkę naprawdę wzorowo i tu należą się słowa uznania.
Postać ta jednak okazuje się bardzo skomplikowana na tle fabuły. Nie do końca jesteśmy w stanie się zorientować, co właściwie tak naprawdę się wydarzyło. Niekiedy będziemy mieli do czynienia z dość pogmatwanymi wątkami, co niektórych podrażni, ale da się do tego przywyknąć i nie będzie to aż nazbyt kuło w oczy.
Obsada drugoplanowa także wypada troszkę dziwnie. Niekiedy przewijają się postaci pełne kontrastu, a ich zachowania sprawia wrażenie wymyślonego i przede wszystkim strasznie amatorsko zagranego.
Zdaję sobie sprawę, że do nie każdego produkcja ta dotrze. Fabuła - niekiedy strasznie rozdrobniona, gdzie dzieje się naraz naprawdę bardzo dużo - sprawi, że ciężko będzie ją ogarnąć w jedną spójną całość (zwłaszcza w środkowej części filmu). Widz jest zasypywany mnóstwem przeróżnych wątków i w pewnym momencie nie wiemy tak naprawdę czy głównym problemem jest zemsta zmarłego przyjaciela, prześladowania ze strony uczniów, nieposłuszne dzieci czy też nawiedzona kaseta z przeklętą muzyką. Ma się wrażenie, że ogląda się jeden wielki wir, co po jakimś czasie może stać się uciążliwe i drażniące.
Ciężko oglądać film, gdzie większość scen dzieje się ''bez powodu''. Oznacza to, że produkcja po dłuższej chwili staje się irytująca. Momentami przytłacza nas swoją nużącą całością i z niecierpliwością spoglądamy na zegarek lub też zastanawiamy się, co też może teraz leci w TV?
Wybaczcie, ale tego typu myśli (uciekające gdzieś w przestrzeń), podczas seansu filmu nie powinny mieć miejsca.
W ostatecznym rozrachunku powiem tyle - Cello jest jednym ze słabszych - choć nie najgorszych - k-horrorów, jakie w ostatnim czasie oglądałam. Mając w pamięci znakomity A Tale of Two Sisters, tym bardziej i wyraźniej da się zauważyć mizerniejszą całość produkcji. Smutne jest to, że film posiada wiele oklepanych motywów i akcentów, mimo że jego tematyka jest stosunkowo ''nowa''.
No cóż, w koreańskim światku grozy świeże pomysły jak najbardziej mile widziane, ale ''na litość Pana Boga...'' (jak to zwykła mówić moja była wykładowczyni od gramatyki) - nie oklepane po stokroć...
MOJA OCENA:




