Japońskie kino grozy od lat udowadnia, że największy niepokój nie rodzi się ze scen przemocy, lecz z ciszy, pustki i emocjonalnych ran, których nie sposób zagoić. New Religion z 2022 roku doskonale wpisuje się w tę tradycję, jednocześnie nadając jej niezwykle osobisty, niemal hipnotyczny charakter. Pełnometrażowy debiut Keishiego Kondo – twórcy znanego wcześniej z krótkometrażowego dramatu See You Again – to film balansujący pomiędzy horrorem psychologicznym, surrealistycznym koszmarem i melancholijną opowieścią o stracie. Reżyser z niezwykłą precyzją buduje atmosferę wyobcowania, stopniowo wciągając widza w świat, gdzie granica pomiędzy żałobą, obsesją i duchowym przebudzeniem zaczyna się zacierać.
New Religion nie jest jednak klasycznym horrorem nastawionym na straszenie. To raczej duszne, oniryczne doświadczenie, które bardziej przenika pod skórę, niż atakuje nagłymi scenami grozy. Kondo operuje obrazem niczym senną wizją – chłodne kadry, minimalistyczne dialogi i powolne tempo tworzą atmosferę nieustannego zawieszenia między życiem a śmiercią. Film stawia pytania o pamięć, utratę oraz desperacką potrzebę odzyskania tego, co bezpowrotnie utracone, a przy tym pozostawia widza z poczuciem niepokoju, którego nie da się łatwo wyjaśnić.
niedziela, 30 sierpnia 2026
środa, 26 sierpnia 2026
,,Duchy i boginie. Kobiety w koreańskich wierzeniach'' - Jeon Heyjin
Duchy i boginie. Kobiety w koreańskich wierzeniach autorstwa Jeon Heyjin to książka niezwykła - mroczna, melancholijna i głęboko humanistyczna. Choć formalnie jest to publikacja poświęcona koreańskim wierzeniom, duchom i ludowym podaniom, w rzeczywistości okazuje się przede wszystkim opowieścią o kobietach wykluczonych, skrzywdzonych i wymazanych z historii. Autorka nie tworzy zwykłego kompendium koreańskiej demonologii. Zamiast tego proponuje czytelnikowi wielowarstwową podróż przez folklor, historię społeczną, duchowość i pamięć kulturową Korei. To książka o zjawach, które nie mogą odejść, ponieważ za życia odmówiono im sprawiedliwości.
Największą siłą publikacji jest sposób, w jaki Heyjin interpretuje kobiece duchy obecne w koreańskich wierzeniach. Nie są one wyłącznie elementem grozy ani egzotycznymi istotami znanymi z ludowych podań. W ujęciu autorki stają się symbolicznym zapisem społecznych traum i kobiecego cierpienia. Duchy kobiet pojawiające się w legendach, zbiorach pilgi i yadam, klasycznych opowieściach czy Encyklopedii koreańskiej literatury ustnej i opowieści pisanych to najczęściej ofiary przemocy, zdrady, gwałtów, biedy, społecznej dyskryminacji lub patriarchalnej kontroli. Ich powrót zza grobu jest próbą odzyskania głosu odebranego im za życia.
sobota, 22 sierpnia 2026
Tomie: Revenge (aka Tomie: Zemsta); Japonia
Tomie: Revenge z 2005 roku w reżyserii Ataru Oikawa to jeden z tych filmów, które rozbudzają nadzieje fanów tylko po to, by ostatecznie pozostawić po sobie gorzki smak rozczarowania. Za każdym razem, gdy pojawia się nowa odsłona serii inspirowanej mangą Junji Ito (recenzje obu tomów znajdziecie tutaj), widzowie wierzą, że tym razem uda się uchwycić prawdziwą grozę Tomie - tej fascynującej, destrukcyjnej kobiety będącej ucieleśnieniem obsesji, pożądania i śmierci. Niestety Tomie: Revenge ponownie pokazuje, jak trudno przełożyć fenomen mangi Ito na język kina.
Film ukazał się zaledwie tydzień po premierze Tomie: Beginning, również wyreżyserowanego przez Oikawę. Można było przypuszczać, że twórca pierwszego filmu z serii Tomie z 1999 roku wykorzystał sześć lat przerwy, by stworzyć bardziej dojrzałą, mroczniejszą i psychologicznie niepokojącą interpretację postaci Tomie. Zamiast tego otrzymujemy produkcję chaotyczną, niespójną i zadziwiająco pozbawioną napięcia.
Film ukazał się zaledwie tydzień po premierze Tomie: Beginning, również wyreżyserowanego przez Oikawę. Można było przypuszczać, że twórca pierwszego filmu z serii Tomie z 1999 roku wykorzystał sześć lat przerwy, by stworzyć bardziej dojrzałą, mroczniejszą i psychologicznie niepokojącą interpretację postaci Tomie. Zamiast tego otrzymujemy produkcję chaotyczną, niespójną i zadziwiająco pozbawioną napięcia.
środa, 19 sierpnia 2026
Cōngmíng Zhèn (aka Bloody Smart/Smart: Przeklęta szkoła); Tajwan [serial tv]
Do Bloody Smart podchodziłam z naprawdę dużą ciekawością. Już sam pomysł wydawał się ryzykowny, ale jednocześnie bardzo kuszący: zamiast po raz kolejny przenosić na ekran jedno konkretne opowiadanie Junjiego Itō, tajwańscy twórcy postanowili zebrać kilka jego najbardziej charakterystycznych pomysłów, postaci oraz obrazów i umieścić je w obrębie jednej historii. To rozwiązanie od początku budziło moje zainteresowanie, bo proza – a właściwie przede wszystkim wyobraźnia – Itō nie należy przecież do najłatwiejszych do ekranizowania. Jego historie często opierają się na absurdzie, grotesce i niepokojących obrazach, których siła wynika nie tylko z samego pomysłu, lecz także z charakterystycznej kreski autora oraz sposobu stopniowego prowadzenia czytelnika ku coraz większemu szaleństwu. Przeniesienie tego świata na ekran zawsze wiąże się więc z ryzykiem utraty części jego osobliwości.
niedziela, 16 sierpnia 2026
,,Zatracenie'' - Junji Itō (na podstawie powieści Osamu Dazaia) [tomy 1-3]
Na polskim rynku Zatracenie Junjiego Itō ukazało się nakładem wydawnictwa J.P.Fantastica w trzech tomach. Pierwszy trafił do sprzedaży w 2024 roku, natomiast dwa kolejne pojawiły się w 2025 roku, zamykając tym samym całą historię. I choć każdy z tomów można oczywiście potraktować jako osobny etap opowieści o Yōzō Ōbie, osobiście nie widzę większego sensu w ocenianiu ich oddzielnie. To jedna, bardzo konsekwentnie prowadzona historia, której kolejne części wynikają z siebie tak mocno, że dopiero przeczytane razem pozwalają zobaczyć pełny obraz zarówno stopniowego upadku bohatera, jak i tego, co Junji Itō zrobił z jedną z najsłynniejszych powieści Osamu Dazaia. Tym bardziej że Zatracenie nie jest po prostu kolejną mangą w dorobku japońskiego mangaki. Tym razem Itō mierzy się z materiałem już istniejącym, niezwykle osobistym, ponurym i od dziesięcioleci zajmującym szczególne miejsce w literaturze japońskiej.
czwartek, 13 sierpnia 2026
Gwisin bureuneun aep: Yeong (aka App the Horror/Apka grozy); Korea Południowa
Koreańskie kino grozy od lat pozostaje jednym z najciekawszych i najbardziej konsekwentnych głosów współczesnego horroru. Tam, gdzie zachodnie produkcje często uciekają w efekciarstwo lub brutalność, twórcy z Korei Południowej dużo częściej stawiają na atmosferę, emocjonalny niepokój i społeczne komentarze ukryte pod warstwą nadnaturalnej grozy. Właśnie dlatego antologie horrorów z Azji potrafią być tak fascynujące - są nie tylko zbiorem strasznych historii, ale również zwierciadłem współczesnych lęków. App the Horror z 2025 roku doskonale wpisuje się w tę tradycję, jednocześnie nadając jej nowoczesny, cyfrowy charakter. To antologia, która korzysta ze znanych motywów przeklętej technologii, ale robi to z dużą świadomością współczesnych problemów społecznych i emocjonalnych.
wtorek, 11 sierpnia 2026
Kereta Berdarah (aka The Train of Death/Pociąg śmierci); Indonezja
Motyw pociągu od dekad zajmuje szczególne miejsce w kinie grozy. Zamknięta przestrzeń wagonów, rytmiczny stukot kół i świadomość nieuchronnego ruchu naprzód tworzą idealne warunki dla horroru - gatunku karmiącego się klaustrofobią, izolacją i poczuciem utraty kontroli. Od opowieści o widmowych lokomotywach po współczesne thrillery rozgrywające się w pędzących składach, pociąg staje się symbolem podróży ku nieznanemu, a często także metaforą nieuchronnego losu. Indonezyjski horror The Train of Death (oryg. „Kereta Berdarah”) z 2024 roku w reżyserii Rizala Mantovani wpisuje się w tę tradycję, jednocześnie nadając jej wyraźnie ekologiczny i lokalny charakter.
Film Mantovaniego nie ogranicza się jednak wyłącznie do schematu „pułapki na torach”. W tle krwawej historii o znikających wagonach i nadprzyrodzonej sile czającej się w tunelach pojawia się motyw zemsty natury - jednej z najciekawszych tendencji współczesnego azjatyckiego horroru. Las naruszony przez ludzką chciwość, duchy obudzone przez ingerencję w naturalny porządek i katastrofa wynikająca z bezrefleksyjnej eksploatacji przestrzeni sprawiają, że The Train of Death staje się czymś więcej niż tylko historią o potworze atakującym pasażerów. To opowieść o naturze, która przestaje milczeć i upomina się o własne prawa, zamieniając luksusową podróż w koszmar bez możliwości ucieczki.
Film Mantovaniego nie ogranicza się jednak wyłącznie do schematu „pułapki na torach”. W tle krwawej historii o znikających wagonach i nadprzyrodzonej sile czającej się w tunelach pojawia się motyw zemsty natury - jednej z najciekawszych tendencji współczesnego azjatyckiego horroru. Las naruszony przez ludzką chciwość, duchy obudzone przez ingerencję w naturalny porządek i katastrofa wynikająca z bezrefleksyjnej eksploatacji przestrzeni sprawiają, że The Train of Death staje się czymś więcej niż tylko historią o potworze atakującym pasażerów. To opowieść o naturze, która przestaje milczeć i upomina się o własne prawa, zamieniając luksusową podróż w koszmar bez możliwości ucieczki.
piątek, 7 sierpnia 2026
Jìyì Mígōng (aka Memory Maze/Labirynt pamięci); Chiny
Chińskie kino grozy od lat balansuje pomiędzy psychologicznym dramatem, społecznym komentarzem a subtelnym horrorem, który częściej opiera się na atmosferze i emocjach niż na dosłownym straszeniu i właśnie chiński dramat psychologiczny Memory Maze z 2022 roku, wyreżyserowany przez Ding Ma doskonale wpisuje się w ten nurt. Przede wszystkim jest to film dość specyficzny, gdyż tak naprawdę trudny do jednoznacznego sklasyfikowania. Produkcja reklamowana była momentami jak horror psychologiczny, miejscami jak thriller o niepewnym narratorze, ale w rzeczywistości okazuje się raczej dramatem o traumie, winie i rozpadającej się psychice człowieka. I chyba właśnie stąd bierze się największy problem tego filmu - jego marketing obiecuje coś znacznie bardziej intensywnego i gatunkowego, niż ostatecznie dostajemy. Zamiast klasycznej opowieści o duchach czy nadprzyrodzonym zagrożeniu, stajemy się świadkami niepokojącej podróży przez ludzką psychikę, w której granica między wspomnieniami a koszmarem staje się coraz bardziej rozmyta.
wtorek, 4 sierpnia 2026
964 Pinocchio (aka 964 Pinokio); Japonia
Japoński cyberpunk przez lata wypracował własny język szaleństwa: lepki, neurotyczny i agresywnie cielesny. Wystarczy wspomnieć Tetsuo: The Iron Man (1989) czy późniejsze eksperymenty spod znaku industrialnego horroru, by zauważyć, że tamtejsi twórcy traktowali ciało jak pole bitwy między technologią, seksualnością i rozpadem tożsamości. Na tym tle 964 Pinocchio pozostaje jednym z najbardziej skrajnych i bezkompromisowych doświadczeń audiowizualnych, jakie wydało kino undergroundowe. To film nie tyle opowiadający historię, ile atakujący widza serią obrazów przypominających narkotyczny koszmar, industrialny performance i psychotyczny teledysk jednocześnie.
Fukui, czerpiąc z estetyki industrialnego cyberpunku i biologicznego horroru, tworzy wizję Tokio jako chaotycznego, dusznego labiryntu pełnego ludzkiego cierpienia, mechanicznej przemocy i emocjonalnego rozkładu. Porównywany bardzo często do obrazu Shinya Tsukamoto, szybko okazuje się dziełem znacznie bardziej anarchicznym, brudnym i desperackim: filmem, który nie tyle opowiada historię, co wręcz wciąga widza w obłęd bohaterów. To kino ekstremalne, momentami odpychające, ale jednocześnie hipnotyzujące swoją bezkompromisową formą i emocjonalną intensywnością.
Fukui, czerpiąc z estetyki industrialnego cyberpunku i biologicznego horroru, tworzy wizję Tokio jako chaotycznego, dusznego labiryntu pełnego ludzkiego cierpienia, mechanicznej przemocy i emocjonalnego rozkładu. Porównywany bardzo często do obrazu Shinya Tsukamoto, szybko okazuje się dziełem znacznie bardziej anarchicznym, brudnym i desperackim: filmem, który nie tyle opowiada historię, co wręcz wciąga widza w obłęd bohaterów. To kino ekstremalne, momentami odpychające, ale jednocześnie hipnotyzujące swoją bezkompromisową formą i emocjonalną intensywnością.
niedziela, 2 sierpnia 2026
Gunche (aka Colony/Kolonia); Korea Południowa
Yeon Sang-ho najwyraźniej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w temacie zombie. Dziesięć lat po premierze Train to Busan (2016), filmu, który przyniósł mu międzynarodową rozpoznawalność i na nowo rozpalił zainteresowanie koreańskim kinem o żywych trupach, reżyser ponownie zamyka grupę zwykłych ludzi w przestrzeni opanowanej przez śmiertelne zagrożenie. Tym razem nie jest to jednak rozpędzony pociąg, lecz nowoczesny wieżowiec w centrum Seulu, który po biologicznym ataku zostaje odcięty od świata. Miejsce kojarzące się z bezpieczeństwem, luksusem i postępem technologicznym w jednej chwili zmienia się w klaustrofobiczną pułapkę, a mieszkańcy poszczególnych pięter muszą walczyć nie tylko z zarażonymi, lecz także z narastającą paniką, dezinformacją i wzajemną nieufnością.
Colony wykorzystuje więc dobrze znany schemat walki o przetrwanie, ale próbuje wzbogacić go o pomysł, który rzeczywiście wyróżnia film na tle wielu innych produkcji o żywych trupach.
Colony wykorzystuje więc dobrze znany schemat walki o przetrwanie, ale próbuje wzbogacić go o pomysł, który rzeczywiście wyróżnia film na tle wielu innych produkcji o żywych trupach.
czwartek, 30 lipca 2026
Tetsuo II: Body Hammer; Japonia
Japońskie kino ekstremalne lat dziewięćdziesiątych miało wielu buntowników, ale niewielu twórców potrafiło zamienić industrialny chaos, cielesny horror i cyberpunkową paranoję w coś równie hipnotyzującego jak Tetsuo II: Body Hammer. Reżyser Shinya Tsukamoto po sukcesie kultowego Tetsuo: The Iron Man postanowił nie tyle stworzyć klasyczny sequel, ile rozbudować własny metaliczny koszmar o większy budżet, bardziej narracyjną strukturę i jeszcze brutalniejszą wizję ludzkiego ciała. Efektem jest film agresywny, neurotyczny i momentami wręcz fizycznie wyczerpujący dla widza - doświadczenie audiowizualne, które przypomina gorączkowy sen o człowieku pożeranym przez technologię, gniew i własną traumę.
wtorek, 28 lipca 2026
Tee Yod (aka Death Whisperer/Śmiertelny szept); Tajlandia
Tajski horror Death Whisperer (oryg.,,Tee Yod'') w reżyserii Taweewat Wantha to jedna z największych niespodzianek współczesnego kina grozy z Tajlandii - film, który łączy folkowy horror, brutalne sceny opętania i rodzinny dramat z estetyką przypominającą klasyczne kino spod znaku Evil Dead (1981). Osadzona w realiach wiejskiej Tajlandii lat 70. historia opowiada o rodzinie mieszkającej w odludnej prowincji Kanchanaburi, gdzie seria niewytłumaczalnych zdarzeń i spotkanie z tajemniczą kobietą w czerni stają się początkiem prawdziwego koszmaru.
Wantha buduje atmosferę nieustannego zagrożenia, wykorzystując lokalne wierzenia, mroczne leśne pejzaże i motyw demonicznego szeptu, który stopniowo doprowadza bohaterów do szaleństwa. Jednocześnie film nie rezygnuje z widowiskowości - obok klasycznych jump scare’ów pojawiają się intensywne sceny egzorcyzmów, brutalnej przemocy i walki z nadnaturalnym złem. Dzięki temu Death Whisperer stał się nie tylko wielkim sukcesem frekwencyjnym w Tajlandii, ale również jednym z najgłośniejszych azjatyckich horrorów ostatnich lat, zdobywając uznanie widzów poszukujących kina grozy balansującego między folklorem a brutalnym survival horrorem.
Wantha buduje atmosferę nieustannego zagrożenia, wykorzystując lokalne wierzenia, mroczne leśne pejzaże i motyw demonicznego szeptu, który stopniowo doprowadza bohaterów do szaleństwa. Jednocześnie film nie rezygnuje z widowiskowości - obok klasycznych jump scare’ów pojawiają się intensywne sceny egzorcyzmów, brutalnej przemocy i walki z nadnaturalnym złem. Dzięki temu Death Whisperer stał się nie tylko wielkim sukcesem frekwencyjnym w Tajlandii, ale również jednym z najgłośniejszych azjatyckich horrorów ostatnich lat, zdobywając uznanie widzów poszukujących kina grozy balansującego między folklorem a brutalnym survival horrorem.
niedziela, 12 lipca 2026
Pamyo (aka Exhuma/Ekshumacja); Korea Południowa
Horror azjatycki od lat udowadnia, że nie potrzebuje wyłącznie krwawych scen, żeby skutecznie wystraszyć widza. Znacznie silniej działają atmosfera niepokoju, duchowość zakorzeniona w lokalnych wierzeniach oraz poczucie, że człowiek styka się z czymś starszym i potężniejszym od siebie.
Natomiast koreańskie kino grozy od lat dowodzi, że potrafi łączyć klasyczny horror z dramatem społecznym, folklorem i duchowością w sposób, który zachodni twórcy osiągają niezwykle rzadko. Exhuma z 2024 roku, wyreżyserowana przez Jang Jae-hyun, idealnie wpisuje się w tę tradycję. Twórca znany wcześniej z The Priests (2015) oraz Svaha: The Sixth Finger (2019) ponownie zabiera widza w świat rytuałów, wierzeń i niewytłumaczalnych zjawisk, tworząc dzieło ambitne, niepokojące i momentami wręcz hipnotyzujące. To horror, który nie ogranicza się jedynie do straszenia - próbuje opowiedzieć historię o traumie, historii, duchach przeszłości i sile zakorzenionych od wieków wierzeń.
Natomiast koreańskie kino grozy od lat dowodzi, że potrafi łączyć klasyczny horror z dramatem społecznym, folklorem i duchowością w sposób, który zachodni twórcy osiągają niezwykle rzadko. Exhuma z 2024 roku, wyreżyserowana przez Jang Jae-hyun, idealnie wpisuje się w tę tradycję. Twórca znany wcześniej z The Priests (2015) oraz Svaha: The Sixth Finger (2019) ponownie zabiera widza w świat rytuałów, wierzeń i niewytłumaczalnych zjawisk, tworząc dzieło ambitne, niepokojące i momentami wręcz hipnotyzujące. To horror, który nie ogranicza się jedynie do straszenia - próbuje opowiedzieć historię o traumie, historii, duchach przeszłości i sile zakorzenionych od wieków wierzeń.
piątek, 10 lipca 2026
Tomie: Biginingu (aka Tomie: Beginning); Japonia
Filmowe adaptacje mang Junjiego Ito od lat mają jeden zasadniczy problem: bardzo trudno przełożyć na ekran ten rodzaj grozy, który u Ito rodzi się nie tylko z obrazu, ale z obsesyjnego rytmu powtarzania. Jego horror nie zawsze działa jak klasyczna opowieść z początkiem, rozwinięciem i końcem. Często przypomina infekcję, która pojawia się nagle, rozprzestrzenia się po świecie przedstawionym, po czym zostawia czytelnika z uczuciem niesmaku, fascynacji i bezradności. Tomie jest tego najlepszym przykładem. Nie jest po prostu potworem, duchem ani femme fatale. Jest zjawiskiem. Pragnieniem, które gnije od środka. Pięknem, które doprowadza ludzi do szaleństwa. Ciałem, które nie chce pozostać martwe.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
Tomie: Beginning z 2005 roku, wyreżyserowane przez Ataru Oikawę, próbuje wrócić do źródeł tej postaci. Już sam tytuł sugeruje opowieść o początku, ale nie należy oczekiwać klasycznej genezy, która wszystko spokojnie wyjaśni i uporządkuje. To raczej film o pierwszym kontakcie z Tomie jako siłą destrukcyjną.
poniedziałek, 6 lipca 2026
Dark Water (aka Dark Water - Fatum); USA
Amerykańskie remaki japońskich horrorów z początku XXI wieku to temat, do którego trudno podejść zupełnie obojętnie. Z jednej strony rozumiem, dlaczego Hollywood tak chętnie sięgało wtedy po azjatyckie historie grozy. Po sukcesie The Ring (2002) widzowie chcieli kolejnych opowieści o klątwach, duchach, nawiedzonych dzieciach i tajemnicach ukrytych pod spokojną powierzchnią codzienności. Z drugiej strony bardzo często te remake’i odbierały oryginałom to, co było w nich najciekawsze: ciszę, kulturowy kontekst i ten szczególny rodzaj niepokoju, który nie musi od pierwszych minut atakować widza.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
Dark Water – Fatum Waltera Sallesa jest pod tym względem filmem dość osobnym. Nie powiedziałabym, że to remake zupełnie nieudany, ale też trudno mi uznać go za dzieło, które dorównuje japońskiemu pierwowzorowi Hideo Nakaty. To raczej film zawieszony gdzieś pomiędzy. Z jednej strony próbuje zachować melancholijny, przygnębiający ton oryginału. Z drugiej strony - momentami zbyt mocno ucieka w typowo hollywoodzką potrzebę dopowiadania emocji, konfliktów i motywacji.
piątek, 3 lipca 2026
,,Another'' #3 - Hiro Kiyohara, Yukito Ayatsuji
Są historie grozy, które straszą nagłymi scenami śmierci, i takie, które powoli budują narastające poczucie niepokoju. Another należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Trzeci tom mangi autorstwa Yukito Ayatsuji jeszcze mocniej zagęszcza atmosferę paranoi i nieuchronnej tragedii, sprawiając, że czytelnik niemal odczuwa ciężar klątwy wiszącej nad klasą 3-3. To moment, w którym seria przestaje jedynie sugerować obecność sił nadprzyrodzonych: horror wreszcie pokazuje swoje prawdziwe oblicze.
Po wydarzeniach z poprzednich tomów tajemnica staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne zgony wywołują nie tylko szok, ale również poczucie bezradności. Granica między rzeczywistością a koszmarem zaczyna się zacierać, a bohaterowie coraz mocniej pogrążają się w świecie pełnym strachu, niedopowiedzeń i śmierci. Czy klątwę można zatrzymać? A może wszyscy są już skazani? Trzeci tom Another nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to oferuje jedną z najbardziej dusznych i wciągających odsłon całej historii.
Po wydarzeniach z poprzednich tomów tajemnica staje się coraz bardziej skomplikowana, a kolejne zgony wywołują nie tylko szok, ale również poczucie bezradności. Granica między rzeczywistością a koszmarem zaczyna się zacierać, a bohaterowie coraz mocniej pogrążają się w świecie pełnym strachu, niedopowiedzeń i śmierci. Czy klątwę można zatrzymać? A może wszyscy są już skazani? Trzeci tom Another nie daje łatwych odpowiedzi, ale za to oferuje jedną z najbardziej dusznych i wciągających odsłon całej historii.
wtorek, 30 czerwca 2026
Tomie: Saishuu-shō – Kindan no Kajitsu (aka Tomie: The Final Chapter - Forbidden Fruit/Tomie: Zakazany owoc); Japonia
Japońska seria filmów o Tomie już od końca lat dziewięćdziesiątych przypominała niekończący się koszmar – albo może raczej niekończący się eksperyment, w którym kolejni twórcy próbowali uchwycić magnetyzm bohaterki stworzonej przez mangakę Junji Ito. Jedni stawiali na surrealistyczną grozę, inni na cielesny horror, groteskę albo erotyczną fascynację destrukcyjną kobiecością. Tomie: Forbidden Fruit, długo uznawany za ostatnią odsłonę cyklu, sprawia wrażenie filmu świadomie zamykającego pewien etap – choć robi to bardziej melancholijnie niż widowiskowo. Reżyser Shun Nakahara odchodzi od agresywnej estetyki wcześniejszych części, kierując serię w stronę emocjonalnego dramatu o obsesji, samotności i tłumionym pożądaniu.
To jedna z najbardziej queerowych i zarazem najbardziej ospałych części całej franczyzy – film, który zamiast epatować brutalnością czy szaleństwem, buduje atmosferę smutku i emocjonalnego wyobcowania. Historia relacji pomiędzy bohaterkami nabiera tutaj większego znaczenia niż sama groza, a Tomie staje się nie tylko demoniczną femme fatale, ale również symbolem toksycznego pragnienia i destrukcyjnej fascynacji. Forbidden Fruit nie jest może najbardziej efektownym rozdziałem serii, lecz z pewnością należy do tych najbardziej nietypowych – cichych, dusznych i podszytych melancholią, która pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.
To jedna z najbardziej queerowych i zarazem najbardziej ospałych części całej franczyzy – film, który zamiast epatować brutalnością czy szaleństwem, buduje atmosferę smutku i emocjonalnego wyobcowania. Historia relacji pomiędzy bohaterkami nabiera tutaj większego znaczenia niż sama groza, a Tomie staje się nie tylko demoniczną femme fatale, ale również symbolem toksycznego pragnienia i destrukcyjnej fascynacji. Forbidden Fruit nie jest może najbardziej efektownym rozdziałem serii, lecz z pewnością należy do tych najbardziej nietypowych – cichych, dusznych i podszytych melancholią, która pozostaje z widzem jeszcze długo po seansie.
niedziela, 28 czerwca 2026
Tomie: Re-birth (aka Tomie 4: Re-birth/Tomie: Odrodzenie); Japonia
Seria filmów o Tomie to jeden z tych przypadków, kiedy człowiek wie, że nie dostanie idealnej adaptacji Junjiego Ito, a mimo to i tak ogląda dalej, bo sama postać Tomie Kawakami ma w sobie coś niepokojąco magnetycznego. Jest jak przekleństwo, którego nie da się do końca zrozumieć, ale też nie można oderwać od niego wzroku. Tomie: Re-birth z 2001 roku, wyreżyserowane przez Takashiego Shimizu, jest czwartą odsłoną filmowego cyklu i jedną z ciekawszych, bo czuć w niej już tę specyficzną wrażliwość reżysera, który niedługo później zasłynie serią Ju-On. To nie jest horror, który próbuje straszyć widza nagłymi efektami. To raczej dziwna, duszna, momentami groteskowa opowieść o obsesji, winie, pożądaniu i o kobiecie-potworze, która właściwie nigdy nie umiera.
czwartek, 25 czerwca 2026
Tomie: Anaza feisu (aka Tomie: Another Face/Tomie: Inna twarz); Japonia
Tomie: Another Face to jedna z tych kontynuacji, które z jednej strony trudno nazwać filmem naprawdę dobrym, z drugiej jednak posiadają tak osobliwy urok, że ostatecznie zostają w pamięci znacznie dłużej niż wiele technicznie lepiej zrealizowanych produkcji. Druga odsłona serii o nieśmiertelnej femme fatale stworzonej przez Junji Ito jest bowiem kwintesencją późnych lat 90. w japońskim kinie V-Cinema - tanim, szorstkim, często nieporadnym, ale jednocześnie niezwykle klimatycznym. Film w reżyserii Toshirō Inomata przypomina zapomnianą kasetę VHS odnalezioną gdzieś na dnie zakurzonego pudełka: obraz jest miękki, kolory przygaszone, a całość spowija melancholijna, oniryczna mgiełka, która paradoksalnie działa na korzyść tej historii.
Już sam fakt, że Tomie: Another Face powstało jako trzyodcinkowy serial telewizyjny przeznaczony dla rynku V-Cinema, tłumaczy jego epizodyczną strukturę. Film składa się z trzech krótkich historii połączonych obecnością Tomie - kobiety niemożliwej do zabicia, manipulującej ludźmi poprzez obsesję, pożądanie i toksyczne zauroczenie. Każdy segment eksploruje inny wymiar tej postaci: szkolną zazdrość, obsesję artystyczną oraz destrukcyjną miłość prowadzącą do szaleństwa. Co ciekawe, właśnie taka antologiczna forma okazuje się jednym z największych atutów filmu. Poszczególne opowieści bywają nierówne, czasami wręcz szkicowe, ale dzięki krótkiej długości nie zdążą całkowicie zmęczyć widza.
Już sam fakt, że Tomie: Another Face powstało jako trzyodcinkowy serial telewizyjny przeznaczony dla rynku V-Cinema, tłumaczy jego epizodyczną strukturę. Film składa się z trzech krótkich historii połączonych obecnością Tomie - kobiety niemożliwej do zabicia, manipulującej ludźmi poprzez obsesję, pożądanie i toksyczne zauroczenie. Każdy segment eksploruje inny wymiar tej postaci: szkolną zazdrość, obsesję artystyczną oraz destrukcyjną miłość prowadzącą do szaleństwa. Co ciekawe, właśnie taka antologiczna forma okazuje się jednym z największych atutów filmu. Poszczególne opowieści bywają nierówne, czasami wręcz szkicowe, ale dzięki krótkiej długości nie zdążą całkowicie zmęczyć widza.
poniedziałek, 22 czerwca 2026
Forte; Korea Południowa
To bardzo miła niespodzianka dla polskich fanów azjatyckiej grozy filmowej: Forte Kimbo Kima jest dostępne w Polsce na CDA Premium!
W czasach, gdy wiele festiwalowych horrorów z Korei Południowej krąży po świecie, ale nie zawsze trafia do legalnej dystrybucji nad Wisłą, taka premiera naprawdę cieszy. Tym bardziej że mówimy o filmie świeżym, funkcjonującym w obiegu festiwalowym jako kameralny horror psychologiczny z 2025 roku, prezentowany m.in. na SXSW London i Sitges. CDA opisuje go jako historię młodej kompozytorki, która dostaje wymarzoną pracę w prestiżowym i odizolowanym studiu ,,Forte”, szybko odkrywając, że miejsce to skrywa niepokojącą tajemnicę.
Koreańskie kino grozy od dawna potrafiło udowadniać, że najciekawszy horror czasami rodzi się w miejscu pracy, w spojrzeniu przełożonego, w napięciu między ambicją a upokorzeniem, w przestrzeni, która miała być spełnieniem marzeń, a okazuje się pułapką. Właśnie takim filmem jest Forte - kameralnym, muzycznym horrorem psychologicznym, który opowieść o twórczej pasji łączy z krytyką toksycznych struktur zawodowych.
Koreańskie kino grozy od dawna potrafiło udowadniać, że najciekawszy horror czasami rodzi się w miejscu pracy, w spojrzeniu przełożonego, w napięciu między ambicją a upokorzeniem, w przestrzeni, która miała być spełnieniem marzeń, a okazuje się pułapką. Właśnie takim filmem jest Forte - kameralnym, muzycznym horrorem psychologicznym, który opowieść o twórczej pasji łączy z krytyką toksycznych struktur zawodowych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.jpg)









