''Horror verite'' coraz śmielej daje o sobie znać w azjatyckim światku grozy. Gatunek, początkowo stawiał nieśmiałe kroki w kinematografii światowej, pojawiając się w latach 80tych pod postacią włoskiego szokującego jakże horroru Cannibal Holocaust, który został ocenzurowany w ponad 30 krajach. Potem - nie licząc dalszych odsłon Włochów - nie dało się zauważyć ''natłoku'' tego rodzaju produkcji aż do roku 1999, kiedy to swojej premiery doczekał się osławiony i kontrowersyjny Blair Witch Project Daniela Myrick'a i Eduardo Sánchez'a. Film, nakręcony z perspektywy filmu dokumentalnego wywołał olbrzymią dyskusję na temat zaginięcia trójki studentów, których nagrania oglądamy w filmie. Całość przypieczętowała kolosalna kampania reklamowa.
Azjatycki horror swój pierwszy znakomity ''horror verite'' pokazał w stylu japońskim. Mam tu na myśli rewelacyjny Noroi The Curse z 2005 roku w reżyserii Kôji Shiraishi. Od tego momentu można zauważyć nagły wzrost tego typu produkcji grozy w Azji. Dziś możemy wymienić kilka naprawdę godnych uwagi tytułów, do których bez wątpienia - oprócz już wspomnianego Noroi - należą chociażby koreański The Butcher (2007) czy singapurski Haunted Changi (2010) - oba zrecenzowane na Japonia Dream.
Dziś przedstawię Wam kolejną tego typu produkcję - koreański Deserted House.
