Pagui to tajwańska gra przygodowa, która łączy w sobie elementy horroru, lokalnego folkloru opartego na wierzeniach w istoty nadprzyrodzone i eksploracji. Kiedy gra tylko wpadła mi w ręce i miałam sposobność w nią zagrać, nie torturowałam się zbyt długo ciekawością, gdyż chciałam też przede wszystkim zobaczyć, jak w wirtualnej grozie radzą sobie Tajwańczycy i wiecie co? Nie wyszło to jakoś tragicznie. Nie dość, że gra podejmuje ciekawą tematykę eksploracji nawiedzonego miasta, w którym będziemy mieli możliwość walczyć z różnej maści duchami, to dodatkowo nasze oczy cieszy całkiem ładna grafika, a uszy pieści spokojna muzyka, która jednak doskonale wpisuje się w cały ton gry i wydarzenia, jakie akurat mamy okazję oglądać na ekranie.
Cała akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku i początkowo to, co wzbudzało moje obawy, szybko okazało się atutem tej gry, gdyż tytuł ten mocno czerpie z lokalnego folkloru, wierzeń religijnych oraz prawdziwych wydarzeń historycznych z tamtego okresu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STEAM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STEAM. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 maja 2026
poniedziałek, 5 stycznia 2026
The Boba Teashop
Nie ma co ukrywać, że w pracy spędzamy większość dnia (niektórzy niemal prawie cały). Jest to ważny element naszego życia, gdyż pozwala nam zaspokajać codzienne potrzeby materialne, ale też budować stosunki międzyludzkie. Jedni mają mniej stresującą pracę, inni bardziej, co w krajach azjatyckich jest dosyć sporym problemem, gdyż w dużej mierze często gęsto prowadzi to do licznych samobójstw. Właśnie w tym zakątku naszego globu istnieje wiele legend i podań o kobietach, które pod wpływem stresu skaczą z dachów budynków swoich biurowców (choć to nie reguła) albo wieszają się, nawiedzając potem swoje miejsca pracy. Dziwne dźwięki, tajemnicze cienie czy niewytłumaczalne zjawiska towarzyszą wówczas innym pracownikom takiego nawiedzonego budynku.
W podobnym tonie utrzymana jest gra The Boba Teashop, co w wolnym tłumaczeniu oznacza po prostu ,,Herbaciarnię Boba''. Owszem, to nie biurowiec, ale grając w tą grę, od razu czujemy, że coś nie w porządku jest z tym miejscem...
sobota, 13 grudnia 2025
Dread Flats
Z reguły bardzo rzadko się zdarza, żeby jakaś azjatycka gra grozy wywarła na mnie negatywne wrażenie. Jak wiadomo bowiem nie od dziś - mają one swój specyficzny klimat, a jako że bazują w dużej mierze na lokalnych podaniach i legendach, to naprawdę nie ma się czego czepiać. Do tej pory chyba najwięcej grałam w gry japońskie i kilka indonezyjskich (głównie mam na myśli DreadOut z 2014 roku). Potrafiły zwalić z nóg za każdym razem, kiedy miałam okazję je odpalić, a ich groza nie kończyła się wraz z jednorazowym graniem. Dziś jednak przyjrzę się chińskiej grze, w której mroczne duchy radzą sobie równie dobrze w straszeniu gracza, jak ich japońscy czy indonezyjscy odpowiednicy. Jest to kolejna azjatycka wirtualna ,,perełka'' grozy, która potrafi zrobić piorunujące wrażenie nie tylko za sprawą straszenia gracza, ale przede wszystkim za sprawą swojego niepowtarzalnego klimatu i nawiązań do chińskiej mitologii. Mowa o Dread Flats - grze, która została wydana w lutym tego roku, a dziś możemy w nią zagrać chociażby na słynnej i jakże niezawodnej platformie Steam. Jak to zwykle bywa w tego typu rozrywce, naszym zadaniem jest eksploracja nawiedzonego mieszkania...ale o tym poniżej...
czwartek, 9 stycznia 2025
Shinkansen 0
Każdy, kto mnie zna czy też każdy, kto odwiedza w miarę systematycznie mojego bloga wie, jak wielkim sentymentem darzę gry wideo. Oczywiście - podobnie jak w przypadku filmów - i tu moim ulubionym gatunkiem są horrory, choć nie tylko. Jestem z pokolenia, kiedy królowało Commodore 64 i to przy nim spędziłam całe mnóstwo czasu, już wtedy pochłaniając wszelkiej maści gry, w których najróżniejsze straszydła przemieszczały się po ekranie monitora. Kiedy przyszły czasy konsoli PlayStation, wtedy już miała szerokie pole do popisu, a sama czułam się, jak w ,,siódmym niebie'' grając w takie ,,perełki'', jak: Resident Evil (1996), Clock Tower (1996) czy Silent Hill (1999). Mając PS2, której jestem posiadaczką po dziś dzień, całkowicie odpłynęłam w świat wirtualnej rozrywki i uwierzcie, ale swego czasu zarywałam noce i dnie, podczas których cały czas niemalże siedziałam z nosem i padem w rękach przed ekranem telewizora. Dziś już priorytety moje się nieco zmieniły i mimo, iż pozostałam wierna swojej fascynacji horrorami filmowymi i wirtualnymi, do tych drugich zasiadam już stosunkowo rzadko z powodu ograniczenia czasu wolnego. Jednak od czasu do czasu znajdują się takie gry (zwłaszcza podejmujące tematykę azjatyckiej grozy), które jeszcze przykują mnie na długie godziny do konsoli lub też laptopa. Jedną z takich gier była właśnie Shinkansen 0.
sobota, 28 września 2024
Yuki Onna
Kiedy w grudniu zeszłego roku pisałam artykuł na temat wirtualnych horrorów Chilla's Art (artykuł dostępny tutaj), nie omieszkałam nadmienić, że gry tworzone przez dwóch japońskich braci są jak nieoszlifowane diamenty. Tworzone w stylu retro, z grafiką przypominającą te z gier na PS1 z lat 90-tych, jak np. Silent Hill (1999), niepokojącymi dźwiękami i przede wszystkim mocno odjechaną fabułą, która niejednokrotnie nawiązuje do japońskiego folkloru i duchów tam występujących, szybko zyskały sobie rzesze fanów. Mnie również gry Chilla's Art porwały od razu i szybko zaczęłam wyszukiwać dostępnych w Internecie gier, co by w wolnej chwili sobie nieco pograć i zapoznać się z obłędem, jaki niejednokrotnie szykują nam dwaj panowie w swoich dziełach. Oczywiście nie wszystkie mi do gustu przypadły, gdyż niejednokrotnie co poniektóre są na tyle dziwne, że właściwie nie bardzo wiadomo o co w nich chodzi. Jednak do większości zastrzeżeń nie mam, więc z reguły jestem pozytywnie nastawiona do każdej nowości CA. Ok, ale tyle słowem wstępu i chyba należałoby już przejść do części właściwej, czyli omówienia (albo opisania) samej gry.
piątek, 8 grudnia 2023
The Closing Shift
,,Ostatnia zmiana może okazać się naprawdę ostatnią...''. Takie zdanie tkwiło mi w głowie przez cały czas grania w tą dziwną, ale jakże fascynującą grę, którą dostaliśmy dzięki Chilla's Art, i która jest dostępna na platformie Steam. Dlaczego ta gra robi tak piorunujące wrażenie? Ano dlatego, że zawiera przerażająco realistyczną narrację, której zbyt wiele osób doświadczyło w prawdziwym życiu: prześladowanie. Nie ma co ukrywać i nie zamierzam tego robić, że podczas grania w The Closing Shift, gracz czuje się naprawdę nieswojo. Uczucie niepokoju i osaczenia zaczyna być naprawdę bardzo przerażające, zwłaszcza jeżeli do rozgrywki zasiądziemy wieczorową bądź nocną porą. Uwierzcie, że już dawno nie czułam się tak wystraszona, jak podczas grania w TCS. To jest coś naprawdę niesamowitego. Ta gra, choć stosunkowo krótka, potrafi wykrzesać z nas maksimum emocji i wcale nie są to pozytywne emocje pod kątem komfortu. Ciarki miałam dosłownie cały czas na plecach, a momentami niemal fizycznie czułam, jak gdyby serce miało mi za chwilę wyskoczyć z klatki piersiowej... Uff....
Subskrybuj:
Posty (Atom)





