Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TIWA MOEITHAISONG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TIWA MOEITHAISONG. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2018

Cheuat Gon Chim (aka Meat Grinder); Tajlandia

    Tajowie po raz kolejny nie zawodzą! Tym razem jednak serwują nam dramat gore, który spodoba się zapewne każdemu miłośnikowi brutalnych i krwawych produkcji.
Można by się pokusić o stwierdzenie, że dzięki temu obrazowi, Tajlandia (obok Korei Południowej) oferuje obecnie własną wizję kobiety-psychopatki, która z pozoru wygląda na niewinną i spokojną, a  jednak gdzieś w głębi duszy, kryje mroczne sekrety, dawno rozgrywające się obrazy, które dla niej są wciąż wiecznie żywe, i które przeżywa na nowo za każdym razem...

wtorek, 2 października 2018

Game pluk phi (aka Ghost Coins/Duchowe Monety); Tajlandia

    Ostatnimi czasy odnoszę wrażenie, że Tajlandia tworzy filmy grozy niemal hurtowo. Niby powinno to cieszyć, ale niestety - nie da się ukryć, że tracą one też wiele na swojej jakości. Wszystko staje się oklepane i jakieś takie monotonne...wręcz żeby wprost nie stwierdzić - nudne! Gdzie są te horrory, które niegdyś przerażały wszystkich, chociażby pokroju Shuttera (2014), See Prang (2008) czy brutalnych gore, jak seria Art of the Devil (2004-2008) czy też Meat Grinder (2009).
Obecnie tzw. ghost story z Tajlandii nie stoi już na tak wybitnym poziomie i znacznie odstaje od światowej czołówki swoich poprzedników, które nam - fanom grozy spędzały sen z powiek przez wiele nocy. Niestety, obejrzany przeze mnie nie tak dawno Ghost Coins w reżyserii Tiwa Moeithaisonga (który o dziwo stworzył wcześniej wspomniany już Meat Grinder), potwierdza tę smutną regułę. Co ciekawym jest, jego debiut grozy z 2004 roku, zatytułowany Pee chong air, również zdobył uznanie wśród miłośników skośnookich straszydeł. Wydawałoby się, że z każdym kolejnym filmem Moeithaison powinien uskuteczniać swój warsztat filmowy, a tu klops. Jakoś to poszło w odwrotnym kierunku.